W Warszawie spłonął legendarny krzyż. Policja podała możliwą przyczynę
Wielki Tydzień w stolicy przerwało niespodziewane zdarzenie. Przed jedną z mokotowskich parafii doszło do groźnego pożaru, który zaniepokoił okolicznych mieszkańców oraz wiernych. Służby mundurowe i ratownicze musiały interweniować błyskawicznie. Policja zabrała głos w sprawie. Co dokładnie wydarzyło się na Służewcu tuż przed świętami?
- To ważny symbol dla polskich katolików
- Pożar krzyża na Służewcu wstrząsnął Polakami
- Policja podała możliwą przyczynę pożaru
To ważny symbol dla polskich katolików
Krzyż przed kościołem pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego na mokotowskim Służewcu to nie tylko stały element miejskiego krajobrazu, ale przede wszystkim ważny, historyczny symbol dla lokalnej społeczności oraz całego kraju. Potężna, drewniano-metalowa konstrukcja, mierząca około dwudziestu pięciu metrów wysokości, została przekazana budującej się parafii w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym dziewiątym roku przez kardynała Stefana Wyszyńskiego. To właśnie przy tym obiekcie, jako elemencie ołtarza, papież Jan Paweł II celebrował mszę na ojczystej ziemi podczas swojej historycznej pielgrzymki.
Otoczenie Służewca przeszło w ostatnich dekadach gigantyczną metamorfozę z dawnych terenów przemysłowych w nowoczesne zagłębie biurowo-mieszkaniowe, ale ten konkretny punkt pozostawał niezmienną kotwicą historyczną dzielnicy. Konstrukcja z czasem stała się nieodłącznym punktem wielu uroczystości, przyciągając wiernych z najdalszych zakątków aglomeracji.

Bieżący rok i towarzyszący mu Wielki Tydzień przebiegały w stolicy pod znakiem wyjątkowo intensywnych przygotowań do świąt wielkanocnych. Zgodnie z wieloletnią tradycją wierni gromadzą się wokół świątyń, by brać udział w nabożeństwach i procesjach. Dla rzeszy warszawiaków jest to czas szczególnego skupienia, które tym razem spotęgował wyjątkowy zbieg dat w kalendarzu. Obchody najważniejszych dni w roku nałożyły się z inną, niezwykle bliską sercom Polaków i emocjonalnie przeżywaną datą. W atmosferze podniosłości i przy ogromnych tłumach stosunkowo łatwo o silne emocje, ale też o nieprzewidziane sytuacje, zwłaszcza gdy do głosu dochodzi potężny żywioł, wymykający się spod ludzkiej kontroli.
Pożar krzyża na Służewcu wstrząsnął Polakami
W miniony czwartek, drugiego kwietnia, minęła dokładnie dwudziesta pierwsza rocznica śmierci papieża Polaka. Warszawiacy, pamiętając o dziedzictwie Jana Pawła II, tłumnie gromadzili się przed mokotowską świątynią już od wczesnych godzin porannych. Zostawili po sobie tysiące zapalonych zniczy, które pod koniec dnia wręcz szczelnie otaczały dół zabytkowej konstrukcji. Niespełna dobę później, w Wielki Piątek między godziną piętnastą a piętnastą trzydzieści, pomnik zapłonął w zupełnie inny, niezwykle groźny sposób. Zauważono gęsty dym i błyskawicznie rozprzestrzeniający się pożar krzyża, który w krótkim czasie objął dolne partie krucyfiksu. Sytuacja na placu wyglądała dramatycznie, a ogień bezlitośnie piął się w górę po drewnianym rdzeniu, zagrażając stabilności całego, wielotonowego obiektu.
W chwili dojazdu straży pożarnej konstrukcja była już w całości objęta ogniem - wynika ze wstępnych informacji przekazanych portalowi miejskireporter.pl z miejsca zdarzenia.
Na miejsce natychmiast zadysponowano zastępy ratunkowe. W kulminacyjnym momencie tej wyjątkowo trudnej akcji gaśniczej brało udział sześć zastępów Państwowej Straży Pożarnej. Ratownicy musieli zmierzyć się z ekstremalnie wysoką temperaturą i nagrzewającą się blachą, która okalała serce zabytku. Zablokowanie pobliskich ulic przez służby spowodowało czasowe utrudnienia w ruchu drogowym w tej części Mokotowa, co wymusiło na wielu okolicznych kierowcach szukanie alternatywnych tras przejazdu.

Teren zabezpieczyła warszawska policja, odgradzając gęstniejący tłum gapiów od strefy niebezpieczeństwa. Profesjonalna i szybka reakcja strażaków pozwoliła wstępnie opanować sytuację niedługo po godzinie szesnastej. Uszkodzenia termiczne drewna okazały się jednak tak drastyczne, że ze względów czysto ostrożnościowych konieczny był częściowy demontaż nadpalonej konstrukcji.
Zobacz też: "Janusz i Grażyna" przeprowadzili się na emeryturę do Tajlandii. Tyle wydają miesięcznie
Policja podała możliwą przyczynę pożaru
Zaledwie kilkadziesiąt godzin po ugaszeniu płomieni i dokładnym zabezpieczeniu pogorzeliska przez funkcjonariuszy, organy śledcze przystąpiły do szczegółowych oględzin. Opinię publiczną w międzyczasie błyskawicznie obiegły internetowe spekulacje dotyczące rzekomej możliwości celowego podpalenia lub aktu chuligaństwa. Komenda Stołeczna Policji sprawnie ucięła jednak te szkodliwe teorie, bazując na twardych dowodach z miejsca zdarzenia. Według oficjalnych ustaleń mundurowych bezsprzecznie najbardziej prawdopodobną przyczyną piątkowego incydentu było nieumyślne zaprószenie ognia. Niszczycielski żywioł wziął swój początek od gigantycznej ilości palących się zniczy, które zebrano po prostu zbyt gęsto i nazbyt blisko drewnianej podstawy monumentu. Silniejsze podmuchy wiosennego wiatru przeniosły płomienie ze szklanych lampionów bezpośrednio na łatwopalne elementy.
Z ustaleń, które obecnie mamy, wynika, że do pożaru mogło dojść wskutek palących się pod krzyżem zniczy - powiedział PAP asp. Kamil Sobótka z Komendy Stołecznej Policji.
Wskazano, że liczba zniczy umieszczona pod krzyżem ze względu na rocznicę śmierci Jana Pawła II mogła przyczynić się do zdarzenia.
I to jest prawdopodobieństwo największe, że do tego doszło poprzez zaprószenie ognia. Natomiast będziemy oczywiście ustalać, czy nie brały w tym udziału osoby trzecie, ale na ten moment to wykluczamy - dodał.
Wykluczenie celowego udziału osób trzecich to niezwykle ważna informacja. Taki obrót spraw oznacza, że to nieszczęśliwe wydarzenie stanowiło wyłącznie dramatyczną w skutkach konsekwencję praw fizyki. Choć straty w mieniu kościelnym są dotkliwe, proboszcz opublikował już pokrzepiający komunikat dla parafian. Jak zapowiedział, krzyż zostanie odbudowany. W obliczu rosnących wycen materiałów budowlanych oraz specjalistycznie preparowanego drewna konstrukcyjnego, rachunek za naprawę będzie znaczny.