Niemcy domagają się większego wsparcia od państwa
Flickr/Jernej Furman, https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/
Autor Maria Glinka - 23 Lutego 2021

Niemcy: Przedsiębiorcy mają dosyć lockdownu. Krytykują pomoc rządu

Niemcy, pogrążeni w długim lockdownie, mają dość rządowych ograniczeń. Przedsiębiorcy domagają się dookreślenia strategii otwarcia i realnego wsparcia finansowego. Tymczasem tygodniowy koszt zamknięcia poszczególnych sektorów gospodarki waha się między 1,5 a nawet 5 mld euro.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na jaką rządową pomoc będą mogli liczyć Niemcy
  • Które branże są w najgorszej sytuacji
  • Jaka decyzja zbulwersowała przedsiębiorców

Niemcy walczą o przetrwanie. Rządowa pomoc nadal niewystarczająca

Niemcy pogrążyli się w lockdownie 16 grudnia 2020 r. Z uwagi na fakt, że surowe obostrzenia obowiązują już ponad dwa miesiące tamtejsze media określiły działania rządu jako „longdown” (and. long – długi). Perspektywa jest mało obiecująca - zgodnie z najnowszymi decyzjami Niemcy będą musieli zmagać się z dotkliwymi ograniczeniami do 7 marca 2021 r. Pozwolenie na otwarcie otrzymała tylko branża fryzjerska.

To niezwykle trudna sytuacja dla gospodarki. Według wyliczeń Instytutu Ifo koszt lockdownu w Niemczech to 1,5 mld euro w skali tygodnia. Polsat News podaje, że dużo wyższe szacunki przedstawił Instytut Gospodarki Niemieckiej w Kolonii - między 3,5 a 5 mld euro.

W ostatnim czasie odbył się szczyt gospodarczy, w którym uczestniczyli minister gospodarki Peter Altmaier i 40 przedstawicieli ugrupowań gospodarczych. Zdaniem polityka dyskusja była „konstruktywna, bardzo ważna i bardzo owocna”. Altmaier przekonywał, że wypłacono 90 proc. zaliczek dla firm, które zostały zamknięte najwcześniej, bo już w listopadzie. Łącznie wsparcie oszacował na 6 mld euro. Jednak Niemcy nieustanie podkreślają, że realna kwota pomocy wynosi zaledwie kilka tysięcy euro i nie pozwala nawet na opłacenie czynszu.

Z uwagi na przedłużający się lockdown rząd w Berlinie zamierza zaproponować przedsiębiorcom zwiększony pakiet ratunkowy. O bezzwrotne dotacje będą mogły ubiegać się także duże przedsiębiorstwa o rocznych obrotach powyżej 750 mln euro. Wsparcie w kwocie do 7500 euro popłynie również do samozatrudnionych na początek działalności. Niemcy deklarują, że powstanie także fundusz na szczególnie trudne przypadki. W sytuacji, gdy spółka nie spełnia wymagań uprawniających do rządowej pomocy, może zabiegać o indywidualne rozpatrzenie sprawy.

Niemcy domagają się perspektywy otwarcia. Na horyzoncie fala bankructw

Mimo rozszerzenia wsparcia nastroje wśród przedsiębiorców są w dalszym ciągu pesymistyczne. Niemcy żądają przedstawienia strategii odmrażania poszczególnych sektorów gospodarki. Minister gospodarki zapewnił, że konkretny plan zostanie opracowany wspólnie z przedsiębiorcami i przedstawiony na najbliższych spotkaniach rządu federalnego i władz krajów związkowych.

Tym, co dodatkowo pogorszyło nastoje społeczne, była nagła zmiana warunków otwierania branż. Dotychczas obowiązujące zasady wskazywały, że warunkiem łagodzenia obostrzeń jest 35 przypadków koronawirusa na 100 tys. mieszkańców w ciągu siedmiu dni. Na ostatnim spotkaniu władz federalnych i krajów związkowych podjęto jednak decyzję o podwyższeniu progu do 50 nowych infekcji.

Portal money.pl donosi, że rozczarowania tą decyzją nie kryje Josef Sanktjohanser, prezes stowarzyszenia handlu detalicznego HDE. Spośród 350 tys. sklepów, które reprezentuje, aż 200 tys. jest zamkniętych. Niemcy mierzą się bowiem z bardzo surowymi restrykcjami - w dalszym ciągu można sprzedawać wyłącznie produkty spożywcze i inne towary codziennego użytku.

Prezes przekonuje, że handel detaliczny nie ma wpływu na pandemiczne wzrosty zakażeń, a podwyższenie poprzeczki do 50 nowych infekcji jest nie tylko nieuzasadnione, lecz także bardzo niekorzystne dla poszczególnych firm. Z badania przeprowadzonego przez HDE wynika, że 65 proc. sprzedawców detalicznych będzie zmuszonych ogłosić niewypłacalność, jeżeli wsparcie finansowe nie będzie większe i nie trafi do przedsiębiorców natychmiast.

Turystyka, gastronomia i hotelarstwo w pandemicznym potrzasku

Jednak nie tylko handel detaliczny padł ofiarą koronawirusa. Niemcy, pracujący w branży turystycznej, również nie mają powodów do zadowolenia. Przedsiębiorcy nieustannie domagają się przedstawienia konkretnych warunków, na mocy których obywatele mogą wychodzić i podróżować, co dałoby jasną perspektywę turystyce. Przedstawiciele branży stoją na stanowisku, że należy wyznaczyć obszary ryzyka na terenie kraju i utworzyć bezpieczne korytarze turystyczne. Prezes branżowego związku BTW Michael Frenzel apeluje również o zniesienie obowiązkowej kwarantanny po powrocie z państw, które nie notują aż tak wysokich wskaźników zachorowalności na COVID-19.

Podobnie jak w Polsce, tak i w Niemczech o przetrwanie walczą gastronomia i hotelarstwo. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy restauracje i hotele pozostawały zamknięte przez sześć miesięcy. Branża domaga się określenia jasnych kryteriów, na mocy których będą łagodzone obostrzenia, ponieważ Niemcy pracujący w tych dwóch branżach nie mogą pozwolić sobie na kolejne tygodnie niepewności.

Tymczasem władza nie jest w stanie przyjąć spójnej strategii łagodzenia obostrzeń. Minister gospodarki i przedsiębiorcy są zwolennikami podejścia kompleksowego. Ich zdaniem otwarcie powinno opierać się o koncepcję higieny i testowania, a nie o konkretne branże. Z kolei kanclerz Angela Markel postuluje odmrażanie kolejnych sektorów gospodarki stopniowo i w określonej kolejności.

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News