7 tysięcy kilometrów nowych linii przetnie Polskę. Polacy dostają pisma, w grę wchodzą duże pieniądze
Właściciele działek w niemal każdym zakątku kraju stają przed dylematem, który może zaważyć na wartości ich nieruchomości na dekady. Do skrzynek pocztowych trafiają dokumenty, które prawnicy bez ogródek nazywają pismami grozy, a ich lektura wywołuje u adresatów wizję natychmiastowej utraty kontroli nad ojcowizną.
- Transformacja energetyczna w Polsce w trybie przyspieszonym
- Pisma grozy trafiają do Polaków - dlaczego nie warto reagować pochopnie?
- Wynagrodzenia dla właścicieli działek sięgające nawet setek tysięcy złotych
Transformacja energetyczna w Polsce w trybie przyspieszonym
Polska stoi u progu największej od czasów powojennych przebudowy infrastruktury krytycznej, co jest bezpośrednim następstwem globalnej transformacji energetycznej (procesu przechodzenia od źródeł kopalnych do odnawialnych). Plany są ambitne i zakładają, że do 2040 roku na mapie kraju przybędzie aż 7 tysięcy kilometrów nowych linii najwyższych napięć oraz powstanie 100 nowoczesnych stacji elektroenergetycznych.
Nie jest to jedynie kwestia estetyki czy nowoczesności, lecz twarda konieczność wynikająca z masowego powstawania mikroinstalacji fotowoltaicznych. Obecna sieć, projektowana w zupełnie innej rzeczywistości technologicznej, po prostu nie radzi sobie z przyjmowaniem nadwyżek energii generowanej przez prosumentów (podmioty jednocześnie wytwarzające i konsumujące energię).

To gigantyczne wyzwanie logistyczne i budowlane zyskało w ostatnim czasie niespotykane wcześniej tempo. Jak donoszą przedstawiciele firm energetycznych, katalizatorem zmian stały się środki z Krajowego Planu Odbudowy (instrumentu finansowego Unii Europejskiej wspierającego odbudowę gospodarek).
Pieniądze te wymuszają na inwestorach ścisłe trzymanie się harmonogramów, co z kolei przekłada się na pośpiech w kontaktach z właścicielami gruntów. W tej pogoni za terminami cierpi jednak jakość dialogu społecznego, a sucha urzędowa nowomowa w pismach kierowanych do rolników czy właścicieli działek budowlanych staje się zarzewiem niepotrzebnych konfliktów i niepokojów.
Pisma grozy trafiają do Polaków - dlaczego nie warto reagować pochopnie?
Praktyka rozsyłania wezwań do wyrażenia zgody na inwestycję stała się codziennością. W dokumentach tych, jak wyjaśniają przedstawiciele spółek, zawarta jest propozycja przebiegu linii oraz ogólne zasady udostępnienia terenu. Problem tkwi jednak w formie przekazu.
Eksperci prawni zwracają uwagę, że korespondencja ta jest często formułowana w sposób kategoryczny i nieznoszący sprzeciwu. Krótkie terminy na podjęcie decyzji oraz zapowiedzi „dalszych kroków prawnych” w przypadku braku kooperacji działają na odbiorców paraliżująco. Wiele osób, nie znając swoich praw, podpisuje podsunięte umowy pod wpływem silnej presji psychicznej, wierząc, że to jedyny sposób na uniknięcie wywłaszczenia (pozbawienia prawa własności na rzecz Skarbu Państwa lub samorządu za odszkodowaniem).

W rzeczywistości droga do przymusowego odebrania prawa do ziemi jest długa i sformalizowana. Agnieszka Madej z Kancelarii Łebek, Madej i Wspólnicy, cytowana przez “Interię Biznes” podkreśla, że ograniczenie prawa własności może nastąpić wyłącznie na mocy prawomocnej decyzji sądowej lub administracyjnej.
Sam fakt posiadania przez firmę energetyczną pozwolenia na budowę nie uprawnia jej do samowolnego wejścia na prywatny teren i rozpoczęcia prac. Przedsiębiorstwo musi najpierw uzyskać tytuł prawny do korzystania z nieruchomości, co zazwyczaj odbywa się poprzez ustanowienie służebności przesyłu (prawa przedsiębiorcy do korzystania z cudzej nieruchomości w zakresie niezbędnym do eksploatacji urządzeń energetycznych). Zamiast ulegać panice, właściciele powinni traktować pierwsze pismo jako zaproszenie do negocjacji, które są ich świętym prawem.
Zobacz też: Nowe ceny gazu od 25 lutego. Na rachunku może pojawić się nawet 1103 zł różnicy
Wynagrodzenia dla właścicieli działek sięgające nawet setek tysięcy złotych
Warto podkreślić, że za każdą linię energetyczną nad ich głowami należy się stosowna rekompensata. Wysokość wynagrodzenia za ustanowienie służebności nie jest kwotą symboliczną – zależy ona od wartości rynkowej działki oraz stopnia, w jakim nowa infrastruktura ogranicza możliwość korzystania z terenu.
Kwoty te wahają się od kilku tysięcy złotych przy niewielkich zajęciach, aż do kilkuset tysięcy złotych w przypadku strategicznych magistral przesyłowych przecinających atrakcyjne grunty inwestycyjne. Co istotne, jeżeli inwestycja dotyczy modernizacji już istniejącej sieci, właściciel również ma prawo ubiegać się o dobrowolną umowę i wynagrodzenie, zamiast godzić się na bezpłatną eksploatację jego własności przez lata.
Nowa fala inwestycji ożywiła także stare spory dotyczące infrastruktury stawianej jeszcze w czasach PRL. To właśnie teraz pojawia się szansa na uregulowanie zaszłości, które przez dekady obniżały wartość wielu nieruchomości. Trybunał Konstytucyjny niedawno zakwestionował tzw. zasiedzenie służebności w odniesieniu do urządzeń budowanych w poprzednim systemie, co otwiera tysiącom Polaków drogę do dochodzenia roszczeń za bezumowne korzystanie z ich gruntów.
Nie warto ulegać dyktatowi pośpiechu i strachu. Transformacja energetyczna jest niezbędna, ale nie może odbywać się kosztem łamania standardów komunikacji i praw obywatelskich. Dialog z energetycznymi gigantami, wsparty wiedzą prawną, pozwala na wypracowanie rozwiązań, które będą sprawiedliwe dla obu stron.