Igrzyska w Polsce? Karol Nawrocki już po pierwszych rozmowach, tak chce ograć Donalda Tuska
Światowa uwaga skupiona jest obecnie na zmaganiach atletów podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich we Włoszech, ale w kuluarach wielkiej polityki toczy się walka o znacznie wyższą stawkę. Polscy decydenci, z prezydentem Karolem Nawrockim na czele, oficjalnie rzucili rękawicę globalnej konkurencji, deklarując chęć zorganizowania letniej olimpiady nad Wisłą.
- Szacunkowe koszty organizacji olimpiady
- Karol Nawrocki prowadził kluczowe rozmowy w kwestii organizacji igrzysk olimpijskich w Polsce
- Karol Nawrocki chce wyprzedzić Donalda Tuska w organizacji takiego przedsięwzięcia
Szacunkowe koszty organizacji olimpiady
Organizacja igrzysk olimpijskich to operacja na otwartym sercu gospodarki, której koszty liczy się w miliardach euro, a ryzyko niedoszacowania budżetu jest niemal wpisane w protokół. Historia nowożytnego ruchu olimpijskiego to długa lista finansowych przestrzelonych prognoz. Wystarczy spojrzeć na Paryż, który w 2024 roku za prawo do goszczenia sportowców zapłacił 8,78 mld euro.
Co istotne, planowany pierwotnie budżet został przekroczony o ponad 100 proc., co i tak uznaje się za wynik relatywnie solidny na tle historycznych poprzedników. Statystyki są bezlitosne: w przypadku Brazylii i igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku, realne wydatki przerosły założenia o astronomiczne 350 proc., a Japonia w 2020 roku musiała zmierzyć się z budżetem większym o 280 proc. od planowanego.

Skrajnym przykładem finansowego ciężaru pozostaje Montreal (1976), gdzie długi zaciągnięte na budowę obiektów spłacano przez równe trzy dekady. Czy w dobie napiętych budżetów państwowych Polska jest gotowa na taki wysiłek? Prezydencka kancelaria przekonuje, że tak, wskazując na rosnącą siłę nabywczą kraju i stabilność finansów publicznych.
Warto jednak zadać pytanie: po co właściwie nam to wyzwanie? Czy zyski mogą kiedykolwiek zrównoważyć tak gigantyczne nakłady? Wedle danych z czerwca 2025 roku, Paryż bezpośrednio „zarobił” na samej imprezie 76 mln euro, co stanowi kroplę w morzu wydatków, choć kwota ta ma wesprzeć organizację Zimowych Igrzysk 2030 w Alpach.
Prawdziwe benefity są jednak rozłożone w czasie. Polski Instytut Dyplomacji Sportowej, powołując się na analizy Uniwersytetu w Limoges, wskazuje, że region Île-de-France może zyskać do 2034 roku od 6,7 do nawet 11,2 miliarda euro dzięki infrastrukturze i turystyce.
Karol Nawrocki prowadził kluczowe rozmowy w kwestii organizacji igrzysk olimpijskich w Polsce
Prezydent Karol Nawrocki, przebywając w Mediolanie przy okazji inauguracji zimowych igrzysk, wykorzystał tę platformę do przeprowadzenia kluczowych rozmów. Razem z prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Radosławem Piesiewiczem, spotkał się z Kirsty Coventry, przewodniczącą komisji zawodniczej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Cel był jasny: lobbing na rzecz Polski jako gospodarza, który nie tylko chce, ale przede wszystkim potrafi udźwignąć ciężar tak potężnego przedsięwzięcia logistycznego.
Podczas spotkania prezydent Nawrocki akcentował pozycję Polski jako 20. gospodarki świata i niekwestionowanego lidera regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Argumentacja opierała się na solidnych fundamentach – doświadczeniu zdobytym przy organizacji Euro 2012 oraz licznych mistrzostw świata w dyscyplinach halowych.

Polska chce być postrzegana jako miejsce z ogromnym potencjałem, które dysponuje nowoczesną bazą hotelową i transportową, a ewentualne igrzyska miałyby przynieść wymierne korzyści także naszym sąsiadom, w tym Czechom i Słowacji. Szef kancelarii prezydenta, Zbigniew Bogucki, podkreślał w mediach społecznościowych, że ta inicjatywa ma wymiar łączący ponad podziałami politycznymi.
Wypowiedź prezydenta: „Wyraziłem naszą gotowość do tego, żeby w roku 2036 Polska była gospodarzem igrzysk. To rzecz, która łączy, a nie dzieli”, sugeruje, że projekt olimpijski ma stać się nowym „projektem narodowym”, podobnym do budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego czy elektrowni jądrowych. To próba ucieczki do przodu i wejścia do ścisłej elity państw decydujących o kształcie globalnego sportu.
Karol Nawrocki chce wyprzedzić Donalda Tuska w organizacji takiego przedsięwzięcia
Pomysł organizacji igrzysk w Polsce nie narodził się wczoraj, ale obecnie nabrał rumieńców w wyniku politycznej licytacji na ambicje. Jeszcze w 2024 roku premier Donald Tusk sugerował, że Polska mogłaby ubiegać się o rolę gospodarza w perspektywie roku 2040 lub 2044. Byłaby to strategia ostrożna, dająca dekady na przygotowanie planów i zabezpieczenie finansowania. Jednak Karol Nawrocki postanowił pójść o krok dalej i zaproponował termin znacznie bliższy – rok 2036.
Różnica czterech lat w świecie olimpijskim to cała epoka. Propozycja prezydenta jest sygnałem dla świata, że Polska czuje się gotowa „tu i teraz”, nie chcąc czekać kolejnego pokolenia na swoją szansę. Walka o rok 2036 oznacza wejście w bezpośrednią rywalizację z takimi potęgami jak Indie, Turcja czy Indonezja, które również zgłaszają swoje aspiracje. Dla rządu i prezydenta to test sprawności dyplomatycznej, ale także ogromne wyzwanie dla krajowego przemysłu budowlanego i sektora usług, które musiałyby przygotować arenę zmagań w zaledwie dekadę.