Rachunki rozczarowały właścicieli pomp ciepła i fotowoltaiki. Wiadomo, dlaczego tak wzrosły
Zima 2026 roku brutalnie zweryfikowała marzenia tysięcy Polaków o tanim i bezobsługowym ogrzewaniu. Właściciele domów, którzy zainwestowali w nowoczesne instalacje, z niedowierzaniem przecierają oczy, analizując najnowsze faktury od dostawców energii. Zamiast obiecanych oszczędności, otrzymali rachunki, które w wielu przypadkach przekroczyły ich najśmielsze obawy, stawiając pod znakiem zapytania opłacalność transformacji energetycznej w polskich realiach klimatycznych.
- Pułapka ujemnych temperatur - podwyższone zużycie energii elektrycznej
- Rachunki negatywnie zaskoczyły właścicieli pomp ciepła
- Iluzja darmowej energii i bolesne zderzenie z fotowoltaiką
Pułapka ujemnych temperatur - podwyższone zużycie energii elektrycznej
Problemy wielu gospodarstw domowych zaczęły się dokładnie w momencie, gdy słupek rtęci na stałe zadomowił się poniżej granicy zera, a nocne spadki temperatury sięgały minus dziesięciu stopni Celsjusza. To właśnie w takich warunkach wychodzi na jaw największa słabość najpopularniejszych w Polsce powietrznych pomp ciepła. Urządzenia te, choć niezwykle sprawne w okresach przejściowych, przy silnym mrozie tracą swoją efektywność, ponieważ pozyskanie ciepła z lodowatego powietrza staje się procesem skrajnie energochłonnym.
Gdy temperatura otoczenia drastycznie spada, pompa przestaje pracować wyłącznie w oparciu o energię odnawialną i musi posiłkować się wbudowanymi grzałkami elektrycznymi, aby utrzymać komfort cieplny w pomieszczeniach. Grzałka ta jest w praktyce zwykłym grzejnikiem oporowym, który zużywa prąd w stosunku jeden do jednego – za każdą kilowatogodzinę (kWh) energii elektrycznej otrzymujemy dokładnie tyle samo ciepła, bez żadnego „zysku” z otoczenia.

Właśnie ten mechanizm sprawia, że zużycie prądu w najzimniejsze dni potrafi skoczyć dwu- lub nawet trzykrotnie w porównaniu do listopada czy marca. Dla przeciętnego inwestora oznacza to drastyczne odejście od teoretycznych założeń o wysokim współczynniku COP, czyli stosunku dostarczonego ciepła do zużytej energii elektrycznej, który przy mrozach zbliża się do jedności.
Rachunki negatywnie zaskoczyły właścicieli pomp ciepła
Analizując konkretne przypadki domów jednorodzinnych o powierzchni od 130 do 150 metrów kwadratowych, w których zamieszkuje typowa polska rodzina, liczby prezentują się bezlitośnie. W okresach, gdy mróz oscylował między -10 a -15 stopniami Celsjusza, miesięczne zużycie energii przez powietrzną pompę ciepła najczęściej mieściło się w przedziale od 900 do nawet 1300 kWh.
Przy obecnych, rekordowych cenach energii elektrycznej, przekłada się to na miesięczny koszt rzędu 800–1400 złotych za samo ogrzewanie. W najmroźniejsze doby koszt utrzymania ciepła w domu potrafił sięgać 40–50 złotych dziennie, co dla wielu domowych budżetów stanowi barierę nie do przejścia.
Nieco lepiej sytuacja wygląda w przypadku posiadaczy gruntowych pomp ciepła, które korzystają ze stabilnej temperatury ziemi. Tutaj miesięczne zużycie w szczycie zimy wynosiło zazwyczaj od 500 do 750 kWh, co generowało koszty rzędu 450–800 złotych.

Choć jest to wynik znacznie lepszy, wciąż pozostaje kwotą bardzo odczuwalną, szczególnie gdy doliczymy do tego standardowe zużycie prądu przez urządzenia AGD i oświetlenie.
Warto zauważyć, że realne koszty są często wyższe od tych prognozowanych przez instalatorów, ponieważ rzadko kiedy domy są idealnie zaizolowane, a użytkownicy utrzymują wewnątrz temperaturę na poziomie restrykcyjnych 20 stopni Celsjusza. Każdy dodatkowy stopień na termostacie w warunkach silnego mrozu to kolejne procenty dopisane do i tak już wysokiego rachunku.
Zobacz też: Kontrole ruszyły w Polskę. Nawet 5000 zł kary za niedopełnienie tego obowiązku
Iluzja darmowej energii i bolesne zderzenie z fotowoltaiką
Największe rozczarowanie spotkało jednak tych, którzy postanowili zabezpieczyć się przed drożyzną, łącząc pompę ciepła z własną mikroinstalacją fotowoltaiczną. Teoretycznie duet ten miał zapewniać niemal darmowe ogrzewanie, jednak praktyka zimy 2026 roku obnażyła systemowe wady takiego rozwiązania. Głównym problemem jest całkowity brak korelacji między produkcją energii ze słońca a zapotrzebowaniem na ciepło. Zimą, kiedy dom potrzebuje najwięcej mocy, dni są krótkie, a zachmurzenie często uniemożliwia panelom pracę z pełną wydajnością.
W efekcie energia „oddana” do sieci lub zgromadzona wirtualnie w cieplejszych miesiącach błyskawicznie się wyczerpuje. Właściciele instalacji PV, zamiast cieszyć się z zerowych rachunków, musieli dopłacać od 700 do 1200 złotych miesięcznie, ponieważ ich zapasy prądu z lata wystarczyły zaledwie na pokrycie potrzeb z początku sezonu grzewczego. Bez odpowiedniego przewymiarowania instalacji fotowoltaicznej – co drastycznie podnosi koszty inwestycji – oraz bez idealnej termoizolacji budynku, pompa ciepła w polskim klimacie zawsze będzie generować wysokie koszty operacyjne podczas mroźnych tygodni.