biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Wizyta u dentysty najdroższa w historii. Tyle trzeba zapłacić za leczenie
Julia Bogucka
Julia Bogucka 15.01.2026 16:34

Wizyta u dentysty najdroższa w historii. Tyle trzeba zapłacić za leczenie

Wizyta u dentysty najdroższa w historii. Tyle trzeba zapłacić za leczenie
Fot. Karola G/Pexels/CanvaPro

W 2025 roku koszty leczenia stomatologicznego w Polsce wzrosły znacznie szybciej niż ogólna inflacja. Dla wielu pacjentów oznacza wybór między poniesieniem wysokich wydatków a odkładaniem leczenia. Jednocześnie publiczny system opieki stomatologicznej pozostaje niewydolny, co pogłębia różnice w dostępie do usług. Wiadomo, co wpływa na koszty.

  • Stomatologia na NFZ w Polsce
  • Wpływ odwlekania wizyt stomatologicznych na zdrowie
  • O tyle wzrosły ceny za wizytę u dentysty

Stomatologia na NFZ w Polsce

Teoretycznie każdy ubezpieczony Polak ma prawo do bezpłatnego leczenia stomatologicznego w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. W praktyce jednak system ten od lat przypomina fasadę, za którą kryje się smutna rzeczywistość wielomiesięcznych kolejek i ograniczonego koszyka świadczeń. Choć w planie finansowym na 2025 rok nakłady na stomatologię wzrosły o ponad 14 proc. w stosunku do roku ubiegłego, eksperci są zgodni, że to kropla w morzu potrzeb, która jedynie pudruje systemową zapaść, a nie leczy jej przyczyn. W mediach pojawiają się chwytliwe hasła o 900 plus na dentystę, co ma sugerować wartość pakietu świadczeń gwarantowanych, jednak dla przeciętnego pacjenta zmagającego się z bólem zęba te wyliczenia mają znaczenie drugorzędne.

Kluczowym problemem pozostaje wycena procedur, która w wielu przypadkach wciąż nie nadąża za realnymi kosztami ponoszonymi przez placówki. Skutek jest taki, że gabinety masowo rezygnują z kontraktów z NFZ, uznając je za nieopłacalne. W mniejszych miejscowościach znalezienie dentysty przyjmującego w ramach ubezpieczenia graniczy z cudem, co wypycha pacjentów do sektora prywatnego. Co więcej, koszyk świadczeń dla osób dorosłych jest tak skonstruowany, że nowoczesne leczenie endodontyczne (kanałowe) zębów bocznych jest w zasadzie niemożliwe bez dopłaty, a dopłacać w systemie publicznym oficjalnie nie można. Pacjent staje więc przed wyborem: albo usunięcie zęba, co jest refundowane, albo wizyta w prywatnym gabinecie, gdzie uratowanie trzonowca może kosztować równowartość połowy minimalnego wynagrodzenia.

Wizyta u dentysty najdroższa w historii. Tyle trzeba zapłacić za leczenie
Fot. Konstantin Postumitenko/Prostock-Studio/CanvaPro

Warto również wspomnieć o jakości materiałów. Choć czasy czarnych amalgamatów odeszły w niepamięć, standard materiałów kompozytowych oferowanych w ramach NFZ często odbiega od tego, co proponuje rynek komercyjny pod kątem estetyki i trwałości. Dentysta pracujący na kontrakcie jest rozliczany z procedury, a presja czasu, wynikająca z niskich wycen, wymusza pośpiech, który w stomatologii jest najgorszym doradcą. W efekcie leczenie państwowe często kończy się koniecznością poprawek w gabinecie prywatnym, co generuje podwójne koszty, zarówno społeczne, jak i indywidualne. System, który miał gwarantować bezpieczeństwo zdrowotne, stał się mechanizmem selekcji negatywnej, w którym z publicznych usług korzystają już niemal wyłącznie ci, których absolutnie nie stać na alternatywę.

Wpływ odwlekania wizyt stomatologicznych na zdrowie

Bagatelizowanie kosztów leczenia stomatologicznego i spychanie ich na margines debaty o zdrowiu publicznym to krótkowzroczność, za którą zapłacimy gigantyczną cenę jako społeczeństwo. Jama ustna nie jest odizolowanym ekosystemem, lecz stanowi wrota do całego organizmu. Nieleczona próchnica i stany zapalne przyzębia to nie tylko kwestia estetyki czy nieprzyjemnego zapachu, ale realne zagrożenie dla życia. Bakterie bytujące w zepsutych zębach przedostają się do krwiobiegu, siejąc spustoszenie w odległych narządach. Kardiolodzy od lat alarmują, że za wieloma przypadkami zapalenia wsierdzia, zawałów serca czy udarów mózgu stoją właśnie zaniedbania stomatologiczne.

