biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Handel > To chce zrobić z niedzielami handlowymi. Petycja trafiła do Sejmu, Polacy nie będą zadowoleni
Julia Bogucka
Julia Bogucka 22.03.2026 19:54

To chce zrobić z niedzielami handlowymi. Petycja trafiła do Sejmu, Polacy nie będą zadowoleni

To chce zrobić z niedzielami handlowymi. Petycja trafiła do Sejmu, Polacy nie będą zadowoleni
Fot. John Robertson/Pexels/CanvaPro

Polacy przyzwyczaili się, że w większość niedziel w roku dyskonty pozostają zamknięte. Choć debata publiczna od lat skupia się wokół liberalizacji przepisów, na Wiejskiej pojawił się zaskakujący projekt. Wynika z niego, że weekendowe wyprawy po sprawunki mogłyby zostać w niedalekiej przyszłości drastycznie ograniczone.

  • Charakterystyka polskiego handlu
  • Niedziele handlowe to dziś rzadkość
  • Dokument trafił do Sejmu, chce zmian w niedzielach handlowych

Charakterystyka polskiego handlu

Handel w Polsce to potężny silnik całej gospodarki, odpowiadający za znaczącą część PKB, łącznej wartości dóbr i usług wytworzonych w państwie. Nasze nawyki wizyt w sklepach ukształtowały się w bardzo wyraźny sposób. Według analiz najwięcej czasu na zakupy poświęcamy w piątkowe popołudnia oraz niemal każdą sobotę. Wtedy przed dyskontami gromadzą się największe tłumy, a wózki wypełniają się zapasami na cały tydzień. Taki skondensowany model sprawia, że biznes musi wykazywać się wręcz ekstremalną elastycznością logistyczną. Towar znika z półek w lawinowym tempie, zapotrzebowanie na personel drastycznie rośnie w zaledwie kilka godzin, a łańcuchy dostaw pracują na najwyższych możliwych obrotach.

To chce zrobić z niedzielami handlowymi. Petycja trafiła do Sejmu, Polacy nie będą zadowoleni
Fot. Africa Images/CanvaPro

Co to w praktyce oznacza dla dziesiątek tysięcy pracowników tej branży? Według najświeższych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego w szeroko pojętym sektorze detalicznym i hurtowym pracuje w naszym kraju ponad dwa miliony osób. To potężna i często niewidzialna armia ludzi. Każdego dnia obsługują oni wybrednych klientów, fizycznie rozładowują tony ciężkiego towaru i przyjmują opóźnione dostawy. Zatrudnieni przy kasach mierzą się z presją czasu, nieregularnym grafikiem i obciążeniem fizycznym.

Ich codzienna, żmudna praca jest solidnym fundamentem pozwalającym nam na bezproblemowe nabywanie ulubionych produktów w atrakcyjnych cenach. To właśnie to rosnące napięcie było jednym z najważniejszych motorów napędowych dla historycznych zmian ustawowych, które kilka lat temu mocno wstrząsnęły detalicznym rynkiem nad Wisłą.

Niedziele handlowe to dziś rzadkość

Zakaz handlu w niedzielę wprowadzono w marcu 2018 roku po niezwykle burzliwych obradach parlamentu. Głównym celem ówczesnego obozu rządzącego oraz inicjatorów z ramienia związków zawodowych było zagwarantowanie pracownikom wielkich marketów niezbywalnego prawa do odpoczynku w gronie rodzinnym. Początkowo przepisy były łagodne i pozwalały na otwieranie sklepów dwukrotnie w każdym miesiącu. Z biegiem lat regulacje były sukcesywnie dokręcane. Dzisiaj funkcjonuje mechanizm, który przewiduje zaledwie osiem niedziel handlowych w całym kalendarzowym roku.

Skutki tej fundamentalnej decyzji gospodarczej są widoczne gołym okiem w każdym polskim mieście. Mniejsze sklepy osiedlowe, zazwyczaj działające w ramach franczyzy (korzystając z logo i standardów dużej marki), zyskały pewne źródło dochodu. Z kolei ogromne sieci handlowe zauważalnie wydłużyły godziny pracy w soboty, często zapraszając klientów nawet do północy.

