To już nie jest pojedyncza zaległość do spłaty. Oblicze zadłużenia Polaków wyraźnie się zmienia
Rosnące koszty życia, raty kredytów, rachunki i zaległe opłaty sprawiają, że coraz więcej osób traci finansową równowagę. Problem nie kończy się już na jednej niezapłaconej fakturze czy opóźnionej racie. Z najnowszych danych BIG InfoMonitor wynikają przykre wnioski.
Długi Polaków. Jak najczęściej zaczyna się problem?
Długi rzadko pojawiają się z dnia na dzień. Najczęściej zaczynają się od jednej trudnej sytuacji: utraty pracy, choroby, rozstania, nagłego remontu, wzrostu raty kredytu albo kilku większych rachunków, które nakładają się na siebie w tym samym miesiącu. Gdy domowy budżet jest napięty, nawet pozornie niewielka zaległość może szybko stać się początkiem większego problemu. Wiele osób najpierw opóźnia jedną płatność, licząc, że nadrobi ją po kolejnej wypłacie. Później dochodzą odsetki, monity, koszty windykacji albo kolejne zobowiązania, których nie da się już uregulować na czas. Jeśli w tym samym czasie trzeba płacić czynsz, prąd, gaz, telefon, ratę kredytu i codzienne zakupy, łatwo zacząć przesuwać jedne rachunki kosztem drugich.

Polacy popadają w długi także przez korzystanie z kredytów konsumenckich, kart kredytowych, zakupów ratalnych i pożyczek krótkoterminowych. Same w sobie nie muszą być problemem, jeśli są dobrze zaplanowane i spłacane terminowo. Ryzyko rośnie wtedy, gdy jedna pożyczka służy do spłaty drugiej, a miesięczne raty zaczynają pochłaniać coraz większą część dochodu. Ważnym momentem jest reakcja na pierwsze zaległości. Najgorszym rozwiązaniem jest ignorowanie listów, telefonów i wezwań do zapłaty. Im dłużej dłużnik zwleka, tym trudniej negocjować i tym większe mogą być dodatkowe koszty. Lepiej jak najszybciej skontaktować się z wierzycielem, poprosić o rozłożenie długu na raty, zmianę harmonogramu albo czasowe zawieszenie spłaty, jeśli taka możliwość istnieje.
Warto też uporządkować wszystkie zobowiązania. Trzeba sprawdzić, komu i ile się zalega, jakie są terminy, oprocentowanie, koszty dodatkowe oraz które długi są najpilniejsze. Dopiero wtedy można przygotować realny plan spłaty. W praktyce pomaga prosta zasada: najpierw zabezpieczyć podstawowe potrzeby i mieszkanie, a później układać harmonogram regulowania pozostałych należności.
Spirala długów albo powolne wychodzenie. Co dzieje się później?
Po wejściu w zadłużenie wiele zależy od tego, jak szybko dłużnik podejmie działania. Jeden scenariusz to narastająca spirala długów. Osoba zadłużona zaczyna pożyczać pieniądze na spłatę poprzednich zobowiązań, korzysta z kolejnych limitów, odkłada rachunki i stopniowo traci kontrolę nad budżetem. Wtedy problem przestaje dotyczyć jednego wierzyciela, a zaczyna obejmować kilka firm, banków, operatorów albo dostawców usług. Spirala długów jest szczególnie niebezpieczna, bo tworzy wrażenie chwilowego rozwiązania. Nowa pożyczka pozwala opłacić zaległą ratę, ale jednocześnie dokłada kolejne zobowiązanie. Po kilku miesiącach dłużnik ma więcej płatności niż realnych możliwości spłaty. Do tego dochodzą stres, wstyd, unikanie rozmów i narastające poczucie bezradności.

Drugi scenariusz to powolne wychodzenie z długów. Jest trudniejsze na początku, ale daje większą szansę na odzyskanie kontroli. Polega na zatrzymaniu dalszego zadłużania się, spisaniu wszystkich należności, ustaleniu priorytetów i kontakcie z wierzycielami. Czasem konieczne jest ograniczenie wydatków, sprzedaż części rzeczy, dodatkowa praca albo skorzystanie z bezpłatnego poradnictwa prawnego i finansowego. Polacy radzą sobie z długami różnie. Część osób próbuje układać się z wierzycielami i spłacać zobowiązania w ratach. Inni korzystają z konsolidacji, czyli połączenia kilku zobowiązań w jedno, choć takie rozwiązanie wymaga ostrożności, bo może obniżyć miesięczną ratę kosztem dłuższego okresu spłaty i wyższych kosztów całkowitych. Są też osoby, które przez długi czas unikają problemu, a wtedy sprawa może trafić do windykacji, sądu albo komornika.
Ważne jest, aby nie traktować długu wyłącznie jako sprawy prywatnej i wstydliwej. Zadłużenie może dotknąć osoby pracujące, rodziny z dziećmi, seniorów, przedsiębiorców i ludzi, którzy przez lata nie mieli żadnych problemów finansowych. Czasem wystarczy kilka miesięcy wyższych cen, choroba albo utrata dodatkowego dochodu, aby budżet przestał się spinać. Najbardziej niebezpieczny moment pojawia się wtedy, gdy dłużnik ma zaległości wobec wielu podmiotów jednocześnie. Wtedy trudniej kontrolować terminy, negocjować warunki i ocenić, które zobowiązania są najpilniejsze. Właśnie na ten problem zwraca uwagę najnowszy raport BIG InfoMonitor.
Zobacz też: Seniorzy liczyli na wyższy przelew z ZUS. Renta wdowia może jednak przynieść zaskoczenie
Dłużników z wieloma wierzycielami przybywa. Nowe dane BIG InfoMonitor
Z danych BIG InfoMonitor przywołanych przez Fakt wynika, że ponad 347 tys. osób w Polsce ma zobowiązania wobec co najmniej trzech wierzycieli. To oznacza, że niemal 20 proc. zadłużonych konsumentów znajduje się w grupie określanej jako multidłużnicy. Problem nie dotyczy więc już pojedynczych zaległości, ale coraz częściej kilku zobowiązań naraz. Skala zjawiska pokazuje, jak łatwo jedna zaległość może przerodzić się w większy problem. Długi dotyczą przede wszystkim instytucji finansowych, ale nie tylko. Wśród wierzycieli pojawiają się także dostawcy mediów, wspólnoty lub spółdzielnie mieszkaniowe, firmy telekomunikacyjne, ubezpieczyciele i inne podmioty, wobec których konsumenci nie regulują należności.
Najbardziej skrajnym przypadkiem opisanym w raporcie jest mieszkaniec województwa małopolskiego, który ma zaległości wobec 29 różnych podmiotów. Taki przykład pokazuje, jak daleko może zajść spirala zadłużenia, jeśli problemy finansowe narastają przez dłuższy czas i obejmują kolejne obszary codziennego życia. Najwięcej multidłużników mieszka w województwie śląskim. Według danych jest ich tam około 46 tys. Niewiele mniej odnotowano na Mazowszu, gdzie liczba takich osób wynosi 45,5 tys. Trzecie miejsce zajmuje województwo dolnośląskie z wynikiem 35,8 tys.
Raport pokazuje również, że największą grupę zadłużonych stanowią osoby w wieku od 35 do 44 lat. Łączna wartość ich zobowiązań przekracza 5,3 mld zł. To grupa, która często ma już stałe zobowiązania rodzinne, mieszkaniowe i zawodowe, a jednocześnie może korzystać z kredytów, pożyczek, rat i innych form finansowania. W danych widać także różnice między kobietami i mężczyznami. Łączna kwota zaległości mężczyzn sięga 12,6 mld zł i jest około trzykrotnie wyższa niż w przypadku kobiet. Nie oznacza to, że problem długów dotyczy wyłącznie jednej grupy, ale pokazuje, jak nierównomiernie rozkłada się skala zaległości.
Eksperci ostrzegają, że rosnąca liczba osób zadłużonych wobec kilku wierzycieli jednocześnie jest sygnałem pogłębiających się trudności finansowych. Im więcej zobowiązań, tym większe ryzyko utraty kontroli nad pieniędzmi, narastania kosztów i wejścia w spiralę długów. Dlatego pierwsze zaległości warto traktować jak sygnał alarmowy, a nie chwilową niedogodność.