biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Handel > Tak oszukują nas na herbacie. Producenci grają klientom na nosie, a ty jeszcze za to płacisz
Ewa Matysiak
Ewa Matysiak 12.04.2026 05:55

Tak oszukują nas na herbacie. Producenci grają klientom na nosie, a ty jeszcze za to płacisz

Tak oszukują nas na herbacie. Producenci grają klientom na nosie, a ty jeszcze za to płacisz
fot. Anna Usova/canva

Zaparzenie filiżanki ulubionego naparu wydaje się najprostszą czynnością, jednak droga liści z plantacji do naszych imbryków bywa usłana marketingowymi pułapkami. Choć herbata kojarzy się ze zdrowiem, wyniki ostatnich kontroli IJHARS rzucają cień na uczciwość niektórych producentów. Okazuje się, że to, co bierzemy za produkt premium, w rzeczywistości może być sprytnie zapakowaną iluzją, za którą przepłacamy każdego dnia podczas zakupów.

  • Pułapki filiżance herbaty, czyli marketing w starciu z rzeczywistością
  • Tak sklepy wprowadzają konsumentów w błąd
  • Herbata niejedno ma imię. Tego IJHARS wymaga od producentów

Pułapki filiżance herbaty, czyli marketing w starciu z rzeczywistością

Wybierając herbatę w supermarkecie, najczęściej kierujemy się estetyką opakowania oraz obietnicami o wyjątkowym aromacie czy pochodzeniu liści z egzotycznych ogrodów. Niestety, rzeczywistość handlowa bywa brutalna, a producenci doskonale opanowali sztukę manipulacji percepcją klienta. 

Konsekwencje tych praktyk uderzają bezpośrednio w portfele Polaków, którzy za herbaty niskiej jakości płacą ceny zarezerwowane dla segmentu średniego lub wyższego. Zjawisko to jest szczególnie dotkliwe w dobie inflacji, gdy każda złotówka wydana na produkt niespełniający standardów jest realną stratą. 

Kontrole IJHARS wskazują, że produkty nie zawsze odpowiadają wymaganym standardom jakości oraz właściwego oznakowania. Producenci, grając na nosie klientom, wykorzystują brak precyzyjnych regulacji dotyczących np. minimalnej zawartości suszu owocowego w herbatach smakowych, co pozwala im na legalne wprowadzanie w błąd poprzez sugestywne grafiki na pudełkach. 

Czytaj więcej: 13. i 14. emerytura do likwidacji? W zamian bon dla seniorów. MRPiPS zabiera głos

Ze względu na sposób przetwarzania wyróżnia się m.in.: herbatę czarną (intensywną i aromatyczną), zieloną (delikatną, o świeżym smaku), białą (jasną i subtelną), pu-erh (dodatkowo fermentowaną) oraz oolong (częściowo utlenianą, pośrednią między czarną a zieloną). W sprzedaży dostępne są także herbaty liściaste, granulowane, sproszkowane (np. matcha) oraz ekspresowe. Wyjątek stanowi yerba mate - choć przygotowuje się ją i podaje podobnie jak herbatę (w formie naparu rozcieńczonego wodą) oraz zawiera dużo teiny, nie jest herbatą, ponieważ powstaje z liści ostrokrzewu paragwajskiego.

Aby nie paść ofiarą tych manipulacji, musimy stać się bardziej dociekliwi. Kluczem jest czytanie składu, a nie frontowej strony opakowania. 

Tak oszukują nas na herbacie. Producenci grają klientom na nosie, a ty jeszcze za to płacisz
Fot. Canva/LightFieldStudios/Getty Images

Tak sklepy wprowadzają konsumentów w błąd

Częstą praktyką wśród producentów herbat jest stosowanie opakowań, które sugerują znacznie większą zawartość, niż faktycznie znajduje się w środku (tzw. slack fill). Konsument widząc spore pudełko, podświadomie zakłada, że kupuje zapas towaru na dłużej, podczas gdy po otwarciu okazuje się, że połowę objętości stanowi powietrze lub tekturowe wypełniacze. 

