Gorąco na rynku ropy. Ceny wystrzeliły, złoto mocno w górę
Poniedziałkowy poranek przyniósł inwestorom brutalne przebudzenie i gwałtowny odwrót od ryzykownych aktywów. Po weekendowym uderzeniu sił USA oraz Izraela na cele w Iranie rynki finansowe rozpoczęły tydzień w trybie ucieczki do bezpiecznych przystani, co wywindowało ceny surowców energetycznych i złota.
- Narastają obawy o stabilność globalnego handlu
- Ceny ropy w cieniu blokady cieśniny Ormuz
- Złoty pod presją
Narastają obawy o stabilność globalnego handlu
Pierwszą ofiarą geopolitycznej pożogi stały się rynki azjatyckie, które jako pierwsze przyjęły na siebie impet negatywnych informacji. Japoński indeks Nikkei 225 osunął się o ponad 1,3 proc., spadając w okolice 58 050 punktów, co jasno pokazuje skalę obaw o stabilność globalnego handlu.
Jeszcze silniejszą przecenę zanotował Hongkong, gdzie indeks Hang Seng stracił ponad 1,6 proc., przełamując kluczowe techniczne poziomy wsparcia (ceny, przy której popyt zazwyczaj przeważa nad podażą).

Wyprzedaż nie ominęła również Indii, gdzie główne wskaźniki BSE SENSEX i Nifty solidarnie straciły przeszło 1,1 proc. Najbardziej dramatyczny przebieg miał jednak handel w Pakistanie. Indeks KSE-30 zanurkował o 9,6 proc., co zmusiło tamtejszą giełdę do całkowitego wstrzymania notowań.
Sytuację w tym kraju zaogniły proirańskie protesty i krwawe starcia z policją w Karaczi, gdzie demonstranci próbowali szturmować konsulat USA. Na tym czerwonym tle jedynie Szanghaj zachował względny spokój, co eksperci przypisują specyficznej izolacji chińskiego rynku i wewnętrznym mechanizmom stymulującym.
Ceny ropy w cieniu blokady cieśniny Ormuz
Najsilniejsze turbulencje uderzyły jednak w rynek surowców, gdzie strach przed paraliżem dostaw natychmiast wywindował krzywe cenowe. Notowania amerykańskiej ropy WTI (West Texas Intermediate) wystrzeliły w górę o ponad 6,5 proc., docierając w szczytowym momencie sesji azjatyckiej do poziomu 75 dolarów za baryłkę. Europejska ropa Brent nie pozostała dłużna, drożejąc o 6,8 proc. i zbliżając się do granicy 78 dolarów.
Według danych agencji Bloomberg, była to najgwałtowniejsza reakcja rynku od czterech lat. Analitycy Citigroup i Morgan Stanley natychmiast zrewidowali swoje prognozy, wskazując, że w najbliższym czasie cena baryłki może bez trudu przebić 80-90 dolarów. Kluczowym czynnikiem ryzyka pozostaje potencjalna blokada cieśniny Ormuz przez irańską Gwardię Rewolucyjną.
To strategiczne "wąskie gardło" jest drogą dla ogromnej części światowego transportu ropy i skroplonego gazu ziemnego (LNG). Eksperci z polskiego domu maklerskiego XTB ostrzegają, że fizyczna blokada tego szlaku mogłaby wywołać szok cenowy, windując notowania surowca do 100 dolarów, co na polskich stacjach paliw oznaczałoby szybki powrót do cen rzędu 7,00 zł za litr benzyny.
Zobacz też: Ceny paliw na stacjach wystrzelą? Ekspert wyjaśnia, co nas czeka
Złoty pod presją
W obliczu militarnej eskalacji kapitał tradycyjnie szuka schronienia w kruszcach i walutach rezerwowych. Złoto, które w ostatnich tygodniach znajdowało się w fazie korekty (przejściowego spadku cen po wcześniejszych wzrostach), podrożało o 1,6 proc., osiągając poziom 5360 dolarów za uncję.
Inwestorzy traktują złoto nie tylko jako bezpieczną przystań, ale też jako zabezpieczenie przed impulsem inflacyjnym, który niechybnie wywoła drożejąca energia. Równolegle na rynku walutowym obserwujemy mechanizm ucieczki do jakości, co umacnia amerykańskiego dolara. Para USD/PLN wzrosła o 0,3 proc. do poziomu 3,58 zł, a analitycy PKO BP przewidują, że presja na polskiego złotego może się utrzymać, spychając kurs euro w kierunku 4,26 zł. Co ciekawe, w tym układzie bitcoin zawiódł nadzieje zwolenników teorii o "cyfrowym złocie", tracąc na wartości i zachowując się jak typowe aktywo ryzykowne.
Choć rynki w USA i Europie dopiero przygotowują się do otwarcia, już teraz widać, że niedzielne tąpnięcie na giełdach w Kairze i Rijadzie było jedynie preludium. Nawet Saudi Aramco, saudyjski gigant naftowy, zyskał na wycenie ponad 3 proc., co potwierdza, że jedynymi beneficjentami obecnego chaosu pozostają producenci energii, podczas gdy reszta świata drży przed skutkami nowej odsłony konfliktu na Bliskim Wschodzie.