Podwyżki za wywóz śmieci. W tych gminach zafundowali Polakom najwyższe i to już w styczniu 2026 r.
Mieszkańcy polskich miast i wsi z niepokojem spoglądają na nowe tabele stawek za gospodarowanie odpadami komunalnymi. To, co kiedyś było drobną opłatą, dziś staje się realnym obciążeniem, które w skali roku potrafi pochłonąć znaczną część domowych oszczędności. Samorządy tłumaczą, że nie mają wyjścia, a spirala kosztów dopiero zaczyna się rozkręcać, zmuszając rodziny do głębszego sięgnięcia do portfela.
- Podwyżki opłat za śmieci w 2026 r. są nieuniknione
- Mieszkańcy mniejszych miejscowości zapłacą więcej za śmieci
- Nie tylko małe miejscowości. Podwyżki dotkną również polskie miasta
Podwyżki opłat za śmieci w 2026 r. są nieuniknione
Gwałtowny wzrost kosztów utrzymania czystości w polskich gminach nie jest zjawiskiem nowym, jednak jego skala w ostatnim czasie przybrała na sile, uderzając w budżety domowe z niespotykaną dotąd furią. Samorządowcy niemal jednym głosem podkreślają, że obecne podwyżki nie wynikają ze złej woli włodarzy czy chęci łatania dziur budżetowych kosztem mieszkańców.
Jest to bezpośrednia odpowiedź na drastycznie rosnące koszty energii, paliw oraz transportu, które stanowią fundament systemu gospodarki odpadami. Wiele jednostek samorządu terytorialnego, takich jak Gdynia, Kraków, Rzeszów czy Olsztyn, zostało zmuszonych do korygowania cenników nawet w trakcie trwania roku budżetowego, co najlepiej obrazuje dynamikę i nieprzewidywalność obecnej sytuacji rynkowej.

Sytuacja ta jest o tyle trudna, że systemy odpadowe z założenia powinny się samofinansować, co oznacza, że wpływy od mieszkańców muszą pokrywać realne wydatki ponoszone przez gminę na odbiór i utylizację nieczystości. Gdy rosną ceny energii elektrycznej niezbędnej do zasilania sortowni oraz ceny oleju napędowego do śmieciarek, gmina ma ograniczone pole manewru.
Dodatkowym czynnikiem jest rosnąca masa produkowanych przez nas śmieci. Burmistrz Uniejowa, argumentując konieczność podniesienia stawek, wskazał bezpośrednio na znaczący wzrost ilości odbieranych odpadów, co automatycznie przekłada się na wyższe faktury od firm obsługujących system.
Opłata za gospodarowanie odpadami komunalnymi nie jest “widzi mi się” wójta czy Rady Gminy - podkreślił Gabriel Graczyk, wójt gminy Bulkowo we wpisie umieszczonym na Facebooku.
Mieszkańcy mniejszych miejscowości zapłacą więcej za śmieci
Patrząc obecnie na mapę Polski, trudno znaleźć region, którego nie dotknęłyby zmiany stawek za wywóz nieczystości. W mniejszych miejscowościach, gdzie baza podatników jest uboższa, każda zmiana o kilka złotych jest natychmiast odczuwalna przez lokalną społeczność. W gminie Szczawa mieszkańcy muszą przygotować się na wydatek rzędu 29 złotych od osoby, co stanowi znaczący skok w porównaniu do 21 złotych obowiązujących jeszcze w 2025 roku.
Podobny trend widać w Bralinie, gdzie opłata wzrosła o 5 złotych, osiągając poziom 30 złotych od każdego domownika. Jeszcze silniejszą dynamikę wzrostu odnotowano w Nowym Mieście nad Wartą – tamtejsza nowa stawka wynosząca 42 złote oznacza podwyżkę o ponad 31 procent, co stawia tę gminę w gronie jednych z najdroższych w regionie.

Nie jest to jednak koniec listy zmian, które weszły w życie w ostatnim czasie. Mieszkańcy Pułtuska płacą obecnie 35 złotych zamiast dotychczasowych 29, natomiast w Głubczycach stawka wzrosła z 34 do 39 złotych od osoby. Ciekawy mechanizm zastosowano w Uniejowie, gdzie poza podstawową stawką 37 złotych, wprowadzono specjalne rozliczenie dla dużych gospodarstw domowych liczących co najmniej pięć osób, dla których koszt wzrósł do 185 złotych miesięcznie.
Z kolei w Pruszkowie, mieście silnie powiązanym z aglomeracją warszawską, mieszkańcy płacą teraz 38 złotych, co jest wzrostem o 4 złote w stosunku do poprzedniego okresu. Wszystkie te liczby składają się na obraz coraz droższej codzienności, w której standardowe usługi komunalne zaczynają pochłaniać kwoty zarezerwowane dawniej dla funduszu rekreacyjnego czy oszczędnościowego.
Nie tylko małe miejscowości. Podwyżki dotkną również polskie miasta
W największych aglomeracjach problem drożejących śmieci nabiera zupełnie innego wymiaru, często wiążąc się z modyfikacją sposobu naliczania samej daniny. Warszawa, po okresie czasowego obniżenia stawek, powróciła do poprzednich, wyższych poziomów. Obecnie lokatorzy w zabudowie wielorodzinnej muszą liczyć się z kosztem 80 złotych miesięcznie, podczas gdy właściciele domów jednorodzinnych płacą 107 złotych.
Jeszcze bardziej rygorystyczne podejście prezentuje Grudziądz, gdzie drastycznie podniesiono opłatę za brak segregacji śmieci, która może wynieść nawet 126 złotych miesięcznie. To wyraźny sygnał, że samorządy zamierzają coraz surowiej egzekwować obowiązki ekologiczne, czyniąc z nich narzędzie dyscyplinujące budżety mieszkańców.

Interesujący model wprowadziło Jaworzno, gdzie wysokość rachunku zależy od rodzaju zabudowy. W domach jednorodzinnych stawka wynosi 51 złotych od mieszkańca, ale w blokach podstawą stało się zużycie wody, gdzie za każdy metr sześcienny należy zapłacić 17 złotych. Taka metoda, choć wydaje się sprawiedliwa, często budzi kontrowersje wśród rodzin z małymi dziećmi, u których zużycie wody jest naturalnie wyższe.
W Jeleniej Górze opłata sięgnęła już 53 złotych od osoby, co prowadzi do szokujących podsumowań rocznych. Dla czteroosobowej rodziny oznacza to miesięczny wydatek rzędu 212 złotych, co w skali roku daje sumę 2544 złotych.
Podobne obciążenia dotykają mieszkańców Gdańska, gdzie stawka uzależniona od metrażu lokalu sprawiła, że rodzina w 65-metrowym mieszkaniu płaci o ponad 14 złotych więcej niż dotychczas. Wiele wskazuje na to, że bez systemowych zmian na poziomie krajowym i europejskim, opłaty za śmieci pozostaną jednym z najbardziej palących problemów finansowych polskich gospodarstw domowych.