To może być najdroższe pranie w twoim życiu. Nawet 5 tys. zł kary, wiele osób wciąż popełnia ten błąd
Wielu z nas, wracając późno z pracy lub po prostu chcąc zaoszczędzić na tańszej taryfie prądu, decyduje się na uruchomienie pralki pod osłoną nocy. Wydaje się to niewinnym, domowym obowiązkiem, który nikomu nie powinien przeszkadzać. Jednak to, co dla nas jest jedynie „szumem w tle”, dla sąsiada za ścianą może stać się nie do zniesienia. Okazuje się, że granica między dbaniem o domowe finanse a naruszaniem spokoju innych jest bardzo cienka, a jej przekroczenie może skończyć się wizytą służb mundurowych i dotkliwym uszczupleniem portfela.
- Polacy często korzystają z tej ulgi
- Czy nocne pranie naprawdę kosztuje nas mniej?
- Nawet 5 tysięcy złotych kary
Polacy często korzystają z tej ulgi
Choć w polskim systemie prawnym pojęcie „ciszy nocnej” nie występuje wprost w żadnej ustawie, to spokój mieszkańców jest chroniony niezwykle skutecznie przez inne przepisy. Często ulegamy złudzeniu, że jeśli w naszym bloku nie ma wywieszonego regulaminu z konkretnymi godzinami, to lokatorom wolno robić czego dusza zapragnie. Nic bardziej mylnego. Głośna praca pralki, zwłaszcza podczas intensywnego wirowania, w godzinach, w których większość ludzi śpi, może zostać uznana za wykroczenie. Co ciekawe, interwencja może nastąpić nawet wtedy, gdy wspólnota mieszkaniowa nie wspomina o ograniczeniach ani słowem.
Podstawą do interwencji jest tutaj Kodeks Wykroczeń, a konkretnie artykuł 51 paragraf 1. Mówi on jasno o zakłócaniu spokoju, porządku publicznego lub spoczynku nocnego. Warto pamiętać, że każdy ma prawo do niezakłóconego odpoczynku we własnym mieszkaniu, a uporczywe hałasowanie urządzeniami mechanicznymi po godzinie 22:00 drastycznie to prawo narusza. Jeśli hałas powtarza się regularnie, sąsiad ma pełne prawo zgłosić sprawę na policję lub do straży miejskiej, co otwiera drogę do postępowania mandatowego.
Czy nocne pranie naprawdę kosztuje nas mniej?
Dla wielu motywacją do nocnych prań jest chęć optymalizacji kosztów energii. W dobie rosnących rachunków szukamy oszczędności wszędzie, gdzie się da. Niestety, ta pozorna gospodarność może okazać się wyjątkowo kosztownym błędem. Służby wezwane do zakłócania spokoju nocnego nie zawsze kończą na pouczeniu. Jeśli sytuacja jest ewidentna, a właściciel hałasującej pralki lekceważy prośby sąsiadów, mandat może być wystawiony natychmiast.
W skrajnych przypadkach, gdy sprawa trafi przed oblicze sądu, konsekwencje stają się jeszcze poważniejsze. Przepisy przewidują za takie zachowanie karę ograniczenia wolności, aresztu, a najczęściej – wysokiej grzywny. Jak donoszą serwisy prawne i społeczne, kwoty te mogą sięgać nawet 5 tysięcy złotych. Warto więc zadać sobie pytanie, czy kilkanaście groszy oszczędności na kilowatogodzinie jest warte ryzyka tak potężnej kary i, co gorsza, trwałego konfliktu z ludźmi, z którymi dzielimy klatkę schodową.
Nawet 5 tysięcy złotych kary
Jeśli nie chcemy rezygnować z nocnych obowiązków, jedynym bezpiecznym rozwiązaniem jest inwestycja w sprzęt, który rzeczywiście pracuje niemal bezgłośnie, lub zastosowanie mat antywibracyjnych. Jednak nawet to nie daje stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa prawnego, jeśli ściany w bloku są „z papieru”. Prawo chroni bowiem subiektywne odczucie zakłócenia spoczynku. Oznacza to, że jeśli pralka uniemożliwia sąsiadowi sen, to paragrafy są po jego stronie.
Zanim więc następnym razem zaprogramujemy cykl prania na godzinę 2:00 nad ranem, zastanówmy się, czy nasz sprzęt nie jest jednym z tych „pożeraczy spokoju”. Dobrosąsiedzkie relacje i brak policyjnego protokołu w kartotece są warte znacznie więcej niż kilka złotych zysku z tańszej taryfy.