Tyle zarabia salowa w polskim szpitalu. Kwota może zdziwić wiele osób
Temat zarobków w polskiej ochronie zdrowia zazwyczaj zdominowany jest przez dyskusje o kontraktach lekarskich czy wynagrodzeniach pielęgniarek. Tymczasem na samym dole szpitalnej hierarchii znajduje się personel pomocniczy, bez którego funkcjonowanie placówki medycznej nie byłoby możliwe. Wyszło na jaw, jak wyceniana jest obecnie praca salowych.
- O tych zawodach niewiele się mówi
- Od tego zależy wynagrodzenie w ochronie zdrowia
- Tyle mogą zarabiać salowe w Polsce
O tych zawodach niewiele się mówi
W powszechnej świadomości szpital to przede wszystkim lekarze ratujący życie i pielęgniarki czuwające przy łóżkach. Jednak struktura zatrudnienia w placówkach medycznych jest znacznie bardziej skomplikowana i przypomina system naczyń połączonych, gdzie zatkanie jednego przepływu może doprowadzić do paraliżu całej jednostki. To właśnie salowe i sanitariusze stanowią swoisty, często niewidzialny kręgosłup codziennej logistyki szpitalnej. Choć ich praca rzadko trafia na czołówki gazet, a prestiż społeczny tego zawodu wciąż pozostaje niesłusznie niski, zakres obowiązków wykracza daleko poza stereotypowe sprzątanie powierzchni płaskich.

Praca salowej to w rzeczywistości wyczerpujący fizycznie i obciążający psychicznie maraton. Personel ten odpowiada nie tylko za utrzymanie czystości na oddziałach, co w warunkach reżimu sanitarnego jest zadaniem kluczowym dla bezpieczeństwa epidemiologicznego, ale także bierze czynny udział w opiece nad pacjentem. Pomoc przy toalecie chorych, zmiana pościeli, transport pacjentów na badania, czy wreszcie kontakt z materiałem biologicznym i odpadami medycznymi, to codzienność wymagająca nie tylko siły fizycznej, ale i ogromnej odporności psychicznej.
Mimo tak trudnych warunków pracy, zawód ten przez lata kojarzony był z wynagrodzeniami oscylującymi wokół najniższej krajowej. Rotacja na tych stanowiskach jest ogromna, a dyrektorzy szpitali coraz częściej stają przed wyzwaniem znalezienia chętnych do pracy. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że wiele placówek decyduje się na outsourcing usług sprzątania, co niejednokrotnie prowadzi do obniżania standardów zatrudnienia i wypychania pracowników na umowy cywilnoprawne. Jednak tam, gdzie salowe są zatrudniane bezpośrednio przez szpital, ich pensje regulują sztywne przepisy, które w ostatnich latach przeszły istotną reformę. Należy pamiętać, że w przeciwieństwie do personelu medycznego, salowe często nie są objęte tak szerokim parasolem ochronnym czy systemem dodatków, a ich rola bywa marginalizowana w debacie publicznej o kondycji służby zdrowia.
Od tego zależy wynagrodzenie w ochronie zdrowia
Aby zrozumieć, skąd biorą się konkretne kwoty na paskach wypłat personelu niemedycznego, trzeba przyjrzeć się mechanizmom prawnym regulującym rynek płac w ochronie zdrowia. Kluczowym dokumentem jest ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. To właśnie ten akt prawny, nowelizowany i waloryzowany każdego roku w lipcu, stał się gwarantem wzrostu płac, wiążąc je bezpośrednio ze średnią krajową ogłaszaną przez Główny Urząd Statystyczny. System ten dzieli pracowników ochrony zdrowia na konkretne grupy, przypisując im odpowiednie współczynniki pracy. Salowe oraz sanitariusze zazwyczaj kwalifikowani są do grupy pracowników działalności podstawowej, innej niż pracownicy wykonujący zawody medyczne, wymagający wykształcenia poniżej średniego. Mechanizm ten sprawia, że dyrektorzy szpitali publicznych nie mogą zapłacić mniej, niż wynika to z ustawowej tabeli.

W efekcie corocznej waloryzacji, powiązanej ze wzrostem przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, rosną również pensje minimalne w szpitalach. To właśnie ten automatyzm sprawił, że zarobki personelu pomocniczego zaczęły odrywać się od rynkowego dna, choć dla wielu wciąż pozostają niesatysfakcjonujące w zderzeniu z rosnącą inflacją. Należy jednak pamiętać, że ustawa reguluje jedynie wynagrodzenie zasadnicze. Do tej kwoty dochodzą różnego rodzaju dodatki: za wysługę lat, pracę w godzinach nocnych, zazwyczaj wynoszący 20 proc. stawki godzinowej, czy w dni świąteczne, za które przysługuje zazwyczaj dzień wolny lub odpowiedni dodatek za pracę w godzinach nadliczbowych.
Ostateczna kwota wpływająca na konto pracownika jest więc wypadkową wielu zmiennych, co sprawia, że podstawowa pensja widoczna w tabelach ministerialnych rzadko oddaje pełny obraz zarobków. Z drugiej strony, skomplikowany system naliczania płac może prowadzić do poczucia niesprawiedliwości, zwłaszcza gdy różnice w zarobkach między grupami zawodowymi zacierają się lub nieproporcjonalnie rosną.
Tyle mogą zarabiać salowe w Polsce
W gąszczu przepisów najlepiej przemawiają twarde dane. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 4 w Bytomiu zdecydował się na krok wciąż niestandardowy w branży i opublikował ogłoszenie o pracę z jawnymi stawkami dla stanowiska salowej lub salowego. Jak wynika z informacji udostępnionych przez placówkę, oferowane wynagrodzenie zasadnicze wynosi dokładnie 5318,12 zł brutto. Choć kwota ta może nie oszałamiać w zestawieniu z sektorem korporacyjnym, w kontekście historycznym dla tej grupy zawodowej stanowi zauważalną zmianę. Co istotne, jest to kwota startowa, do której należy doliczyć wspomniane wcześniej dodatki ustawowe. Po przeliczeniu na kwotę "na rękę”, przy założeniu standardowych kosztów uzyskania przychodu i braku uczestnictwa w PPK, daje to wypłatę netto w okolicach 3900 złotych.
Ocena atrakcyjności tej oferty zależy od punktu odniesienia. Dla osoby szukającej zatrudnienia w dyskoncie, gdzie stawki bywają zbliżone, praca w szpitalu wiąże się ze znacznie większą odpowiedzialnością i kontaktem z ludzkim cierpieniem. Biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy obowiązków salowej, wysiłek fizyczny, ekspozycję na czynniki szkodliwe i stres, kwota niespełna 4 tysięcy złotych netto wciąż przez wielu może być uznawana za nieadekwatną. Warto jednak zauważyć, że bytomski szpital w swoim ogłoszeniu podkreśla stabilność zatrudnienia na podstawie umowy o pracę, co w dobie popularności umów śmieciowych w firmach sprzątających pozostaje istotnym atutem. Publikacja stawek przez bytomską placówkę pokazuje, że mimo ustawowych podwyżek, realna siła nabywcza wynagrodzeń w najniższych grupach zaszeregowania wciąż balansuje na granicy opłacalności, a dyrektorzy szpitali muszą konkurować o pracownika już nie tylko z innymi placówkami, ale przede wszystkim z sektorem prywatnym, logistyką i handlem.