Czytaj więcej: UOKiK ostrzega przed promocjami na masło. O jednym klienci kompletnie nie wiedzieli

To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, ponieważ najpoważniejsze uchybienia dotyczą samej zawartości torebek i składu, który często mija się z prawdą deklarowaną na etykiecie. Sklepy wykorzystują również mechanizmy psychologiczne, umieszczając herbaty o gorszym składzie obok produktów renomowanych marek, stosując przy tym łudząco podobną kolorystykę i nazewnictwo sugerujące właściwości prozdrowotne, których produkt nie posiada. Z perspektywy konsumenta warto szukać informacji o procentowej zawartości dodatków oraz unikać produktów, gdzie na liście składników dominują aromaty zamiast naturalnych liści czy kawałków owoców.

Tak oszukują nas na herbacie. Producenci grają klientom na nosie, a ty jeszcze za to płacisz
fot. Marek BAZAK/East News

Najnowsze dane płynące z raportów Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) rzucają nowe światło na skalę problemu w polskim handlu. Tym razem skontrolowano herbaty i herbatki owocowe dostępne w opakowaniach jednostkowych – zarówno na etapie produkcji, jak i sprzedaży detalicznej. Kontrolą objęto 87 podmiotów, z czego nieprawidłowości wykryto w 29 (33,3%). Nie stwierdzono uchybień w ocenie organoleptycznej. 

Z 148 przebadanych laboratoryjnie próbek w 14 (9,5%) wykryto nieprawidłowości fizykochemiczne, m.in. zanieczyszczenia mineralne, zbyt wysoką zawartość cukrów względem deklaracji, niezgodną wilgotność oraz brak lub obecność niezadeklarowanych składników (np. porzeczki zamiast żurawiny). W zakresie znakowania sprawdzono 226 partii – zakwestionowano 63 (27,9%). Wykryto m.in. niepełne lub fantazyjne nazwy, nieuprawnione użycie określenia „herbata”, brak lub błędne informacje o udziale składników, nieprawidłowe oznaczenie daty minimalnej trwałości, błędy w danych producenta oraz brak instrukcji użycia.

Herbata niejedno ma imię. Tego IJHARS wymaga od producentów

Należy mieć świadomość, że zgodnie z literą prawa na opakowaniu herbaty powinny znaleźć się m.in. jej nazwa (z określeniem rodzaju, np. czarna, zielona, forma i postać, np. liściasta czy ekspresowa), a w przypadku naparów z ziół lub owoców – „herbatka ziołowa” lub „owocowa”. Wymagane są także: wykaz składników (i QUID przy dodatkach), kraj pochodzenia, jeśli jego brak mógłby wprowadzać w błąd, data minimalnej trwałości, warunki przechowywania, sposób przygotowania, masa netto oraz dane producenta. Herbata jest zwolniona z podawania wartości odżywczej, chyba że zawiera dodatki – wtedy informacja ta jest obowiązkowa.

Wyniki ostatniej kontroli bywają alarmujące: jedną z najczęstszych nieprawidłowości jest niezgodność deklarowanego gatunku z faktycznym składem surowcowym. Zdarza się, że produkt sprzedawany jako herbata czarna wysokiej klasy zawiera domieszki tańszych pyłów herbacianych lub gałązek, które powinny zostać usunięte w procesie produkcyjnym. 

W przypadku naparów owocowych i aromatyzowanych sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Producenci nierzadko stosują nazwę sugerującą konkretny owoc, np. "herbata malinowa", podczas gdy w składzie maliny stanowią ułamek procenta lub nie ma ich wcale, a za smak i zapach odpowiadają wyłącznie aromaty i barwniki. IJHARS wskazuje również na błędy w informowaniu o kraju pochodzenia, co jest kluczowe dla świadomych konsumentów szukających specyficznych walorów smakowych związanych z konkretnym regionem upraw.

 Ostateczna puenta jest gorzka jak zbyt długo parzony napar: dopóki jako konsumenci nie zaczniemy masowo odrzucać produktów "udawanych", producenci nie będą mieli motywacji do zmiany swoich nieetycznych, choć często mieszczących się w granicach prawa, metod działania. Każda kontrola IJHARS to sygnał ostrzegawczy, który powinien nas uczyć, że w świecie nowoczesnego handlu zaufanie musi być zawsze podparte wnikliwą analizą etykiety.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: