biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Ten jeden „pożeracz prądu” drastycznie podnosi rachunki. Polacy używają, bo muszą
Julia Bogucka
Julia Bogucka 08.02.2026 16:53

Ten jeden „pożeracz prądu” drastycznie podnosi rachunki. Polacy używają, bo muszą

Ten jeden „pożeracz prądu” drastycznie podnosi rachunki. Polacy używają, bo muszą
Fot. pixelshot/CanvaPro

Zima 2026 roku okazała się bezlitosna dla wielu gospodarstw domowych. Niektóre z nich zostały zmuszone skorzystać z prawdziwego “pożeracza prądu”, który może znacząco zwiększyć rachunki w mroźne miesiące. Wiadomo, jakich kosztów można się spodziewać, to może być duże obciążenie dla domowego budżetu.

  • Zima 2026 dała w kość Polakom
  • Z tego sprzętu korzystają gospodarstwa domowe
  • Polacy będą dopłacać za prąd, to duże obciążenie

Zima 2026 dała w kość Polakom

Luty 2026 roku nie rozpieszcza mieszkańców Polski pod względem aury. Dynamiczne zmiany pogodowe, przeplatane atakami mrozu i intensywnymi opadami śniegu, wystawiają na próbę nie tylko naszą odporność, ale przede wszystkim efektywność systemów grzewczych w naszych domach i mieszkaniach. W wielu starszych kamienicach czy blokach z wielkiej płyty, gdzie termomodernizacja wciąż pozostaje jedynie w sferze planów spółdzielni, utrzymanie optymalnej temperatury rzędu 21 stopni Celsjusza staje się wyzwaniem.

Ten jeden „pożeracz prądu” drastycznie podnosi rachunki. Polacy używają, bo muszą
Fot. Proxima Studio/CanvaPro

To właśnie w takich momentach, gdy systemowe ogrzewanie zawodzi lub administratorzy budynków decydują się na oszczędnościowe przykręcenie kurka z ciepłem, do gry wchodzą alternatywne źródła energii. Najpopularniejszym, bo najtańszym w zakupie i najłatwiejszym w obsłudze, jest termowentylator, potocznie zwany farelką. Urządzenie to, choć technologicznie nieskomplikowane, stało się symbolem walki z zimowym chłodem w polskich domach. Jego dostępność w marketach budowlanych i dyskontach sprawia, że jest to pierwszy wybór w sytuacjach awaryjnych.

Należy jednak pamiętać, że rynek energii w Polsce w ostatnich latach przeszedł drastyczne przeobrażenia. Ceny prądu, mimo tarcz osłonowych i mechanizmów mrożenia stawek, systematycznie pną się w górę, odzwierciedlając koszty transformacji energetycznej oraz sytuację geopolityczną. W 2026 roku każda kilowatogodzina jest na wagę złota, a świadomość energetyczna konsumentów powinna być wyższa niż kiedykolwiek. Niestety, w zderzeniu z fizjologiczną potrzebą ciepła racjonalne kalkulacje często schodzą na drugi plan. Uruchomienie farelki to dla wielu odruch bezwarunkowy, podyktowany chęcią uniknięcia przeziębienia i dyskomfortu, jednak rzadko kto w momencie włączania wtyczki do kontaktu zastanawia się nad tym, jak pracujący licznik energii wpłynie na finalne rozliczenie z dostawcą mediów na koniec okresu rozliczeniowego.

Z tego sprzętu korzystają gospodarstwa domowe

Analizując koszty eksploatacji termowentylatorów, musimy spojrzeć prawdzie w oczy: to jedne z najbardziej energochłonnych urządzeń w naszych domach. Standardowa farelka posiada zazwyczaj moc 2000 watów (2 kW). Dla porównania nowoczesny telewizor czy laptop zużywają ułamek tej wartości. Fizyka jest w tym przypadku nieubłagana, urządzenie zamienia energię elektryczną na cieplną w stosunku 1:1, co przy obecnych stawkach taryfowych generuje potężne koszty.

Zakładając średnią cenę prądu w Polsce w 2026 roku, która w taryfie G11 (najpopularniejszej w gospodarstwach domowych) oscyluje wokół wysokich wartości, godzina pracy takiego sprzętu to wydatek rzędu kilku złotych. Może się wydawać, że to niewiele, ale matematyka w skali miesiąca jest bezlitosna i pokazuje skalę problemu. Jeśli przyjmiemy scenariusz, w którym dogrzewamy chłodne mieszkanie przez zaledwie dwie godziny dziennie, na przykład rano przed wyjściem do pracy i wieczorem przed kąpielą, zużycie energii zaczyna lawinowo rosnąć. Dwie godziny pracy urządzenia o mocy 2 kW to 4 kWh zużytej energii każdego dnia. W skali miesiąca daje to 120 kWh. Przy obecnych realiach rynkowych taki dodatkowy pobór mocy przekłada się na wzrost rachunku o około 180 złotych.

Ten jeden „pożeracz prądu” drastycznie podnosi rachunki. Polacy używają, bo muszą
Fot. Aflo Images/CanvaPro

Warto podkreślić, że mówimy tu o kwocie, która dochodzi do standardowych opłat za oświetlenie, lodówkę, pralkę czy indukcję. Dla wielu emerytów czy rodzin wielodzietnych taki "dodatek” do rachunku stanowi poważne obciążenie, równowartość sporych zakupów spożywczych czy kilku opakowań niezbędnych leków. Problem polega na tym, że farelka nie posiada zdolności akumulowania ciepła. W przeciwieństwie do pieca kaflowego czy grzejnika olejowego grzeje ona tylko wtedy, gdy wirnik się obraca, a spirala jest rozgrzana do czerwoności. W momencie wyłączenia urządzenia temperatura w pomieszczeniu niemal natychmiast zaczyna spadać, co skłania domowników do ponownego uruchomienia sprzętu. Tworzy się błędne koło, w którym dążenie do komfortu termicznego wymusza ciągły pobór prądu. W skrajnych przypadkach, gdy zima jest wyjątkowo sroga, a farelka pracuje przez wiele godzin dziennie, miesięczny koszt takiego dogrzewania może przekroczyć nawet 300-400 złotych, rujnując domowy budżet zaplanowany na zupełnie inne wydatki.

Zobacz też: Tyle zarabiają lekarze na SOR, ta kwota to nie żart. Gigantyczne stawki, a chętnych do pracy brak

Polacy będą dopłacać za prąd, to duże obciążenie

Konsekwencje finansowe używania prądożernych urządzeń grzewczych wykraczają daleko poza jednorazowy ból przy płaceniu rachunku. W szerszej perspektywie rosnące koszty utrzymania gospodarstw domowych w Polsce wpływają na zubożenie społeczeństwa i konieczność rezygnowania z innych potrzeb. W 2026 roku, gdy inflacja wciąż daje o sobie znać w cenach usług i żywności, dodatkowe 180 złotych miesięcznie "puszczone z dymem” (a raczej z ciepłym powietrzem) to luksus, na który stać niewielu. Zjawisko ubóstwa energetycznego, o którym eksperci alarmowali od lat, staje się namacalne właśnie w takich prozaicznych sytuacjach.

Rodziny stają przed dylematem: marznąć we własnym domu czy zadłużać się w zakładzie energetycznym. Warto również zwrócić uwagę na aspekt bezpieczeństwa, który w kontekście oszczędności często jest pomijany. Stare instalacje elektryczne w wielu polskich domach nie są przystosowane do długotrwałego obciążenia urządzeniami o tak dużej mocy jak farelki. Długotrwała praca termowentylatora na najwyższych obrotach może prowadzić do przegrzania gniazdek, topnienia izolacji, a w konsekwencji do zwarć i pożarów. Koszty ewentualnego remontu po awarii instalacji lub pożarze wielokrotnie przewyższają oszczędności wynikające z niedogrzewania mieszkania systemowym ciepłem. Dlatego eksperci do spraw energetyki i pożarnictwa apelują o rozwagę. Farelka powinna być traktowana wyłącznie jako rozwiązanie awaryjne, używane pod ścisłym nadzorem i przez krótki czas.

Zamiast polegać na energochłonnych urządzeniach, warto rozważyć inwestycję w uszczelnienie okien, montaż ekranów zagrzejnikowych czy po prostu cieplejszy ubiór w domowym zaciszu. Choć brzmi to trywialnie, w obliczu cen energii w 2026 roku "sweterkowa strategia” jest najbardziej ekonomicznym i ekologicznym rozwiązaniem. Długofalowo jedynym ratunkiem jest systemowa termomodernizacja budynków, która sprawi, że ciepło nie będzie uciekać przez nieszczelne mury, a dogrzewanie prądem stanie się zbędne. Dopóki jednak to nie nastąpi, każdy włącznik farelki powinien być traktowany z taką samą ostrożnością jak karta płatnicza, bo w istocie każde kliknięcie to bezpośredni transfer pieniędzy z naszego konta na konto dostawcy energii.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: