Wyrywkowe kontrole w blokach. Najpierw przepytają sąsiadów, potem przyjdzie wezwanie do zapłaty
Gminy zaostrzają kontrolę kosztów komunalnych, aby wykryć nieprawidłowości finansowe. Urzędnicy weryfikują konkretną rzecz, którą niekiedy przemilczają mieszkańcy. Kontrole obejmują m.in. analizę danych oraz wywiady środowiskowe - dane są weryfikowane również na podstawie zeznań sąsiadów. W przypadku błędnych informacji możliwe jest naliczenie zaległych opłat za kilka lat wstecz - obecnie kontrolowany jest okres od 2021 roku.
- Te informacje często przemilczają Polacy
- Gminy ruszają z kontrolami, kluczem analityka danych
- Kontrolerzy wypytają sąsiadów, konsekwencje mogą być dotkliwe
Te informacje często przemilczają Polacy
Posiadanie nieruchomości to nie tylko przywilej i bezpieczna lokata kapitału, ale również szereg obowiązków administracyjnych, z których wielu właścicieli wciąż nie do końca zdaje sobie sprawę. W gąszczu podatków czy opłat przekształceniowych kwestie prozaiczne często bywają traktowane po macoszemu. Tymczasem dla budżetów samorządowych, nadszarpniętych przez zmiany podatkowe i inflację, zbilansowanie kosztów usług komunalnych stało się newralgicznym punktem.
Zgodnie z założeniami system ten powinien się samofinansować, a opłaty wnoszone przez mieszkańców mają w całości pokrywać koszty obsługi infrastruktury. Rzeczywistość jednak brutalnie weryfikuje te założenia, a w systemach wielu polskich miast brakuje milionów złotych. Głównym winowajcą jest tak zwana luka ewidencyjna, czyli różnica między liczbą osób zameldowanych lub faktycznie zamieszkujących daną lokalizację a liczbą ujętą w oficjalnych deklaracjach.

Problem “martwych dusz”, a w tym przypadku raczej ”ukrytych lokatorów”, którzy generują koszty, ale w nich nie partycypują, dotyczy zarówno domów jednorodzinnych, jak i budownictwa wielolokalowego. Spółdzielnie mieszkaniowe czy zarządcy wspólnot często opierają się wyłącznie na oświadczeniach właścicieli, nie mając skutecznych narzędzi do ich natychmiastowej weryfikacji.
W efekcie w mieszkaniu, w którym oficjalnie przebywa jedna osoba, często funkcjonuje wieloosobowa rodzina. Koszt ich utrzymania spada wówczas na sąsiadów, co wymusza na gminach podnoszenie stawek bazowych dla wszystkich. Rozbieżności danych są poważne, a różnice między liczbą osób zgłoszonych a faktycznie zamieszkujących generują gigantyczne straty. Samorządy, przyciśnięte do muru rosnącymi kosztami, przestały przymykać oko na ten proceder i coraz częściej sięgają po radykalne środki kontrolne.
Gminy ruszają z kontrolami, kluczem analityka danych
Mechanizm uszczelniania systemu ewoluował w ostatnich latach, przechodząc od prostych apeli o uczciwość do zaawansowanej analityki danych. Najskuteczniejszą bronią w rękach urzędników okazało się powiązanie deklaracji śmieciowych ze zużyciem wody. Jest to metoda o tyle efektywna, co trudno podważalna, woda jest medium precyzyjnie opomiarowanym, a statystyka w tym przypadku pozostaje nieubłagana.
Przyjmuje się, że średnie miesięczne zużycie wody na jedną osobę wynosi około 3-4 metrów sześciennych. Jeśli w deklaracji widnieje jedna osoba, a liczniki wskazują zużycie na poziomie 12 lub 15 metrów sześciennych, dla organów kontrolnych jest to sygnał alarmowy graniczący z pewnością, że w lokalu zamieszkuje więcej osób. Polska coraz chętniej korzysta z rozwiązań cyfrowych pozwalających na automatyczne krzyżowanie takich baz danych i wyłapując anomalie bez konieczności fizycznej wizyty w każdym lokalu.

To jednak nie wszystko. Weryfikacja deklaracji śmieciowych w Polsce wchodzi na nowy poziom szczegółowości. Gminy zaczynają korzystać z danych Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej (MOPS), ewidencji ludności, a nawet baz placówek oświatowych. Jeśli rodzina pobiera świadczenia socjalne na trójkę dzieci i dwoje dorosłych, a w deklaracji śmieciowej widnieją tylko dwie osoby, urzędnicy zyskują gotowy materiał dowodowy.
Co istotne, złożenie fałszywej deklaracji nie jest jedynie drobnym niedopatrzeniem, ale naruszeniem przepisów ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Właściciel nieruchomości ma obowiązek złożyć nową deklarację w terminie 14 dni od dnia zamieszkania na danej nieruchomości pierwszego mieszkańca lub powstania na niej odpadów komunalnych. W przypadku zmiany danych, na przykład narodzin dziecka czy wprowadzenia się partnera, termin ten wynosi do 10. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym nastąpiła zmiana. Ignorowanie tych terminów jest ryzykowne, ponieważ gminy zyskują coraz większą determinację w egzekwowaniu prawa.
Zobacz też: Są już prognozy IMGW na marzec. Pogoda może mocno zdziwić Polaków
Kontrolerzy wypytają sąsiadów, konsekwencje mogą być dotkliwe
Najnowsze doniesienia ze Świdnicy pokazują, że kontrolerzy są gotowi pójść o krok dalej, wychodząc poza analizę danych “zza biurka”. Jak informuje strona internetowa spółdzielni mieszkaniowej ”Zawiszów", na którą powołuje się portal Fakt.pl, w mieście rozpoczęły się intensywne kontrole mające na celu weryfikację faktycznej liczby mieszkańców w lokalach. Urzędnicy nie ograniczają się jedynie do sprawdzania dokumentów, fizycznie odwiedzają nieruchomości, pukają do drzwi i, co budzi największe emocje, mogą rozmawiać z sąsiadami.
Zgodnie z Ordynacją podatkową, urząd może sprawdzić i ustalić zaległe opłaty maksymalnie za pięć lat wstecz. Obecnie kontrolowany jest okres od 2021 r. Dane są weryfikowane na podstawie informacji uzyskanych między innymi z Urzędu Skarbowego, ZUS, kontroli Straży Miejskiej, zeznań sąsiadów, szkół oraz innych instytucji - cytuje “Fakt”.
Wywiad środowiskowy staje się narzędziem weryfikacji, a zeznania sąsiadów mogą posłużyć jako przesłanka do podważenia złożonej deklaracji. Jeśli mieszkańcy klatki schodowej potwierdzą, że w danym lokalu od lat mieszka pięcioosobowa rodzina, a opłata wnoszona jest za jedną osobę, właściciel znajdzie się w bardzo trudnym położeniu prawnym i finansowym.
Konsekwencje wykrycia nieprawidłowości mogą być niezwykle dotkliwe dla domowego budżetu. W przypadku stwierdzenia, że deklaracja śmieciowa zawiera nieprawdziwe dane, urzędnicy mają prawo naliczyć opłatę wstecz. Oznacza to, że kontrolerzy w 2024 roku mogą zweryfikować stan faktyczny sięgający nawet 2021 roku lub wcześniej, o ile posiadają ku temu dowody. Dla właściciela nieruchomości oznacza to konieczność zapłaty zaległych stawek wraz z odsetkami za zwłokę, co w skrajnych przypadkach może urosnąć do kwoty kilku tysięcy złotych. Warto pamiętać, że postępowanie administracyjne może zakończyć się wydaniem decyzji określającej wysokość opłaty, która staje się tytułem wykonawczym.
Podobne działania są podejmowane aktualnie między innymi w Jaworznie i wiele wskazuje na to, że to nie koniec. Kolejne samorządy będą weryfikować, czy złożone przez mieszkańców deklaracje pokrywają się z rzeczywistością.