biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Kierowcy wciąż popełniają ten błąd. Hamulec przed kamerą nic nie da, kara nawet 5 tys. zł
Julia Bogucka
Julia Bogucka 02.02.2026 16:07

Kierowcy wciąż popełniają ten błąd. Hamulec przed kamerą nic nie da, kara nawet 5 tys. zł

Kierowcy wciąż popełniają ten błąd. Hamulec przed kamerą nic nie da, kara nawet 5 tys. zł
Fot. baona/Getty Images/CanvaPro

Widok jaskrawej, żółtej obudowy przy drodze u większości zmotoryzowanych wywołuje gwałtowne wciśnięcie pedału hamulca. To odruch, który przez lata pozwalał unikać kar w punktach kontroli prędkości, jednak w starciu z nowoczesną technologią staje się całkowicie bezużyteczny. W ten sposób kierowcy nie unikną mandatu, a ten może być bardzo wysoki.

  • Polscy kierowcy wciąż to robią
  • Ten system działa nieubłaganie
  • Taki mandat mogą dostać niecierpliwi kierowcy

Polscy kierowcy wciąż to robią

Polska jest jednym z najbardziej zmotoryzowanych państw w Europie, co potwierdzają kolejne raporty unijnych instytucji statystycznych. Według danych Eurostatu, liczba aut przypadających na tysiąc mieszkańców w naszym kraju regularnie plasuje nas w ścisłej czołówce, wyprzedzając nawet takie potęgi motoryzacyjne jak Niemcy czy Francja. Ten tłok na drogach, w połączeniu z dynamicznie rozwijającą się infrastrukturą autostrad i dróg ekspresowych, tworzy specyficzną mieszankę wybuchową.

Kierowcy wciąż popełniają ten błąd. Hamulec przed kamerą nic nie da, kara nawet 5 tys. zł
Fot. Rostislav_Sedlacek/Getty Images/CanvaPro

Przeciętny polski kierowca, choć statystycznie jeździ coraz nowszym i bezpieczniejszym pojazdem, wciąż zmaga się z pokusą nadmiernego wciskania gazu. Wiek czy doświadczenie za kółkiem mają tu drugorzędne znaczenie, bowiem statystyki policyjne nieubłaganie wskazują, że problem dotyczy niemal każdej grupy wiekowej, choć z różnym natężeniem ryzyka. Najczęstszym wykroczeniem popełnianym na nadwiślańskich drogach pozostaje niezmiennie przekroczenie prędkości. To właśnie pośpiech, często tłumaczony mitycznym stwierdzeniem "szybko, ale bezpiecznie”, jest przyczyną wielu tragicznych zdarzeń. Z policyjnych podsumowań rocznych wynika, że niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze to wiodąca przyczyna wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Co ciekawe, Polacy doskonale zdają sobie sprawę z zagrożenia, ale w konfrontacji z pustą, równą drogą, zdrowy rozsądek często ustępuje miejsca brawurze.

Właśnie dlatego tradycyjne metody dyscyplinowania, takie jak stacjonarne fotoradary czy patrole z tzw. suszarkami, okazały się niewystarczające. Kierowcy nauczyli się jeździć "na kangura” i gwałtownie hamować przed masztem i przyspieszać tuż za nim, co nie tylko nie poprawia bezpieczeństwa, ale wręcz zaburza płynność ruchu i zwiększa ryzyko kolizji najechania na tył poprzedzającego auta. Drogówka oraz Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) musiały więc sięgnąć po broń, która eliminuje możliwość chwilowego oszukania systemu. Odpowiedzią na cwaniactwo drogowe stała się technologia, która nie mierzy prędkości w jednym punkcie, ale analizuje zachowanie prowadzącego na dystansie kilku, a czasem nawet kilkunastu kilometrów.

Ten system działa nieubłaganie

System odcinkowego pomiaru prędkości (OPP) to rozwiązanie, które z punktu widzenia fizyki jest banalnie proste, a przez to szalenie skuteczne. Zamiast mierzyć prędkość chwilową, kamery rejestrują moment wjazdu i wyjazdu pojazdu z kontrolowanego fragmentu trasy. Znając dokładną długość odcinka oraz czas, jaki zajęło jego pokonanie, system wylicza średnią prędkość z chirurgiczną precyzją. Jeśli wynik tego prostego równania jest wyższy niż dopuszczalny limit na danym fragmencie drogi, mandat jest generowany automatycznie.

To rozwiązanie eliminuje wspomniany efekt "kangura”, ponieważ chwilowe zwolnienie przed kamerą wyjazdową nie ma żadnego znaczenia, jeśli kierowca przez poprzednie kilka kilometrów pędził znacznie powyżej limitu. Aby zgubić nadrobiony czas, musiałby jechać drastycznie wolniej przez resztę dystansu, co w warunkach normalnego ruchu jest trudne i irytujące dla innych uczestników ruchu. Mimo że systemy te funkcjonują w Polsce od lat i stale ich przybywa, obejmując już nie tylko drogi krajowe, ale także kluczowe odcinki autostrad oraz tunele, wielu kierowców wciąż próbuje z nimi walczyć starymi metodami. To walka z wiatrakami, a właściwie z matematyką, której nie da się oszukać gwałtownym manewrem.

Kierowcy wciąż popełniają ten błąd. Hamulec przed kamerą nic nie da, kara nawet 5 tys. zł
Fot. Jakub Kaminski/East News

Co więcej, nowoczesne kamery wykorzystywane w OPP są w stanie rejestrować obraz wysokiej rozdzielczości w trudnych warunkach pogodowych i w nocy, bez konieczności używania widocznego dla oka błysku flesza. Kierujący dowiaduje się więc o swoim błędzie zazwyczaj dopiero w momencie, gdy listonosz puka do drzwi z wezwaniem do zapłaty. Skuteczność tego rozwiązania jest porażająca, po uruchomieniu kamer na newralgicznych odcinkach, liczba odnotowywanych incydentów początkowo lawinowo rośnie, by po kilku miesiącach spaść, gdy lokalni użytkownicy drogi nauczą się, że jedynym sposobem na uniknięcie kary jest po prostu przepisowa jazda. Warto zauważyć, że OPP pełni też funkcję edukacyjną, choć jest to edukacja bolesna finansowo. Wymusza ona płynność jazdy, co paradoksalnie może przyczynić się do rozładowania zatorów. Gdy wszyscy poruszają się ze zbliżoną, stałą prędkością, przepustowość drogi rośnie. Jednak dla tych, którzy traktują drogi publiczne jak tor wyścigowy, odcinkowy pomiar prędkości jest bezlitosnym sędzią.

Zobacz też: Wielkie zmiany w wypłatach z ZUS od 2026 roku. Skorzystają tysiące nowych osób

Taki mandat mogą dostać niecierpliwi kierowcy

Finansowy wymiar spotkania z systemem odcinkowego pomiaru prędkości może być szokujący, zwłaszcza w świetle zaostrzonego taryfikatora mandatów, który obowiązuje w Polsce od pewnego czasu. Kary za przekroczenie prędkości przestały być symboliczne i obecnie stanowią realne obciążenie. Za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 71 km/h i więcej, podstawowy mandat wynosi aż 2500 złotych. To jednak dopiero początek problemów dla kierowców, którzy notorycznie łamią przepisy.

W przypadku tak zwanej recydywy, czyli popełnienia tego samego wykroczenia w ciągu dwóch lat, kwota ta ulega podwojeniu. Oznacza to, że za przejazd odcinkiem pomiarowym ze znacznie zawyżoną średnią prędkością, pirat drogowy może otrzymać rachunek na kwotę 5000 złotych. To suma, która dla wielu gospodarstw domowych w Polsce stanowi równowartość kilkumiesięcznych oszczędności lub całej miesięcznej pensji. System CANARD, obsługiwany przez GITD, działa automatycznie i bezstronnie. W momencie, gdy kamery zarejestrują wykroczenie, machina biurokratyczna rusza błyskawicznie. Właściciel pojazdu otrzymuje wezwanie do wskazania osoby kierującej, a próby uniknięcia odpowiedzialności poprzez niewskazanie sprawcy wiążą się z osobnymi, surowymi karami finansowymi, które również mogą sięgać kilku tysięcy złotych.

Warto pamiętać, że odcinkowy pomiar prędkości to nie tylko autostrady. Coraz częściej urządzenia te montowane są w terenie zabudowanym, w pobliżu szkół czy na niebezpiecznych zakrętach, gdzie limity prędkości są znacznie niższe, a więc i łatwiej o ich drastyczne przekroczenie. Jazda z prędkością 100 km/h w obszarze zabudowanym przy limicie 50 km/h to już utrata prawa jazdy na trzy miesiące i wysoki mandat, a system wyliczy to bezbłędnie. Ignorowanie żółtych znaków informujących o kontroli to zatem przejaw skrajnej nieodpowiedzialności. W przeciwieństwie do patrolu policji, który może nas nie zauważyć lub być zajęty innym kierowcą, system komputerowy widzi każdego. Próby gwałtownego hamowania tuż przed końcem odcinka pomiarowego są nie tylko nieskuteczne w kontekście średniej prędkości, ale mogą zostać zakwalifikowane jako stwarzanie zagrożenia w ruchu lądowym, co teoretycznie otwiera drogę do kolejnych sankcji. W dobie cyfryzacji i uszczelniania systemu poboru kar, liczenie na łut szczęścia jest strategią z góry skazaną na porażkę. Jedynym darmowym sposobem na przejechanie takiego odcinka jest zdjęcie nogi z gazu.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: