Koniec płacenia za oceny w telefonie. Państwo szykuje duże zmiany dla szkół
Ministerstwo Edukacji Narodowej i Ministerstwo Cyfryzacji pracują nad nowym rozwiązaniem dla szkół. Narzędzie ma być bezpłatne, pozbawione reklam i dostępne jako alternatywa dla komercyjnych platform, z których dziś korzystają uczniowie, rodzice i nauczyciele. Resort edukacji zapowiada pilotaż.
Edukacja przechodzi cyfrową zmianę. Papierowe dzienniki odchodzą w przeszłość
Przez lata dziennik szkolny kojarzył się z grubą papierową księgą, do której nauczyciel wpisywał oceny, obecności, tematy lekcji i uwagi. Rodzic o wynikach dziecka dowiadywał się najczęściej podczas wywiadówki, rozmowy z wychowawcą albo pośrednio przez samego ucznia. Taki model stopniowo zaczął się zmieniać wraz z cyfryzacją szkoły. Dziennik elektroniczny stał się jednym z najważniejszych narzędzi codziennej komunikacji między szkołą a domem. Rodzice mogą na bieżąco sprawdzać oceny, frekwencję, wiadomości od nauczycieli, plan lekcji, zapowiedziane sprawdziany czy uwagi. Dla nauczycieli oznacza to szybsze prowadzenie dokumentacji, a dla dyrekcji łatwiejszy dostęp do danych organizacyjnych.

Skala tej zmiany jest bardzo duża. Według informacji podawanych przez resort edukacji z dzienników elektronicznych korzysta już zdecydowana większość szkół publicznych. W praktyce oznacza to, że w wielu placówkach e-dziennik nie jest dodatkiem, lecz podstawowym narzędziem pracy szkoły. Przepisy dopuszczają prowadzenie dzienników w formie elektronicznej. Szkoła może korzystać z takiego rozwiązania samodzielnie albo równolegle z dokumentacją papierową. Jeśli placówka chce prowadzić dzienniki wyłącznie elektronicznie, potrzebna jest zgoda odpowiedniego organu. To ważne, bo samo używanie systemu online nie zawsze oznacza pełne odejście od papieru.
Cyfryzacja edukacji przyspieszyła zwłaszcza po doświadczeniach nauki zdalnej. Szkoła coraz częściej działa w środowisku cyfrowym: przez platformy komunikacyjne, systemy informacji o uczniu, elektroniczne dokumenty i aplikacje. Dziennik elektroniczny stał się symbolem tej zmiany, bo dotyczy niemal każdego dnia nauki. Jednocześnie im większa rola takiego narzędzia, tym ważniejsze są pytania o dostępność, bezpieczeństwo danych i koszty. W e-dzienniku znajdują się nie tylko oceny, ale też informacje o frekwencji, zachowaniu, sytuacji ucznia, potrzebach edukacyjnych czy komunikacji z rodzicami. To dane, które powinny być szczególnie dobrze chronione.
Komercyjny dziennik elektroniczny budzi coraz więcej wątpliwości
Do tej pory szkoły korzystały przede wszystkim z komercyjnych dzienników elektronicznych. Najbardziej rozpoznawalne są takie platformy jak Librus czy eduVULCAN, ale na rynku działają też inni dostawcy. To prywatne systemy, za które płacą szkoły, samorządy albo organy prowadzące, a rodzice i uczniowie korzystają z nich w codziennym kontakcie ze szkołą. Formalnie podstawowy wgląd rodziców do dziennika elektronicznego powinien być bezpłatny. Problem polega jednak na tym, że część funkcji bywa przenoszona do aplikacji mobilnych, wersji rozszerzonych albo dodatkowych usług. To powoduje frustrację rodziców, którzy logują się do systemu po to, aby sprawdzić oceny, frekwencję lub wiadomość od nauczyciela, a po drodze widzą reklamy, komunikaty sprzedażowe albo zachęty do wykupienia płatnej wersji.
Rodzic loguje się do e-dziennika dlatego, że chce sprawdzić ocenę, frekwencję albo wiadomość ze szkoły. Nie po to, żeby oglądać reklamy czy korzystać z dodatkowych płatnych funkcji - powiedziała wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer Wyborczej.biz.

Krytycy takiego modelu zwracają uwagę, że szkoła publiczna powinna zapewniać równy dostęp do podstawowych informacji. Jeżeli dziennik elektroniczny staje się głównym kanałem kontaktu z placówką, to rodzic nie powinien mieć poczucia, że część wygodnych funkcji zależy od dodatkowej opłaty. Szczególnie drażliwe są powiadomienia, wiadomości, usprawiedliwienia czy szybki dostęp do informacji w aplikacji. Drugą kwestią są koszty ponoszone przez samorządy i szkoły. Nawet jeśli rodzic może korzystać z podstawowych funkcji bezpłatnie, sam system nie jest darmowy. Umowy z komercyjnymi dostawcami generują wydatki, które w skali kraju idą w miliony złotych. Przy rosnących potrzebach oświaty coraz częściej pojawia się pytanie, czy państwo nie powinno zapewnić jednego publicznego narzędzia.
Trzecim problemem jest bezpieczeństwo danych. Dziennik elektroniczny gromadzi informacje dotyczące dzieci i młodzieży, a więc dane szczególnie wrażliwe z punktu widzenia życia rodzinnego i szkolnego. Resort edukacji argumentuje, że tak istotna część infrastruktury edukacyjnej nie powinna być całkowicie zależna od prywatnych firm. Nie oznacza to, że komercyjne dzienniki znikną z dnia na dzień. Szkoły przyzwyczaiły się do obecnych systemów, nauczyciele znają ich funkcje, a samorządy mają zawarte umowy. Państwowy dziennik elektroniczny ma być jednak odpowiedzią na narastające wątpliwości: płatne dodatki, reklamy, koszty po stronie szkół i brak jednego publicznego standardu.
Zobacz też: Wprowadzają zakaz korzystania z wody. W innym wypadku konsekwencje karno-administracyjne
Państwowy e-dziennik. MEN i Ministerstwo Cyfryzacji pokazują plan
Ministerstwo Edukacji Narodowej i Ministerstwo Cyfryzacji pracują nad bezpłatnym państwowym dziennikiem elektronicznym. Nowe narzędzie ma być wolne od reklam i dostępne dla szkół jako alternatywa wobec platform komercyjnych. Rząd podkreśla, że chodzi nie tylko o wygodę, ale też o bezpieczeństwo danych uczniów oraz ograniczenie kosztów. Według zapowiedzi pilotaż systemu ma ruszyć w roku szkolnym 2026/2027. W pierwszym etapie obejmie wybrane szkoły podstawowe. Kuratorzy oświaty, w porozumieniu z dyrektorami, mają rekomendować placówki do udziału w testach. Ograniczenie liczby szkół w pilotażu ma pozwolić sprawdzić system w praktyce i wychwycić problemy przed szerszym wdrożeniem.
Zależy nam, żeby udostępnienie go rodzicom rozłożyć na etapy - wyjaśniła wiceministra.
Pełna dostępność państwowego e-dziennika jest planowana od roku szkolnego 2027/2028. Z rozwiązania mają móc korzystać chętne szkoły publiczne i niepubliczne, w tym szkoły podstawowe, ponadpodstawowe oraz artystyczne. W kolejnych latach system ma być rozwijany także o inne typy dokumentacji, m.in. dzienniki przedszkola, świetlicy czy indywidualnego nauczania. Korzystanie z państwowego dziennika elektronicznego ma być dobrowolne. Oznacza to, że szkoły nadal będą mogły pozostać przy dotychczasowych systemach, takich jak Librus czy eduVULCAN. Decyzję o wdrożeniu lub rezygnacji z państwowego rozwiązania ma podejmować dyrektor szkoły w porozumieniu z organem prowadzącym.
Nowy system ma być powiązany z Systemem Informacji Oświatowej, a administratorem danych ma być minister właściwy do spraw oświaty i wychowania. Planowana jest także autoryzacja z wykorzystaniem rozwiązań państwowych, w tym aplikacji mObywatel. Resorty przekonują, że taki model ma zwiększyć bezpieczeństwo dostępu. Docelowo państwowy dziennik elektroniczny ma oferować podstawowe funkcje znane z obecnych systemów: oceny, frekwencję, wiadomości, dokumentację przebiegu nauczania i komunikację między szkołą a rodzicem. W planach są też dodatkowe funkcjonalności, m.in. notatki nauczycieli, integracje z systemami księgowymi szkół, rozliczanie posiłków oraz cyfrowe wydawanie świadectw.
Dla rodziców najważniejsza zmiana może być prosta: dostęp do informacji o dziecku ma być bezpłatny, bez reklam i bez nacisku na kupowanie wersji rozszerzonych. Dla szkół i samorządów oznacza to potencjalną alternatywę dla komercyjnych umów. Dla państwa, budowę własnej infrastruktury cyfrowej w obszarze, który dotyczy milionów uczniów, rodziców i nauczycieli.