Nowy obowiązek dla właścicieli domów. Jedni dostaną prezent, inni słono zapłacą
Przez lata był to tylko element zaleceń i kampanii społecznych. Teraz wchodzi na poziom realnego obowiązku, który może dotyczyć milionów nieruchomości w całej Polsce. Dla jednych oznacza konieczność działania, dla innych szansę na darmowe zabezpieczenie domu. Stawką nie są jednak formalności, lecz bezpieczeństwo — i to w sytuacjach, które często ujawniają się dopiero wtedy, gdy jest już za późno.
- Kogo obejmą nowe obowiązki i kiedy wejdą w życie?
- Kto może dostać czujniki dymu i czadu za darmo?
- Dlaczego eksperci ostrzegają, że zagrożenie jest powszechnie bagatelizowane?
Czujniki dymu i czadu przestają być opcją. Co zmieni się dla właścicieli domów
Nowe przepisy zakładają stopniowe wprowadzenie obowiązku posiadania czujników dymu i tlenku węgla w budynkach mieszkalnych. Docelowo mają one stać się standardem wszędzie tam, gdzie znajdują się urządzenia spalające paliwa — piece gazowe, kominki, kotły czy podgrzewacze wody. Harmonogram zmian rozpisano etapami: najwcześniej obejmą one obiekty noclegowe i najem krótkoterminowy, a następnie kolejne grupy właścicieli nieruchomości.
Dla właścicieli domów i mieszkań oznacza to nowy obowiązek formalny, który w przyszłości może być weryfikowany m.in. podczas kontroli kominiarskich, odbiorów technicznych czy przy likwidacji szkód ubezpieczeniowych. Jednocześnie ustawodawca podkreśla, że celem zmian nie jest karanie, lecz ograniczenie liczby tragedii związanych z pożarami i zatruciami czadem — zjawiskami, które co roku zbierają w Polsce śmiertelne żniwo.

Rząd rozda czujniki za darmo. Kto może się załapać na wsparcie
Nowemu obowiązkowi towarzyszy konkretna zachęta finansowa. W ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej państwo uruchomiło bezpłatną dystrybucję czujników dymu i czadu. Zakupiono 140 tys. urządzeń, które mają trafić do osób najbardziej narażonych — m.in. seniorów, osób o niższych dochodach oraz mieszkańców budynków z przestarzałymi instalacjami grzewczymi.
Czujniki będą nie tylko rozdawane, ale również montowane przez strażaków, którzy przy okazji instruują domowników, jak prawidłowo z nich korzystać. Koszt całego programu to około 5 mln zł, co w przeliczeniu na jedno urządzenie oznacza kilkadziesiąt złotych — znacznie mniej niż koszt akcji ratunkowych czy leczenia skutków zatrucia.
Dodatkowo w wielu gminach funkcjonują lokalne programy bezpieczeństwa, a Państwowa Straż Pożarna prowadzi akcje edukacyjne, w ramach których również można otrzymać czujnik bez ponoszenia kosztów. Dla części właścicieli oznacza to, że nowy obowiązek da się spełnić bez obciążania domowego budżetu.
„To temat rzeka”. Ekspert o niebezpiecznych błędach w polskich domach
Specjaliści podkreślają, że sam czujnik nie rozwiąże wszystkich problemów, jeśli instalacje w budynkach są wykonane nieprawidłowo. Jednym z najpoważniejszych zagrożeń są tzw. samowole instalacyjne — przeróbki wykonywane bez wiedzy fachowców, często latami niezauważone.
“To temat rzeka. Urządzenia gazowe wpięte do jednego przewodu kominowego razem z wentylacjami wywiewnymi. Miałem taką sytuację, że podgrzewacz gazowy wody użytkowej był wpięty razem z wentylacją mechaniczną — okap w kuchni — jednym łącznikiem do komina. Przy włączeniu okapu spaliny z „Junkersa” mogły się cofać do mieszkania. Konsekwencja? Podtrucie, zaczadzenie, śmierć” – ostrzega przedstawiciel KominMan Usługi kominiarskie.
Eksperci zwracają uwagę, że wiele zatruć czadem nie wynika z awarii urządzeń, lecz z braku nawiewu powietrza, złej wentylacji i nielegalnych połączeń, które ujawniają się dopiero w określonych warunkach, np. przy silnym wietrze lub włączeniu okapu kuchennego.
Dlaczego to realna korzyść, a nie tylko kolejny obowiązek
Tlenek węgla jest bezwonny i bezbarwny — człowiek nie ma możliwości wyczucia zagrożenia bez specjalistycznego sprzętu. Czujnik czadu reaguje natychmiast, często zanim stężenie osiągnie poziom zagrażający życiu, dając czas na ewakuację i wezwanie pomocy. Podobnie czujnik dymu potrafi wykryć pożar w jego początkowej fazie, gdy straty są jeszcze minimalne.
Dla właścicieli nieruchomości to nie tylko kwestia bezpieczeństwa domowników, ale również ochrona interesów finansowych. Brak wymaganych zabezpieczeń może w przyszłości rodzić problemy z ubezpieczycielem lub skutkować konsekwencjami administracyjnymi. W tym sensie nowy obowiązek staje się jednocześnie najtańszą formą zabezpieczenia życia i mienia, zwłaszcza że część osób otrzyma potrzebne urządzenia bezpłatnie.
Źródła: BiznesInfo, Państwowa Straż Pożarna, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji