Komornik zabrał to ludziom w imię długu. Najbardziej kontrowersyjne egzekucje
Egzekucja komornicza najczęściej kojarzy się z blokadą konta bankowego albo zajęciem części pensji. To jednak tylko najbardziej „bezpieczny” i najmniej widoczny dla otoczenia scenariusz. W praktyce lista rzeczy, które trafiały do protokołów zajęcia, bywała znacznie bardziej zaskakująca. Oto najbardziej kontrowersyjne przypadki.
Lodówka, pralka, łóżko. Gdzie kończy się „majątek”, a zaczyna codzienne życie?
Ogrom emocji budziły przypadki zajmowania sprzętów domowych, bez których trudno normalnie funkcjonować. W protokołach pojawiały się lodówki, pralki, kuchenki czy łóżka. Oficjalnie - jako ruchomości przedstawiające wartość. W praktyce - jako podstawowe wyposażenie mieszkania.
Spory najczęściej dotyczyły tego, czy dany przedmiot jest absolutnie niezbędny, czy może stanowi „nadmiar”. Jeśli w mieszkaniu była druga lodówka albo sprzęt o wyższej wartości, komornicy próbowali uzasadniać zajęcie. Jeśli pralka była nowa lub markowa - pojawiało się uzasadnienie o „ponadprzeciętnej wartości”.
Dla wielu rodzin był to moment szoku. Bo choć prawo miało chronić minimum egzystencji, w praktyce granice bywały interpretowane bardzo szeroko. Dłużnicy odpowiadali skargami, a sądy w wielu przypadkach stawały po ich stronie.
Te historie regularnie wracały w mediach i miały realny wpływ na debatę o zmianach w prawie. Te historie regularnie wracały w mediach - nie jako pojedyncze incydenty, ale jako powtarzający się schemat. I to właśnie one najmocniej działały na wyobraźnię opinii publicznej. Bo łatwiej zrozumieć blokadę konta niż wizję mieszkania bez lodówki czy łóżka.
Pies, który miał „wartość rynkową”. Gdy egzekucja sięgała po zwierzęta
Jednym z najbardziej emocjonujących i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych tematów były próby zajmowania zwierząt, przede wszystkim rasowych psów. Mechanizm bywał brutalnie prosty: jeśli dłużnik nie miał nieruchomości, oszczędności ani wartościowych przedmiotów, a zwierzę przedstawiało realną wartość rynkową, pojawiała się pokusa, by potraktować je jak każdy inny składnik majątku.
Elżbieta Liberda w swoim wpisie opublikowanym na portalu LinkedIn mówi:
- Otóż w świetle prawa pies, koń, kot traktowany jest jako rzecz i kiedy dłużnik nie ma żadnego majątku no to niestety może komornik również zająć właśnie pieska.
Sprawy trafiały do sądów, a opinia publiczna reagowała wyjątkowo ostro. Media nagłaśniały historie, w których dłużnicy dowiadywali się, że ich zwierzę może zostać wpisane do protokołu zajęcia. Choć w wielu przypadkach kończyło się to cofnięciem czynności komorniczych, sam fakt, że takie sytuacje były w ogóle rozważane, stał się symbolem problemu. Pokazał, jak łatwo w skrajnych sytuacjach granice egzekucji mogą się przesunąć — od zabezpieczenia roszczeń do działań, które coraz częściej oceniane są jako sprzeczne z elementarnym poczuciem humanitaryzmu.
Laptop do pracy, komputer dziecka i „święta” kwota na koncie. Gdzie egzekucja najczęściej się wykoleja
Trzeci obszar, w którym egzekucja komornicza najczęściej budziła sprzeciw i kończyła się sporami to przede wszystkim sprzęt wykorzystywany do pracy, przedmioty używane przez dzieci oraz środki objęte ochroną, które mimo to bywały zajmowane lub blokowane.
W protokołach zajęcia pojawiały się laptopy grafików, informatyków czy freelancerów. Argumentacja była prosta: komputer traktowany był jak rzecz, którą można sprzedać. Dla dłużnika oznaczało to jednak utratę jedynego narzędzia pracy i realnej szansy na spłatę zobowiązań. Podobne kontrowersje wywoływały przypadki zajmowania komputerów dzieci używanych do nauki - szczególnie dotkliwe w czasie nauki zdalnej i powszechnej cyfryzacji edukacji.
Najwięcej skarg dotyczyło jednak pieniędzy na rachunkach bankowych. Automatyczne zajęcia obejmowały środki, które zgodnie z przepisami powinny pozostawać do dyspozycji dłużnika: kwoty wolne od zajęcia, świadczenia socjalne czy alimenty. W praktyce konta bywały blokowane w całości, a odzyskanie „nietykalnych” pieniędzy wymagało czasu, składania pism i interwencji instytucji nadzorczych.
To właśnie w takich sprawach egzekucja najczęściej się wykolejała - nie dlatego, że dług nie istniał, lecz dlatego, że mechanizm działał szybciej niż weryfikacja. Dla dłużników oznaczało to realny paraliż: brak środków na życie, brak narzędzi do pracy i poczucie, że system nie rozróżniał majątku od podstawowych warunków codziennego funkcjonowania.