biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Takiego widoku Kraków się nie spodziewał. Prezydent w ogniu krytyki
Magdalena  Fordymacka
Magdalena Fordymacka 02.02.2026 15:38

Takiego widoku Kraków się nie spodziewał. Prezydent w ogniu krytyki

Takiego widoku Kraków się nie spodziewał. Prezydent w ogniu krytyki
Aleksander Miszalski fot. Adam Burakowski/East News

Zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta nabrała w ostatnich dniach wyjątkowego tempa i wywołała jedną z największych politycznych burz w mieście od lat. Inicjatorzy akcji mówią wręcz o „powstaniu krakowskim”, podkreślając skalę mobilizacji mieszkańców. W ciągu pierwszych trzech dni zebrano około 16 tys. podpisów, a organizatorzy zapowiadają, że chcą zebrać nawet 120 tys., choć formalny próg wynosi 58 tys. zweryfikowanych podpisów w ciągu dwóch miesięcy. Sprawa szybko wyszła poza lokalny spór i stała się tematem ogólnopolskim, głównie za sprawą ostrego języka kampanii i reakcji władz miasta.

  • Czy jeden billboard wystarczy, by lokalny spór zamienił się w ogólnopolski problem wizerunkowy?
  • Dlaczego zbiórka podpisów pod referendum w Krakowie nabrała tak błyskawicznego tempa i połączyła polityczne środowiska „od lewa do prawa”?
  • Co tak naprawdę stoi za hasłem „epidemii kolesiostwa” i jak na te zarzuty reagują władze miasta?

Jeden billboard, który stał się symbolem sporu

Kluczowym elementem całej akcji – i jednocześnie jej najbardziej widocznym symbolem – stał się jeden billboard ustawiony przy drodze z Zakopanego do Krakowa, czyli na jednej z głównych tras wjazdowych do miasta, uczęszczanej przez tysiące turystów i kierowców. Na billboardzie widnieje hasło: 

„Zbliżasz się do Krakowa. Miasta epidemii kolesiostwa”

Autorzy przekazu wprost przyznają, że „kupili billboard Miszalskiemu i jego kolesiom” oraz że jego celem jest „przestrzec Polaków jadących w stronę Krakowa” i zachęcić do podpisania się pod wnioskiem referendalnym. W ich narracji billboard ma pełnić rolę ostrzeżenia, a jednocześnie narzędzia mobilizacji. Choć to tylko jedna instalacja, jej lokalizacja sprawia, że przekaz nie jest kierowany wyłącznie do mieszkańców, lecz także do osób z całej Polski. To właśnie ten element – widoczność poza Krakowem – sprawił, że lokalny konflikt został szybko podchwycony w mediach społecznościowych i komentowany jako wizerunkowy problem dla władz miasta, na który „patrzy cała Polska”.

„Epidemia kolesiostwa” – główny zarzut inicjatorów referendum

Autorzy referendum jako główny powód swojej inicjatywy wskazują zjawisko, które określają mianem „epidemii kolesiostwa”. W ich przekazie chodzi o obsadzanie publicznych stanowisk osobami powiązanymi towarzysko lub politycznie z prezydentem i jego środowiskiem. Wymieniane są konkretne przykłady personalne, które – zdaniem inicjatorów – mają ilustrować ten problem. To właśnie te zarzuty, formułowane w ostrym języku, napędzają emocje wokół zbiórki i są głównym paliwem dla wolontariuszy zbierających podpisy, często w trudnych, zimowych warunkach.

Reakcja władz miasta i kontrnarracja

Władze Krakowa od początku reagują na inicjatywę zdecydowanie, określając ją jako „referendum nienawiści” i sugerując jej skrajny charakter. Równolegle miasto uruchomiło własną ofensywę informacyjną. Zwiększono nakład miejskiej gazetki do około 220 tys. egzemplarzy, które mają trafić bezpośrednio do skrzynek mieszkańców, a koszt samego druku szacowany jest na około 1,5 mln zł. 

Zapowiedziano również wykup powierzchni reklamowych w mieście w kolejnych miesiącach, co – według inicjatorów referendum – ma utrudnić im prowadzenie kampanii. Dodatkowo prowadzona jest akcja informacyjna skierowana m.in. do seniorów, ostrzegająca przed podawaniem numeru PESEL, co organizatorzy zbiórki interpretują jako próbę zniechęcenia do składania podpisów.

Burza w sieci i ryzyko dalszej eskalacji

Całej sprawie towarzyszy ogromna aktywność w mediach społecznościowych, ale też problemy organizacyjne po stronie inicjatorów – od trudności z komunikacją punktów zbiórki po obawy o możliwe prowokacje i próby podważenia ważności list poprzez dopisywanie fałszywych danych. Jedno jest pewne: billboard, szybkie tempo zbiórki podpisów i ostre reakcje władz sprawiły, że krakowski spór stał się tematem ogólnopolskim. 

Niezależnie od dalszego przebiegu procedury referendalnej, wizerunkowy pożar już wybuchł – i trudno będzie go szybko ugasić.

Źródła: Biznes Info, Urząd Miasta Krakowa, Państwowa Komisja Wyborcza

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: