Pracował ponad 40 lat i taką dostał emeryturę. Teraz idzie na starcie z ZUS
Wysokość emerytur w Polsce może budzić sprzeczne emocje. Wielu świadczeniobiorców przekonuje się, że nawet długi staż pracy nie zawsze przekłada się na satysfakcjonujące pieniądze po zakończeniu aktywności zawodowej. W efekcie coraz częściej pojawiają się spory z ZUS i pytania o to, czy system rzeczywiście właściwie uwzględnia całe zawodowe życie ubezpieczonych.
- Długi staż pracy a zaskakująco niskie świadczenie
- Problem dawnych zasad zatrudnienia i rozliczania składek
- Spór z ZUS i szerszy problem byłych reprezentantów Polski
Długi staż pracy nie zawsze oznacza wysoką emeryturę
Polski system emerytalny od dawna krytykowany jest za liczne niedoskonałości. Jedni zwracają uwagę na niskie świadczenia po latach ciężkiej pracy, inni na skomplikowane zasady wyliczania kapitału emerytalnego, problemy z dokumentacją sprzed wielu lat czy trudności związane z udowodnieniem części okresów zatrudnienia. W praktyce konsekwencje tych słabości ponoszą przede wszystkim sami emeryci, którzy po przejściu na świadczenie często odkrywają, że ich sytuacja finansowa jest znacznie gorsza, niż się spodziewali.
Dotyczy to nie tylko osób o krótkim stażu czy niskich zarobkach. Zdarzają się przypadki ludzi, którzy pracowali przez kilkadziesiąt lat, a mimo to otrzymali świadczenie niewiele wyższe od minimum. To właśnie takie sprawy najmocniej pokazują, że problem nie zawsze leży w samym czasie pracy, ale w sposobie, w jaki był on dokumentowany i rozliczany przez lata. Gdy po dekadach okazuje się, że część dochodów nie została uwzględniona przez system, emeryt zostaje z poczuciem niesprawiedliwości i bardzo ograniczonymi możliwościami poprawy swojej sytuacji.

Niskie świadczenia mimo wielu lat aktywności zawodowej
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych problemów jest sytuacja osób, które przez długi czas wykonywały pracę lub pobierały wynagrodzenia w formach, od których nie odprowadzano składek emerytalnych. Z perspektywy dzisiejszych przepisów oznacza to, że choć przez lata były aktywne zawodowo i utrzymywały się z wykonywanej działalności, ZUS nie uwzględnia tych okresów przy obliczaniu świadczenia w pełnym zakresie. W praktyce skutkiem bywa emerytura, która pozostaje bardzo niska mimo ponad 40 lat aktywności.

Dla wielu osób to szok, bo przez całe życie funkcjonowali w przekonaniu, że wykonywana praca albo pobierane świadczenia stanowią pełnoprawną podstawę do późniejszego zabezpieczenia emerytalnego. Dopiero po latach okazuje się, że część tych pieniędzy nie miała znaczenia dla przyszłego świadczenia, bo nie wiązała się z opłacaniem składek.
Na ten problem zwracają uwagę także byli reprezentanci Polski, szczególnie sportowcy, których kariery przypadały na lata 70. i 80. W ich przypadku źródłem utrzymania były często stypendia oraz różnego rodzaju świadczenia wypłacane przez kluby i związki sportowe. To właśnie w tej grupie głośno zrobiło się o sprawach byłych kajakarzy, którzy po latach dowiedzieli się, że ich emerytury są wyjątkowo niskie.
Sportowcy kontra ZUS. Głośna sprawa byłych kajakarzy
Szczególnie trudna sytuacja dotyczy sportowców z czasów PRL. Wówczas wielu zawodników utrzymywało się głównie ze stypendiów sportowych. Problem polegał na tym, że od tych pieniędzy nie były odprowadzane składki emerytalne. Zdarzało się również, że sportowcy formalnie byli zatrudniani w zakładach pracy, ale zatrudnienie miało jedynie charakter papierowy. Mieli więc świadectwa pracy, lecz nie zawsze istniały realne wypłaty, które można byłoby dziś wliczyć do podstawy emerytury.
Właśnie z takim problemem mierzą się byli kajakarze, o których pisały media. Wśród nich są Tomasz Świerczyński, Waldemar Merk i Andrzej Klimaszewski. Dwaj ostatni brali udział w igrzyskach olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. Andrzej Klimaszewski przez dwanaście lat startował w reprezentacji Polski i podkreślał, że przez ten czas stypendium sportowe było jego jedynym źródłem utrzymania. Mimo to jego świadczenie okazało się niewiele wyższe od minimalnego.
Przełom przyszedł w 2022 roku, kiedy sprawa kajakarzy trafiła do Sądu Najwyższego. Sąd stanął po stronie sportowców i uznał, że stypendia sportowe powinny być uwzględniane przy wyliczaniu emerytur, mimo że nie odprowadzano od nich składek w klasyczny sposób. Zwrócono uwagę, że po przeliczeniu na dzisiejsze realia były to kwoty rzędu od 8 do 12 tys. zł, a więc nie można ich uznać za symboliczne.
Mimo tego problem nie zniknął całkowicie. Wielu dawnych zawodników nadal nie posiada dokumentów, które jednoznacznie potwierdzałyby pobieranie stypendiów w konkretnych wysokościach. Związki sportowe mogą czasem potwierdzić jedynie fakt przynależności do kadry narodowej czy udziału w igrzyskach albo mistrzostwach świata. To często za mało, by skutecznie podwyższyć świadczenie bez dalszej batalii z ZUS.
Sprawa byłych kajakarzy pokazuje, że problem niskich emerytur nie zawsze wynika z krótkiego stażu czy braku pracy. Czasem jego źródłem są dawne realia systemowe, których skutki emeryci odczuwają dopiero po wielu latach. Dla osób, które przez dziesięciolecia pracowały lub reprezentowały kraj, to nie tylko kwestia pieniędzy, ale także poczucia elementarnej sprawiedliwości.