To chce zrobić z niedzielami handlowymi. Petycja trafiła do Sejmu, Polacy nie będą zadowoleni
Fot. Pressmaster/CanvaPro

Krytyka tych odgórnych obostrzeń jednak nie słabnie, a argumenty przeciwników od lat wybrzmiewają z tą samą mocą. Ekonomiści i organizacje zrzeszające pracodawców wskazują, że zamrażanie gospodarki na jeden dzień w tygodniu pozbawia studentów i osoby poszukujące dodatkowego zarobku możliwości dorywczego zatrudnienia. Masowe zamykanie placówek wywołuje paraliż w sobotnie wieczory, kiedy Polacy szturmują supermarkety. Zmniejszenie liczby dni handlowych uderzyło również rykoszetem w branżę dostawczą oraz obiekty usługowe w galeriach. Skutkiem ubocznym jest dramatyczny spadek obrotów u najemców, w tym w lokalach gastronomicznych. Wielu ekspertów liczyło, że po ostatnich wyborach ustawa zostanie złagodzona. Rzeczywistość polityczna może jednak przynieść zupełnie inny scenariusz.

Zobacz też: Biedronka wyprzedaje masło za 1 zł. Takiej promocji nie było od dawna, jest jednak warunek

Dokument trafił do Sejmu, chce zmian w niedzielach handlowych

Zamiast szeroko zapowiadanego w kampaniach wyborczych luzowania przepisów, do parlamentu trafiła właśnie oficjalna petycja, której autor domaga się radykalnego zaostrzenia obowiązujących reguł. Dokument ten trafił już do sejmowej Komisji ds. Petycji i ma szanse wywołać prawdziwą burzę w debacie publicznej. Wniosek zakłada, że liczba niedziel handlowych zostałaby zredukowana do zaledwie czterech w skali całego roku. Obecnie w kalendarzu przewidziano osiem takich niedziel, obejmujących najbardziej dochodowe okresy przedświąteczne oraz wybrane miesiące letnie czy zimowe. Skąd pomysł na tak ostre cięcie kalendarza?

Autor petycji twardo argumentuje, że dotychczasowy system kompromisowy jest wciąż dla potężnych korporacji zbyt elastyczny i pełen luk. Wskazuje on na permanentne zmęczenie kadr pracowniczych oraz pilną potrzebę ujednolicenia firmowych harmonogramów. Według założeń tego dokumentu cztery niedziele handlowe w roku, przypadające na pierwsze niedziele marca, czerwca, września i grudnia, byłyby całkowicie wystarczające. Pozostałe daty, które dotychczas pozwalały na bezkarne zakupy pod koniec stycznia, kwietnia, czerwca czy sierpnia, miałyby zostać bezpowrotnie wykreślone z sejmowej ustawy.

Przede wszystkim nie można wzrostu gospodarczego i dobrobytu opierać tylko czy chociażby w głównej mierze na handlu detalicznym i konsumpcji, a funkcjonujące rozwiązania nie mogą być rozpatrywane tylko przez pryzmat zysków i wyników sprzedaży - zaznaczył pomysłodawca.

Taka niespodziewana zmiana wywołałaby trudną do zatrzymania lawinę rynkowych konsekwencji, uderzając w rentowność wielu podmiotów. Dla zdecydowanej większości popularnych sieci detalicznych oznaczałoby to konieczność jeszcze mocniejszego i bardziej agresywnego skupienia akcji promocyjnych wokół newralgicznych sobót. Wielki biznes musiałby natychmiast zrewidować strategie marketingowe i pogodzić się z utratą planowanych zysków w okresach wyprzedażowych. Rodzimi konsumenci z kolei niechybnie zostaliby postawieni przed ostateczną koniecznością rygorystycznego planowania codziennych, domowych wydatków. Dyskusja o tym, kiedy swobodnie możemy wydawać nasze ciężko zarobione pieniądze, powraca do punktu wyjścia i z pewnością prędko nie zniknie z wokandy.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: