Tusk zabrał głos o cenach paliw w Polsce. Kierowcy mogą być zaskoczeni
Wydarzenia na arenie międzynarodowej rzadko uderzają w portfele Polaków z taką siłą i prędkością, jak ma to miejsce w ostatnich dniach. Choć przyzwyczailiśmy się do pewnej zmienności na rynku surowców, to obecna skala podwyżek wywołuje uzasadniony niepokój u każdego, kto w tym tygodniu musiał odwiedzić stację paliw.
- Rynek paliw gwałtownie reaguje na konflikt na Bliskim Wschodzie
- Ceny na stacjach wystrzeliły w górę - blisko psychologicznych barier
- Premier Donald Tusk wprost o cenach paliw w Polsce
Rynek paliw gwałtownie reaguje na konflikt na Bliskim Wschodzie
Rynek paliw to system naczyń połączonych, w którym każde naruszenie stabilności u kluczowych producentów wywołuje natychmiastową reakcję łańcuchową na giełdach w Londynie czy Nowym Jorku. Obecna eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie przestała być jedynie dyplomatycznym sporem, a stała się realnym zagrożeniem dla ciągłości dostaw węglowodorów.
Sytuacja zaogniła się drastycznie 18 marca, kiedy siły amerykańsko-izraelskie zaatakowały South Pars w Iranie – jedno z największych złóż gazu ziemnego na świecie. Odpowiedź Teheranu była symetryczna i niezwykle bolesna dla globalnego bilansu energetycznego. Atak odwetowy wymierzony w kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze doprowadził do pożaru kluczowych instalacji.
Warto uświadomić sobie skalę tego zdarzenia: obiekt należący do państwowego giganta QatarEnergy odpowiada za około 20 proc. globalnych dostaw skroplonego gazu ziemnego (LNG). Tylko w ubiegłym roku wyeksportowano stamtąd blisko 81 mln ton surowca. To nie jest już tylko lokalny konflikt, ale uderzenie w samo serce światowej energetyki.
Gdy płoną instalacje u dostawcy odpowiedzialnego za co dziesiątą cząsteczkę gazu na planecie, rynki finansowe wpadają w tryb paniki. Niepewność co do przyszłych dostaw sprawia, że fundusze inwestycyjne masowo kupują kontrakty terminowe, co automatycznie winduje ceny ropy naftowej i produktów ropopochodnych, które trafiają do baków naszych samochodów.
Ceny na stacjach wystrzeliły w górę - blisko psychologicznych barier
Przeniesienie globalnych napięć na polskie podwórko zajęło zaledwie kilka dni, a dynamika wzrostów jest porażająca. Z najnowszych danych portalu analitycznego e-petrol.pl wynika, że w bieżącym tygodniu odnotowano skokowe podwyżki, jakich dawno nie widzieliśmy w tak krótkim interwale czasowym.
Najmocniej po portfelach dostali właściciele aut benzynowych. Popularna „dziewięćdziesiątka piątka” (Pb95) podrożała w ciągu siedmiu dni o średnio 31 groszy na litrze, osiągając poziom 6,79 zł. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w przypadku benzyny wysokooktanowej Pb98, która po wzroście o 30 groszy kosztuje już średnio 7,52 zł za litr.

Równie pesymistyczne wieści płyną z rynku oleju napędowego (ON). Diesel, będący krwiobiegiem transportu i logistyki, podrożał o 17 groszy, co wywindowało jego średnią cenę do poziomu 7,76 zł za litr. Analitycy rynkowi nie pozostawiają złudzeń: przy obecnym tempie wzrostów benzyna niebezpiecznie zbliża się do poziomu 7 zł, a olej napędowy lada moment może przebić granicę 8 zł za litr.
To poziomy, które drastycznie podnoszą koszty prowadzenia działalności gospodarczej i napędzają inflację, gdyż droższy transport to finalnie droższe produkty na sklepowych półkach. Choć Polska dysponuje zapasami strategicznymi, to cena detaliczna jest determinowana przez notowania na giełdach paliwowych ARA (Antwerpia-Rotterdam-Amsterdam), które reagują na każdy wybuch w Zatoce Perskiej.
Premier Donald Tusk wprost o cenach paliw w Polsce
Podczas dzisiejszej konferencji prasowej premier Donald Tusk nie silił się na nadmierny optymizm, wskazując na brutalną prawdę o uzależnieniu Europy od surowców z regionów niestabilnych politycznie. Szef rządu podkreślił, że ataki na katarską infrastrukturę mogą wyłączyć z rynku nawet 15 proc. tamtejszej podaży gazu, co w skali świata jest ubytkiem gigantycznym.
U nas jeszcze nie jest najgorzej, ale jest bardzo ciężko z punktu widzenia klienta. To jest bezpośrednia konsekwencja wojny, na razie nie widać jej końca. (…) Zrobimy wszystko w Polsce i Europie, aby to, co wpływa na ceny energii, żeby to ograniczyć, ale wojna może przynieść niespodziewane i poważne konsekwencje - podkreślał Donald Tusk.
Tusk zaznaczył, że choć polski rząd i instytucje unijne robią wszystko, by ograniczać czynniki wpływające na wzrost cen energii, to w obliczu pełnoskalowych działań militarnych nasze wewnętrzne decyzje mają ograniczony wpływ na globalne trendy. „U nas jeszcze nie jest najgorzej” – stwierdził premier, porównując sytuację Polski do innych krajów strefy euro, gdzie skok cenowy bywa jeszcze gwałtowniejszy.
Przykładem mogą być Niemcy, jako jeden z krajów najmocniej dotkniętych kryzysem. Średnia cena benzyny Pb95 przekroczyła tam barierę 2,09 euro (ok. 8,95 zł), a oleju napędowego 2,15 euro (ok. 9,20 zł). Wzrost cen w ujęciu tygodniowym wyniósł tam niemal 10 proc., co jest wynikiem znacznie gorszym niż w Polsce.