Już nie Temu ani Shein. Polacy oszaleli na punkcie nowej platformy. Rośnie bez reklam
Na rynku tanich zakupów online pojawiła się kolejna platforma z Azji, która coraz śmielej przyciąga uwagę klientów także w Polsce. Nie stoi za nią wielka kampania reklamowa ani agresywny marketing znany z największych graczy, a mimo to zainteresowanie wyraźnie rośnie. To pokazuje, że obok Shein i Temu zaczyna wyrastać nowy model zakupów, napędzany bardziej przez internetowe społeczności niż przez klasyczne reklamy.
- Nowa platforma zakupowa z Azji przyciąga uwagę klientów. Tak dziś działa ten rynek
- Szybki wzrost popularności dzięki społecznościom z Reddita, YouTube i TikToka
- Ostrzeżenia dotyczące zwrotów, komunikacji i bezpieczeństwa zakupów
Nowa platforma zakupowa z Azji przyciąga uwagę klientów. Tak dziś działa ten rynek
Zakupy bezpośrednio z Azji od dawna przestały być niszą. Najpierw popularność zdobyły klasyczne marketplace’y, później do głosu doszły platformy, które przyzwyczaiły klientów do niskich cen, częstych promocji i bardzo szerokiej oferty. Dziś widać jednak kolejny etap tego trendu: część użytkowników nie szuka już tylko taniego sklepu, ale sposobu, by kupować jeszcze bliżej źródła i omijać część pośredników. To właśnie dlatego rośnie zainteresowanie serwisami, które nie działają jak zwykły sklep internetowy. Zamiast standardowego katalogu produktów oferują raczej usługę pośrednictwa w zakupach z chińskich platform lokalnych.
Dla wielu klientów to kuszące rozwiązanie, bo daje dostęp do towarów, których nie da się łatwo zamówić bezpośrednio do Europy, a jednocześnie pozwala liczyć na ceny niższe niż w bardziej znanych aplikacjach. Na popularność takich usług wpływa też zmiana zachowań konsumentów. Jak opisywała „Rzeczpospolita”, użytkownicy coraz lepiej rozumieją, jak działają marże i łańcuch dostaw w e-commerce, więc chętniej akceptują dłuższy czas dostawy lub mniej wygodny proces zakupowy, jeśli w zamian mogą wyraźnie zaoszczędzić. To właśnie ta logika sprawia, że nowe platformy mogą rosnąć nawet wtedy, gdy w ogóle nie są jeszcze szeroko rozpoznawalne przez tradycyjny rynek.
Teraz szaloną popularność zdobywa nowa platforma. Jak dokładnie działa?

Chodzi o Kakobuy. Tak działa platforma i skąd wzięła się jej popularność
Nową platformą, o której robi się coraz głośniej, jest Kakobuy. Jak wynika z opisu samego serwisu, nie jest to klasyczny sklep, lecz agent zakupowy, który pomaga klientom spoza Chin kupować produkty z chińskich stron, takich jak Taobao, 1688 czy Weidian, a następnie organizuje ich magazynowanie i wysyłkę za granicę.
Model działania Kakobuy różni się od tego, do którego przyzwyczaiły klientów Temu czy Shein. Zamiast przeglądać wyłącznie gotową ofertę w aplikacji, użytkownik może wkleić link do produktu z innej chińskiej platformy, a nawet posłużyć się zdjęciem lub opisem rzeczy, której szuka. To właśnie ten mechanizm pośrednictwa sprawia, że serwis stał się atrakcyjny dla osób, które chcą kupować bardziej „u źródła”, a nie tylko w kolejnym gotowym marketplace’ie.
W Polsce zainteresowanie Kakobuy było już widoczne jesienią 2025 roku, a po chwilowym osłabieniu wróciło w 2026 roku. „Rzeczpospolita”, powołując się na dane Google Trends, wskazała, że w marcu liczba zapytań znów była zbliżona do poziomów z września i października ubiegłego roku. Co ważne, cały ten wzrost odbywa się praktycznie bez klasycznej reklamy. Popularność napędzają głównie komentarze na Reddicie, poradniki na YouTube i TikToku oraz społeczności, które dzielą się instrukcjami, jak korzystać z platformy.
Wokół Kakobuy powstało nawet osobne zjawisko tzw. spreadsheets, czyli dużych baz linków do produktów, tworzonych i aktualizowanych przez użytkowników. Jeden z popularnych wpisów na Reddicie opisywał arkusz z dziesiątkami tysięcy aktywnych linków, obejmujących odzież, sneakersy, akcesoria technologiczne i artykuły do domu. To pokazuje, że w praktyce platforma rośnie nie jak zwykły sklep, ale jak ekosystem oparty na wiedzy i rekomendacjach społeczności. Rosnąca popularność nie oznacza jednak, że platforma jest wolna od problemów.
Są też ostrzeżenia. Niskie ceny kuszą, ale ryzyko nie znika
Gdy mowa o Kakobuy, jest jednak kilka rzeczy, na które trzeba uważać. Na Trustpilot widać bardzo mieszane opinie: obok pozytywnych recenzji pojawiają się skargi na trudności ze zwrotami, anulowane zamówienia, brak pełnych refundacji, zagubione przesyłki i słabą komunikację po dokonaniu płatności. Już sam ten rozdźwięk pokazuje, że doświadczenia klientów bywają bardzo różne.
Podobny obraz widać w App Store. Aplikacja KakoBuy ma tam ocenę 3,5/5 na podstawie 103 ocen, ale wśród opinii znajdują się zarówno bardzo pozytywne wpisy, jak i relacje o przesyłkach, które nie dotarły mimo wielu miesięcy oczekiwania. Dla użytkownika oznacza to jedno: nawet jeśli część transakcji przebiega sprawnie, nie można zakładać, że każdy zakup będzie bezproblemowy.
Dodatkową ostrożność warto zachować także dlatego, że sam model zakupów przez pośrednika jest bardziej złożony niż w zwykłym sklepie internetowym. Dochodzą tu kwestie jakości zdjęć kontrolnych, kosztów wysyłki, czasu magazynowania towaru i ewentualnych sporów o zwrot pieniędzy. „Rzeczpospolita” zwracała uwagę, że część użytkowników traktuje Kakobuy jako sensowną opcję przy małych zamówieniach i niskim ryzyku, ale nie jako rozwiązanie całkowicie bezpieczne przy większych zakupach.
Ważny jest też aspekt legalności samych produktów. Oficjalne zasady Kakobuy mówią, że towary kupowane przez platformę powinny być autentyczne, jednak internetowe społeczności wokół serwisu często tworzą zestawienia linków do markowych ubrań i sneakersów, co może rodzić pytania o pochodzenie części ofert. W praktyce oznacza to, że klient powinien zachować ostrożność nie tylko finansową, ale też prawną i jakościową.
Na tym etapie Kakobuy nie jest jeszcze marką rozpoznawalną na poziomie Temu czy Shein, ale z pewnością przestał być zupełnie anonimowy. Rosnące zainteresowanie w Polsce pokazuje, że klienci szukają nowych sposobów na tańsze zakupy z Chin, nawet jeśli wymaga to większej cierpliwości i akceptacji ryzyka. I właśnie dlatego nowa platforma może jeszcze długo budzić zainteresowanie — zwłaszcza jeśli dalej będzie rosła bardziej dzięki społecznościom niż reklamom.