W zimę jest tam 20 st. C, a bilety kosztują 200 zł. To hiszpański hit miejskich wyjazdów
Za oknem szaruga, smog i temperatury, które skutecznie zniechęcają do wychodzenia z domu. Nic dziwnego, że w styczniu Polacy masowo przeglądają wyszukiwarki lotów, marząc o chociaż kilku dniach ciepła. Choć Egipt czy Wyspy Kanaryjskie od lat królują w rankingach biur podróży, coraz częściej szukamy tańszych alternatyw. To mało znana perełka.
- Polacy w poszukiwaniu ciepła
- Tam coraz częściej wylatują Polacy
- To mało znana perełka europejskich wyjazdów
Polacy w poszukiwaniu ciepła
Choć jeszcze jakiś czas temu zimowy wyjazd zagraniczny bywał dla części Polaków synonimem luksusu lub długo planowanego urlopu narciarskiego w Alpach, rynek turystyczny mocno się zmienił. Dziś, mimo wahań gospodarczych i wciąż odczuwalnej inflacji, turystyka wyjazdowa ma się zaskakująco dobrze, choć zmienił się jej charakter. Obserwujemy wyraźny zwrot w stronę mikroturystyki i tak zwanych city breaków, krótkich, kilkudniowych wypadów do europejskich metropolii, które pozwalają na szybką regenerację bez konieczności wydawania fortuny i wykorzystywania długiego urlopu.
Z danych branżowych wynika, że polscy turyści stają się łowcami okazji, potrafiącymi elastycznie dopasować termin wylotu do najatrakcyjniejszej ceny biletu. To właśnie ta elastyczność pozwala na odkrywanie kierunków, które do tej pory pozostawały w cieniu Barcelony, Rzymu czy Paryża. Zmieniają się również nasze motywacje. O ile latem szukamy przede wszystkim słońca i plaży, o tyle zimowe podróże coraz częściej mają wymiar ucieczki od niskich temperatur, szarości i smogu, który w sezonie grzewczym dusi polskie miasta.

Psychologiczny aspekt dostępu do światła słonecznego i zieleni w środku zimy jest nie do przecenienia. Co ciekawe, rośnie grupa podróżnych, którzy zamiast wypoczynku przy hotelowym basenie, wolą spędzać czas aktywnie, zwiedzając muzea, próbując lokalnej kuchni i chłonąc atmosferę miasta, które poza szczytem sezonu turystycznego pokazuje swoje bardziej autentyczne oblicze. W ten trend idealnie wpisują się kierunki południowoeuropejskie, oferujące termiczny komfort nieosiągalny o tej porze roku nad Wisłą.
Tam coraz częściej wylatują Polacy
Hiszpania od lat pozostaje jednym z ulubionych kierunków urlopowych Polaków, ale nasza uwaga zazwyczaj koncentruje się na wybrzeżu Morza Śródziemnego lub archipelagach na Atlantyku. Tymczasem północna część kraju, często niesłusznie pomijana ze względu na opinię bardziej deszczowej, zimą potrafi pozytywnie zaskoczyć. Gdy w Polsce słupki rtęci spadają poniżej zera, a w krajobrazie dominuje błoto pośniegowe, regiony takie jak Kraj Basków oferują aurę przypominającą naszą wczesną wiosnę lub późną jesień w jej najlepszym wydaniu.
Tamtejszy klimat, łagodzony przez wpływ oceanu, sprawia, że mrozy są rzadkością, a roślinność pozostaje zielona przez cały rok. Szukając alternatywy dla zatłoczonych kurortów, warto spojrzeć na mapę pogody nieco szerzej. Styczeń w północnej Hiszpanii to czas, kiedy natura odpoczywa, ale nie zamiera. Temperatury w ciągu dnia często oscylują w granicach kilkunastu stopni, co stwarza idealne warunki do miejskiego trekkingu i zwiedzania bez męczącego upału i tłumu turystów, który latem zalewa najpopularniejsze atrakcje. Dla polskiego organizmu, przyzwyczajonego do zimowego deficytu witaminy D, nawet pochmurny dzień przy temperaturze 15 stopni Celsjusza jest przyjemną odmianą. Co więcej, specyfika tamtejszego mikroklimatu sprawia, że zdarzają się dni wyjątkowo ciepłe, kiedy kurtkę można zamienić na lekki sweter, a kawę wypić w ogródku restauracyjnym.
Zobacz też: PKP ostrzega podróżnych. Za to dostaniesz nawet 2 tys. zł kary. Polacy nie mają pojęcia
To mało znana perełka europejskich wyjazdów
Wszystkie te walory skupia w sobie Bilbao, największe miasto Kraju Basków, które w ostatnich latach przeszło jedną z najbardziej spektakularnych transformacji w Europie. Niegdyś szare, przemysłowe centrum, dziś jest perłą nowoczesnej architektury i designu, przyciągającą koneserów sztuki i dobrej kuchni z całego świata. To właśnie tutaj znajduje się słynne Muzeum Guggenheima, zaprojektowane przez Franka Gehry’ego, którego tytanowa bryła stała się symbolem miasta i magnesem na turystów. Jednak tym, co w obecnym sezonie zimowym najbardziej przyciąga uwagę polskich podróżnych, jest relacja jakości do ceny oraz zaskakująco łaskawa aura. Jak donoszą serwisy podróżnicze, w tym roku Bilbao oferuje przyjemne, wiosenne warunki, termometry w styczniu pokazują zazwyczaj kilkanaście stopni Celsjusza, niekiedy sięgając nawet 20, co czyni to miasto atrakcyjnym kierunkiem ucieczki od mrozów.

Aspekt ekonomiczny jest tu kluczowy. Jak relacjonuje “Fakt”, dzięki rozbudowanej siatce połączeń tanich linii lotniczych, bilet do Bilbao w ramach promocji można upolować nawet za niewiele ponad 200 złotych w obie strony. To kwota, która często nie wystarcza nawet na podróż pociągiem pendolino z Warszawy do Gdańska czy Krakowa, nie wspominając o kosztach noclegu w polskich górach w szczycie sezonu zimowego. Bilbao wygrywa więc nie tylko pogodą, ale i dostępnością. Na miejscu czeka na nas nie tylko wspomniane muzeum, ale też urokliwe stare miasto, Casco Viejo, i słynna baskijska kuchnia oparta na pintxos, czyli lokalnej odmianie tapas, która w tym regionie urosła do rangi sztuki. Spacer wzdłuż rzeki Nervión w promieniach styczniowego słońca, z widokiem na zielone wzgórza otaczające miasto, to doświadczenie, które pozwala naładować akumulatory znacznie skuteczniej niż weekend przed telewizorem. Wybór tego kierunku to dowód na to, że polski turysta staje się coraz bardziej świadomy: szuka miejsc nieoczywistych, które oferują unikalne wrażenia kulturowe i dobrą pogodę, a przy tym nie rujnują domowego budżetu.