Problem wykracza jednak daleko poza kardiologię. Przewlekłe stany zapalne w jamie ustnej utrudniają kontrolę cukrzycy, zwiększają ryzyko powikłań ciąży (w tym przedwczesnych porodów i niskiej masy urodzeniowej noworodka), a nawet są łączone z szybszym postępem chorób neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Alzheimera. Odkładanie wizyty u dentysty z powodów finansowych to w rzeczywistości zaciąganie długu zdrowotnego na bardzo wysoki procent. Leczenie kanałowe, którego unikamy dzisiaj ze względu na koszt 1500 złotych, za kilka lat zamieni się w konieczność wstawienia implantu za 4-5 tysięcy lub, co gorsza, w kosztowne leczenie powikłań ogólnoustrojowych finansowane z budżetu państwa.

Wizyta u dentysty najdroższa w historii. Tyle trzeba zapłacić za leczenie
Fot. Helgy/CanvaPro

Ekonomiści zdrowia zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt, mianowicie na absencję chorobową. Ból zęba jest jedną z częstych przyczyn zwolnień lekarskich, a osoby z brakami w uzębieniu częściej zmagają się z problemami gastrologicznymi wynikającymi z niedokładnego przeżuwania pokarmu. To błędne koło: wysokie ceny usług wypychają ludzi z systemu profilaktyki, co prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia populacji, spadku produktywności i finalnie większych obciążeń dla nadwyrężonego już budżetu ochrony zdrowia. W 2025 roku stomatologia stała się papierkiem lakmusowym nierówności społecznych, stan uzębienia coraz wyraźniej koreluje z poziomem dochodów i wykształcenia, tworząc bariery nie tylko estetyczne, ale i zawodowe.

Zobacz też: Ważna wiadomość dla milionów Polaków. Już wiadomo, co ze stopami procentowymi

O tyle wzrosły ceny za wizytę u dentysty

Analizując cenniki gabinetów stomatologicznych w 2025 roku, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z inną rzeczywistością ekonomiczną niż ta, którą opisuje GUS w raportach o inflacji. Podczas gdy ogólny wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych oscyluje wokół celu inflacyjnego lub nieznacznie go przekracza, tzw. inflacja medyczna w stomatologii bije kolejne rekordy. Szacuje się, że ceny usług dentystycznych w skali roku wzrosły o 9,2 proc., a w przypadku niektórych specjalistycznych procedur, jak implantologia czy ortodoncja, wzrosty te są dodatkowo napędzane szybującymi kosztami komponentów. Za standardowe wypełnienie kompozytowe w dużym mieście trzeba zapłacić już często ponad 400-500 złotych, a leczenie kanałowe zęba trzonowego pod mikroskopem to wydatek rzędu 1500-2000 złotych.

Skąd tak drastyczne podwyżki? To efekt kumulacji kilku czynników, które uderzyły w właścicieli gabinetów z niespotykaną siłą. Po pierwsze koszty materiałów. Większość zaawansowanych komponentów stomatologicznych, od systemów wiążących po implanty, jest importowana. Osłabienie złotego wobec dolara i euro, w połączeniu z podwyżkami u zagranicznych producentów sięgającymi 20-30 proc., bezpośrednio przekłada się na rachunek pacjenta. Do tego dochodzi skokowy wzrost kosztów energii elektrycznej, a nowoczesny gabinet to w istocie mała fabryka naszpikowana energochłonnym sprzętem: unity, autoklawy, rentgeny i mikroskopy pracują niemal bez przerwy.

Nie bez znaczenia jest również presja płacowa. Wzrost płacy minimalnej oraz braki kadrowe wymusiły podwyżki wynagrodzeń dla personelu pomocniczego, asystentek i higienistek stomatologicznych, bez których sprawna praca lekarza jest niemożliwa. Należy też pamiętać o kosztach, których pacjent nie widzi: utylizacji odpadów medycznych, której ceny wzrosły drastycznie, rygorystycznych wymogach sanitarnych czy rosnących składkach ubezpieczeniowych dla lekarzy. Właściciele gabinetów, chcąc utrzymać rentowność i jakość usług na światowym poziomie (a polska stomatologia pod tym względem należy do ścisłej czołówki), po prostu przerzucają te koszty na klienta końcowego. Niestety, w obecnych realiach sprawia to, że dla wielu Polaków wizyta u dentysty staje się wydatkiem rujnującym domowy budżet, a luksus posiadania zdrowych zębów staje się przywilejem nielicznych.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
kierowca
Miliony praw jazdy do wymiany. Tych kierowców czeka wizyta w urzędzie, padła data
pogrzeb cmentarz
Tyle w tym roku ksiądz będzie brał za pogrzeb. Nie wszystkich będzie stać na godny pochówek
Multikino
Dwa znane kina do likwidacji. Zamknięcie już 1 marca, widzom zostało mało czasu
Pieniądze, Euro
Wielkie zmiany w 2026 roku w emeryturach Polaków za granicą. Właśnie potwierdzono
Pomoc społeczna
Tylu Polaków korzysta z pomocy społecznej. Alarmujące dane GUS
telefon z PRL
Arcytrudny quiz o PRL. To nie tylko długie kolejki i kartki na mięso. Sprawdź się
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: