Te samochody kradną na potęgę. Masz taki model? Uważaj, dla złodziei to największy łup
Choć czasy "Dzikiego Zachodu" lat 90., kiedy to auta znikały z ulic co kilka minut, minęły bezpowrotnie, złodzieje nie poszli na bezrobocie. Zmienili jedynie metody i upodobania. Rok 2026 przynosi nam nowe dane, które dla właścicieli niektórych marek są powodem do niepokoju. Okazuje się, że w świecie przestępczości samochodowej panuje specyficzna moda, a na celowniku gangów znalazła się jedna, konkretna marka, która bije rekordy popularności w Polsce. Jeśli masz taki pojazd w swoim garażu, powinieneś podwoić czujność.
- Jak kradną samochody w 2026 roku? Polacy muszą o tym wiedzieć
- Statystyki dają nadzieję. Kradzieży jest coraz mniej
- Toyota na celowniku. Te modele znikają najczęściej
- Mapa ryzyka. Gdzie najłatwiej stracić auto?
Jak kradną samochody w 2026 roku? Polacy muszą o tym wiedzieć
Współczesny złodziej samochodów nie nosi kominiarki i łomu. To często dobrze ubrany "techniczny", wyposażony w sprzęt elektroniczny warty dziesiątki tysięcy złotych. Kradzież samochodu przypomina dziś bardziej atak hakerski niż włamanie siłowe.
Najpopularniejszą metodą, która wciąż zbiera żniwo, jest kradzież "na walizkę". Dotyczy ona aut z systemem bezkluczykowym (Keyless). Złodzieje działają w parach. Jeden podchodzi pod drzwi domu lub idzie za właścicielem w sklepie, wyposażony w urządzenie przechwytujące sygnał z kluczyka. Drugi stoi przy aucie z odbiornikiem, który "udaje" kluczyk. Samochód myśli, że właściciel jest tuż obok, otwiera drzwi i pozwala odpalić silnik. Cała operacja trwa kilka sekund.
Nowszym i groźniejszym zjawiskiem jest kradzież metodą na "Game Boya". Złodzieje używają urządzenia wyglądającego jak stara konsola do gier, które jest w rzeczywistości zaawansowanym komputerem łamiącym kody zabezpieczające. Potrafi ono otworzyć i uruchomić auto marek koreańskich i japońskich w mniej niż minutę, bez potrzeby przechwytywania sygnału z oryginalnego kluczyka.
Coraz częściej słyszy się też o wpinaniu się w magistralę CAN (np. przez wycięcie dziury w nadkolu i podpięcie do wiązki reflektora). Złodziej wysyła do komputera pokładowego fałszywy sygnał "otwórz drzwi" i "uruchom silnik", omijając fabryczne immobilizery.
Jak się zabezpieczyć? Eksperci są zgodni: fabryczne zabezpieczenia to za mało. Warto zainwestować w:
- Dodatkowy immobilizer CAN: Blokada, która wymaga wpisania kodu (np. sekwencji przycisków na kierownicy) przed odpaleniem auta.
- Etui blokujące sygnał (klatka Faradaya): Tani i skuteczny sposób na metodę "na walizkę".
- Lokalizatory GPS/Radiowe: Nie zapobiegną kradzieży, ale zwiększą szansę na odzyskanie pojazdu.

Statystyki dają nadzieję. Kradzieży jest coraz mniej
Mimo że metody złodziei są coraz bardziej wyrafinowane, ogólne statystyki napawają ostrożnym optymizmem. Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar (IBRM Samar) opublikował raport podsumowujący rok 2025. Wynika z niego jasno: Polska staje się krajem coraz bezpieczniejszym dla posiadaczy czterech kółek.
W 2025 roku liczba kradzieży samochodów osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony spadła o 10,8 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. W bazie Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEPiK) odnotowano w ubiegłym roku wyrejestrowanie z powodu kradzieży dokładnie 4751 pojazdów.
Aby zrozumieć skalę zmiany, jaka zaszła w Polsce, warto cofnąć się w czasie. Niechlubny rekord padł w 1999 roku. Wówczas policja i ubezpieczyciele notowali aż 71 543 kradzieże rocznie. Dziś kradnie się więc ponad 15 razy mniej aut niż dwie dekady temu. Rynek zbytu na kradzione auta na wschodzie się skurczył, a policja skuteczniej rozbija "dziuple". Jednak dla tych blisko 5 tysięcy osób, które w zeszłym roku straciły auto, statystyka jest marpym pocieszeniem.
Toyota na celowniku. Te modele znikają najczęściej
Jeśli spojrzymy na ranking najczęściej kradzionych marek, widać wyraźną dominację producentów azjatyckich. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: części zamienne. Samochody te są w Polsce niezwykle popularne (Toyota jest liderem sprzedaży), a co za tym idzie – zapotrzebowanie na tanie części blacharskie, reflektory czy elementy wyposażenia jest ogromne. Złodzieje kradną więc "pod zamówienie" konkretnych elementów.
Niekwestionowanym liderem tego smutnego rankingu jest Toyota. Modelem, który złodzieje upodobali sobie najbardziej, jest Toyota Corolla.
W 2025 roku łupem przestępców padło kilkaset egzemplarzy tego modelu. Corolla to auto flotowe, rodzinne i taksówkarskie – rynek wtórny chłonie każdą ilość części do niej.
Ranking "Top 5" najczęściej kradzionych modeli (wg danych IBRM Samar):
- Toyota Corolla – absolutny numer jeden. Posiadacze tego modelu powinni inwestować w niestandardowe zabezpieczenia.
- Toyota RAV4 – popularny SUV, który znika równie szybko co Corolla.
- Hyundai Tucson – koreański hit sprzedaży, niestety bardzo podatny na kradzież elektroniczną.
- Kia Sportage – bliźniaczy model Tucsona, również w czołówce zainteresowania grup przestępczych.
- Toyota Yaris – miejskie auto, które często jest rozbierane na części w dziuplach w ciągu kilku godzin.
W czołówce (pierwsza dziesiątka) wciąż pojawiają się także auta dostawcze (Fiat Ducato – często kradziony na roboty budowlane lub jako dawca części) oraz marki premium, takie jak Audi A4 czy BMW serii 3, choć ich udział w kradzieżach systematycznie maleje na rzecz "Japończyków" i "Koreańczyków".
Mapa ryzyka. Gdzie najłatwiej stracić auto?
Kradzież samochodu to zjawisko, które nie rozkłada się równomiernie po całej Polsce. Istnieje jeden region, który od lat świeci się na czerwono na mapach ubezpieczycieli. To Warszawa i województwo mazowieckie.
W samej stolicy dochodzi do największej liczby kradzieży (blisko 40 proc. wszystkich przypadków w kraju). Wynika to z zamożności mieszkańców, dużej liczby nowych aut parkujących na niestrzeżonych osiedlach oraz bliskości węzłów komunikacyjnych, które pozwalają złodziejom szybko wywieźć łup z miasta.
Na drugim biegunie bezpieczeństwa znajdują się województwa ściany wschodniej (podkarpackie, świętokrzyskie, podlaskie), gdzie kradzieże są incydentalne.