Tysiące kierowców z wezwaniami do zapłaty. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny nalicza rekordowe kary
Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny masowo rozsyła wezwania do zapłaty za brak OC, a kwoty przyprawiają o zawrót głowy. Instytucja automatycznie analizuje dane wszystkich ubezpieczycieli i wychwytuje każdą przerwę w ochronie. Wystarczy jeden dzień bez polisy. Problem w tym, że kara nie zależy od złej woli. Wielu kierowców po prostu nie wie o formalnych pułapkach.
Każdego roku UFG wykrywa ponad 200 tysięcy przypadków braku OC, a w samym 2024 roku Fundusz rozesłał ponad 350 tysięcy wezwań do zapłaty. Czasy, gdy można było liczyć, że brak polisy ujdzie płazem, o ile nie zatrzyma nas patrol, dawno minęły. Kontrola drogowa przestała być potrzebna, bo dziś wystarczy, że dane w bazie się nie zgadzają.
Od 320 zł do ponad 14 tysięcy złotych
Od 1 stycznia 2026 roku obowiązują nowe stawki kar, powiązane z podwyższoną płacą minimalną. To, ile zapłaci kierowca, zależy od dwóch rzeczy: typu pojazdu oraz liczby dni bez ważnej polisy. Im dłuższa przerwa i im większy pojazd, tym wyższa opłata. Dla poszczególnych grup pojazdów stawki wyglądają następująco:
- Przerwa od 1 do 3 dni — najniższy wymiar opłaty, choć i w tym przypadku odczuwalny dla budżetu. Właściciel samochodu osobowego zapłaci 1920 zł, motocyklista 320 zł, a posiadacz pojazdu ciężarowego, ciągnika lub autobusu 2880 zł.
- Przerwa od 4 do 14 dni — stawki wzrastają ponaddwukrotnie i wynoszą odpowiednio 4810 zł dla samochodu osobowego, 800 zł dla motocykla oraz 7210 zł dla pojazdów ciężarowych.
- Przerwa powyżej 14 dni — opłaty osiągają maksymalny wymiar: 9610 zł w przypadku samochodu osobowego, 1600 zł dla motocykla oraz 14 420 zł dla pojazdów ciężarowych, ciągników i autobusów.
Maksymalna opłata dla właściciela samochodu osobowego, wynosząca 9610 zł, odpowiada dokładnie dwukrotności płacy minimalnej. Jeszcze w 2025 roku górna granica sięgała 9332 zł, a wszystko wskazuje na to, że w 2027 roku sankcja dla kierowców osobówek po raz pierwszy przekroczy próg 10 000 złotych. Innymi słowy, każde kolejne podniesienie pensji minimalnej automatycznie podbija koszt zapomnianej polisy.
Najczęstsze pułapki, w które wpadają kierowcy
Najczęściej ciągłość ochrony ubezpieczeniowej urywa się przez zwykłą nieznajomość zasad, a nie złą wolę. Do przerwy w ubezpieczeniu dochodzi zwykle w kilku prozaicznych sytuacjach:
- Zakup używanego samochodu — to zdecydowanie najczęstsza przyczyna. Polisa poprzedniego właściciela obowiązuje tylko do końca okresu, na który została zawarta, i nie przedłuża się automatycznie na nowego nabywcę. W natłoku spraw związanych z rejestracją i przeglądem łatwo o tym zapomnieć.
- Nieopłacona rata składki — jeśli kierowca wybrał opłacanie OC w ratach i spóźnił się z którąkolwiek z nich, polisa może nie zostać automatycznie przedłużona.
- Polisy krótkoterminowe, spadki i darowizny — ubezpieczenie zawierane na krótki okres, spotykane choćby przy zakupie aut w komisach, nie odnawia się samo. Podobnie bywa z pojazdami otrzymanymi w spadku lub darowiźnie.
Co istotne, Fundusz nakłada opłatę za sam fakt zarejestrowania auta bez polisy, nawet jeśli samochód przez cały rok stoi wyłącznie w garażu i nikt nim nie jeździ. Z punktu widzenia przepisów liczy się rejestracja, a nie to, czy auto w ogóle wyjechało na drogę.
Sąd nie pomoże, alarmuje Rzecznik
Po otrzymaniu pisma z UFG kierowca ma 30 dni na udokumentowanie ważności polisy albo uregulowanie kwoty. I tu pojawia się najbardziej kontrowersyjny element całego systemu: zaskarżenie nałożonej opłaty przed sądem administracyjnym jest w praktyce niemożliwe. Sądy odrzucają takie skargi, tłumacząc, że UFG nie jest organem administracji publicznej, więc droga sądowoadministracyjna jest ich zdaniem niedopuszczalna.
Na ten problem od dawna zwraca uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich. Jego zdaniem obowiązek posiadania OC ma charakter publicznoprawny, a opłatę nakładaną przez Fundusz należałoby traktować jak administracyjną karę pieniężną, którą można poddać kontroli sądu. Skoro tak, obywatelom powinny przysługiwać środki odwoławcze, a w obecnym stanie prawnym po prostu ich brakuje. Bierność sporo kosztuje, bo sprawa nierozwiązana w terminie trafia do egzekucji komorniczej lub urzędu skarbowego.
Co zrobić po otrzymaniu wezwania?
Zanim ktokolwiek sięgnie po portfel, warto sprawdzić, czy wezwanie w ogóle jest zasadne. Zdarza się bowiem, że to zakład ubezpieczeń nie przekazał prawidłowo informacji o polisie, przez co Fundusz błędnie odnotował lukę. W takim wypadku właściciel pojazdu powinien przekazać do UFG dowód zawarcia umowy, zgłoszenie kradzieży albo umowę sprzedaży pojazdu z datą wcześniejszą niż wskazana przerwa.
Jeśli natomiast kara jest zasadna, kierowca nie zostaje całkiem bez wyjścia. Może złożyć wniosek o rozłożenie spłaty na maksymalnie 24 nieoprocentowane raty, a w naprawdę trudnej sytuacji materialnej nawet o jej umorzenie, choć w praktyce zdarza się to niezwykle rzadko.
Najprościej jednak w ogóle nie dopuścić do problemu. Każdy posiadacz pojazdu może bezpłatnie sprawdzić ważność polisy na stronie internetowej UFG, wpisując numer rejestracyjny lub numer VIN. Warto też ustawić sobie przypomnienie o dacie wygaśnięcia umowy i nie odkładać jej odnowienia na ostatnią chwilę, a po zakupie używanego auta w pierwszej kolejności sprawdzić, do kiedy obowiązuje dotychczasowa polisa. To kilka minut, które potrafią oszczędzić wezwania na tysiące złotych.
