Ile kosztuje węgiel na początku października 2026? Ceny poszły mocno w górę
Niskie temperatury za oknem przypomniały Polakom o zbliżającej się zimie. Osoby, które odkładały zakup opału na ostatnią chwilę, mają powody do niepokoju. Ceny węgla w składach i u producentów gwałtownie wzrosły, a w wielu miejscach towaru zaczyna brakować.
Przełom lata i jesieni co roku przynosi ożywienie na rynku surowców energetycznych, jednak tegoroczne skoki cen wyjątkowo dotkliwie uderzają po kieszeniach gospodarkach domowych. Wakacyjne promocje, które miały zachęcić do wcześniejszego gromadzenia zapasów, przeszły już do historii.
Za węgiel trzeba zapłacić o wiele więcej
Jeszcze w sierpniu Polska Grupa Górnicza oferowała węgiel na nadchodzący sezon grzewczy w cenach rozpoczynających się od 1150 złotych za tonę. Dzisiaj znalezienie oferty poniżej 1300 złotych graniczy z cudem.
Co więcej, większość podstawowych sortymentów kupowanych luzem - takich jak kostka, groszek czy orzech - kosztuje u rodzimych producentów co najmniej 1300-1350 złotych za tonę. Oznacza to wzrost o kilkanaście procent w zaledwie kilka tygodni.

Osoby ceniące wygodę i szukające paliwa pakowanego na paletach lub w wygodne worki typu Big Bag muszą przygotować się na jeszcze większy wydatek, sięgający nawet 1700 złotych za tonę.
Podwyżki te są szczególnie odczuwalne w zestawieniu z ubiegłorocznym okresem stabilizacji. Jakby tego było mało, najmniej opłacalną opcją pozostają zakupy w marketach budowlanych.
Wymagają one zapłaty w przeliczeniu na tonę grubo ponad 2000 złotych i to za surowiec mocno przeciętnej jakości. Czy warto więc szukać oszczędności bezpośrednio u źródła?
Zakup węgla w kopalni teoretycznie tańszy, ale diabeł tkwi w szczegółach
Zamówienie opału bezpośrednio u producenta wydaje się rozsądną alternatywą dla drożyzny na lokalnych składach, jednak ostateczny rachunek potrafi nieprzyjemnie zaskoczyć. Kluczowym czynnikiem wpływającym na ostateczną cenę jest bowiem koszt logistyki i dostawy pod drzwi domu.
Z danych publikowanych przez PGG wynika, że średnia stawka za usługi Kwalifikowanych Dostawców Węgla pod koniec sierpnia wynosiła około 197 złotych za tonę.
Choć stawki te wykazują względną stabilność, to doliczenie kosztu transportu do ceny podstawowej sprawia, że oferta z kopalni przestaje wyglądać tak okazyjnie, jak na banerach reklamowych.
Ostateczna kwota na rachunku zależy od lokalizacji, narzuconej marży pośrednika oraz parametru kluczowego dla efektywności ogrzewania - kaloryczności.

Absolutnym rekordzistą cenowym pozostaje ekogroszek, za który w skrajnych przypadkach trzeba zapłacić nawet 2400 złotych za tonę, choć rynkowa średnia oscyluje wokół 1400 złotych.
Dodatkowym utrudnieniem staje się fizyczna dostępność surowca. W wielu regionach kraju składy świecą pustkami, a właściciele punktów sprzedaży narzekają na znaczące opóźnienia w realizacji zamówień hurtowych. Dlaczego sytuacja na rodzimym rynku uległa tak nagłemu pogorszeniu?
Zobacz też: Fiskus rusza na łowy. Majątki tych Polaków weźmie pod lupę
Zawirowania na świecie i rekordowy import. Taniej już raczej nie będzie
Źródeł obecnego skoku cen należy szukać przede wszystkim na rynkach międzynarodowych.
Zaostrzający się konflikt na Bliskim Wschodzie błyskawicznie przełożył się na wzrost cen gazu ziemnego, co zmusiło wiele światowych gospodarek do ponownego zwrotu w stronę węgla i wywołało presję popytową na globalnych giełdach. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że globalny popyt na węgiel osiągnie w tym roku absolutnie rekordowy poziom 8,94 miliarda ton.
Ten globalny trend wyraźnie odbija się na sytuacji w Polsce. Mimo sporego wydobycia krajowego, sprowadzamy coraz więcej paliwa z zagranicy. Tylko w pierwszym półroczu import węgla energetycznego do Polski przekroczył 3 miliony ton, co oznacza potężny wzrost o 168 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.
Przedstawiciele Ministerstwa Aktywów Państwowych uspokajają co prawda, że krajowe zapasy są bezpieczne, a pojawiające się lokalnie braki mają charakter czysto przejściowy i wynikają z wąskich gardeł logistycznych. Niemniej jednak rynkowi analitycy nie pozostawiają złudzeń.
Nadchodzące ochłodzenie i wzrost zapotrzebowania gospodarstw domowych najpewniej przyniosą kolejne fale podwyżek. Sezon taniego opału definitywnie się skończył, a dalsze odkładanie decyzji o zakupie może przynieść wyłącznie wyższe rachunki.