Ciąg dalszy afery o "kawalerkę pana Jerzego". Sztab Nawrockiego ukarany
W świecie wielkiej polityki, gdzie każda sekunda kampanii jest wyceniana na wagę złota, granica między skuteczną obroną kandydata a naruszeniem prawa bywa niezwykle cienka. Przekonał się o tym komitet wyborczy Karola Nawrockiego, który w ferworze walki o fotel prezydencki w 2025 roku, postanowił rzucić na szalę dokumenty, których upublicznienie wywołało potężne trzęsienie ziemi w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych. Sprawa, która miała oczyścić kandydata z zarzutów dotyczących zakupu słynnej kawalerki, zakończyła się nałożeniem dotkliwej kary finansowej.
- Gorący finał kampanii i niefortunny ruch Przemysława Czarnka
- Dlaczego Mirosław Wróblewski nie uznał argumentów o „walce z oszczerstwami”?
- Finansowe konsekwencje błędu komitetu wyborczego
Gorący finał kampanii i niefortunny ruch Przemysława Czarnka
Atmosfera przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku była gęsta od wzajemnych oskarżeń, a jednym z najgorętszych punktów spornych stały się okoliczności, w jakich Karol Nawrocki wraz z małżonką nabyli niewielkie mieszkanie od Jerzego Ż. Przedstawiciele sztabów wyborczych Nawrockiego oraz jego głównego oponenta, Rafała Trzaskowskiego, toczyli o ten lokal zaciekłe boje medialne.
Punktem zwrotnym okazała się konferencja prasowa z 6 maja, podczas której poseł Przemysław Czarnek, występując w roli defensora kandydata, zaprezentował dziennikarzom i kamerom zestaw dokumentów mających dowieść pełnej transparentności transakcji sprzed lat.

W świetle jupiterów pojawiły się umowa przedwstępna, pełnomocnictwa, a nawet testament. Niestety, wraz z merytoryczną treścią dokumentów, w przestrzeń publiczną trafił cały zestaw wrażliwych informacji: pełne imiona i nazwiska, numery PESEL, serie dowodów osobistych, adresy do korespondencji, a nawet szczegóły dotyczące sytuacji rodzinnej i rozporządzania majątkiem.
Upubliczniono dane nie tylko samego kandydata i jego żony, ale przede wszystkim dwóch osób postronnych, które nigdy nie pełniły funkcji publicznych. Reakcja organu nadzorczego była natychmiastowa, ponieważ prawo do prywatności obywateli, którzy nie uczestniczą w życiu politycznym, podlega szczególnej ochronie.
Dlaczego Mirosław Wróblewski nie uznał argumentów o „walce z oszczerstwami”?
Linia obrony komitetu wyborczego opierała się na twierdzeniu, że ujawnienie personaliów było niezbędne do odparcia kłamliwych zarzutów, a same dane i tak miały już krążyć w zakamarkach sieci. Prezes UODO, Mirosław Wróblewski, w swoim uzasadnieniu punkt po punkcie rozbił tę narrację.
Zauważył on, że choć pewne szczątkowe informacje o właścicielu mogły być wcześniej dostępne, to skala i szczegółowość danych zaprezentowanych na konferencji była nieporównywalnie większa. Co więcej, fakt, że coś „jest w internecie”, nie daje nikomu prawa do powielania tego bez podstawy prawnej (legalizacja przetwarzania danych musi wynikać z konkretnych przepisów, a nie z faktu ich wcześniejszego wycieku).
(…) Dokumenty można i trzeba było zanonimizować. Dodatkowe ujawnione dane same w sobie nie przedstawiały żadnej konkretnej wartości informacyjnej istotnej z punktu widzenia celów konferencji prasowej – uzasadnił Prezes UODO Mirosław Wróblewski w oficjalnym komunikacie.

Urząd podkreślił, że dokumenty mogły – i bezwzględnie powinny – zostać poddane procesowi anonimizacji (trwałemu usunięciu danych pozwalających na zidentyfikowanie osoby). Wyświetlenie numeru PESEL czy miejsca zamieszkania osoby trzeciej nie wnosiło żadnej wartości informacyjnej do debaty publicznej o uczciwości kandydata.
Komitet, stawiając interes wizerunkowy Karola Nawrockiego ponad prawo do prywatności zwykłego obywatela, dopuścił się drastycznej ingerencji w autonomię informacyjną osób, które nagle, bez swojej zgody, stały się bohaterami ogólnopolskiego skandalu. W oczach nadzoru „potrzeby kampanii” nie mogą stać ponad unijnym rozporządzeniem RODO.
Finansowe konsekwencje błędu komitetu wyborczego
Finałem postępowania administracyjnego było nałożenie na komitet wyborczy kary w wysokości 35 582 złotych. Choć w skali budżetów kampanijnych kwota ta może nie wydawać się astronomiczna, to sposób jej wyliczenia oraz towarzyszące jej uzasadnienie niosą ze sobą potężny ładunek symboliczny.
Ustalając wysokość grzywny, Prezes UODO oparł się na rygorystycznych wytycznych Europejskiej Rady Ochrony Danych, biorąc pod uwagę charakter naruszenia oraz fakt, że administrator nie dopełnił zasady rozliczalności (obowiązku wykazania podstawy prawnej dla każdego działania na danych). Decyzja ta nie jest jeszcze prawomocna, co otwiera drogę do batalii przed sądem administracyjnym. Ukarane podmioty i osoby mogą odwołać się do sądu.
Jeśli chodzi o wysokość nałożonej kary, to zgodnie z RODO może ona wynieść do 20 mln euro, a w przypadku przedsiębiorstwa – do 4 proc. całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego. Ustalając wysokość administracyjnej kary pieniężnej w tej sprawie Prezes UODO zastosował metodykę przyjętą przez EROD w Wytycznych 04/2022 – wskazano w komunikacie UODO.