Żona Owsiaka pracuje w WOŚP. Wiemy ile zarabia. Polacy mogą być w szoku
Gdy co roku miliony Polaków wrzucają monety do puszek z charakterystycznym serduszkiem, w sieci regularnie wybucha to samo, palące pytanie: co tak naprawdę dzieje się z tymi pieniędzmi, gdy gasną światła jupiterów? Choć Jerzy Owsiak jest twarzą fundacji, to w cieniu kamer, z dala od głównej sceny, operuje osoba, która trzyma w rękach realną władzę nad budżetem. Lidia Niedźwiedzka-Owsiak – dla wielu zagadka, dla wtajemniczonych „mózg” operacyjny medycznej potęgi WOŚP.
Właśnie teraz do sieci trafiły konkretne liczby, które rzucają zupełnie nowe światło na kulisy działania „biznesu dobroczynności”. Kwota, która co miesiąc wpływa na konto żony Jurka Owsiaka dla jednych będzie dowodem na bezprecedensową transparentność, dla innych – argumentem w bezlitosnej walce o wiarygodność fundacji. Czy wynik tego finansowego prześwietlenia uciszy hejterów, czy wręcz przeciwnie – doleje oliwy do ognia? Jedno jest pewne: te dane zszokują każdego.
- O roli żony Jurka Owsiaka w WOŚP mało kto wie
- Ile naprawdę zarabia Lidia Niedźwiedzka-Owsiak?
- Kwota, która zrzuca zasłonę dymną czy skrajna ideowość?
Wielka gra o zaufanie. Co ukrywa sztab Orkiestry?
Należy przede wszystkim zrozumieć skalę zjawiska. WOŚP to już nie tylko zbiórka do puszek – to potężne przedsiębiorstwo logistyczne, które obraca setkami milionów złotych. W samym centrum tego cyklonu stoi ona. Lidia Niedźwiedzka-Owsiak, nazywana czule przez męża „Dzidzią”. To ona, po wielu perypetiach jak chociażby zerwanie przez list, który napisał do niej przed laty Jerzy, musiała po latach wykazać się stalowymi nerwami, by dać mu drugą szansę, a jej rodzice widzieli w Owsiaku człowieka bez konkretnego fachu. To osoba, o której nadal wiemy stosunkowo niewiele, choć to od jej podpisu zależą losy najnowocześniejszych oddziałów onkologicznych w Polsce.
W kuluarach od lat szeptano o „imperium Owsiaków”. Przeciwnicy sugerowali, że rodzina lidera pławi się w luksusach, czerpiąc z hojności darczyńców. Atmosferę podgrzewały doniesienia o luksusowych apartamentach czy „ministerialnym” stylu życia. Jednak to, co faktycznie dzieje się na kontach zarządu, przez długi czas pozostawało sferą domysłów. Aż do teraz. Decyzja o ujawnieniu zarobków dyrektorki medycznej była jak zrzucenie bomby. Dlaczego zdecydowano się na ten krok właśnie teraz? I co tak naprawdę wyczytamy z tych tabel płacowych?

Finansowy paradoks
Czas na fakty, które wielu mogą wprawić w osłupienie. Kiedy Lidia Niedźwiedzka-Owsiak w końcu zdecydowała się wyłożyć karty na stół, analitycy finansowi i internauci przecierali oczy ze zdumienia. Oczekiwano kwot rzędu kilkudziesięciu, a nawet stu tysięcy złotych miesięcznie – w końcu mówimy o dyrektorce zarządzającej gigantycznymi zakupami dla polskiej służby zdrowia.
Tymczasem z oficjalnych danych wynika, że jej miesięczna pensja to 13 743 zł brutto. Po odliczeniu podatków i składek, na konto „pierwszej damy WOŚP” wpływa około 8 994 zł netto.
Zanim jednak uznasz, że to koniec sensacji, spójrz na to, co dzieje się wewnątrz samej fundacji. Tu pojawia się prawdziwy szok: żona Jerzego Owsiaka zarabia znacznie mniej niż wynosi... średnia płaca w WOŚP! Statystyki organizacji pokazują, że przeciętne wynagrodzenie na kluczowych stanowiskach oscyluje wokół 21 tys. zł brutto. To oznacza, że osoba, która „trzyma klucze do sejfu” i negocjuje milionowe kontrakty, otrzymuje wynagrodzenie o blisko 40% niższe niż jej koledzy z biura. Czy to genialny zabieg PR-owy, mający na celu ochronę wizerunku rodziny, czy może rzadki w dzisiejszych czasach przykład skrajnej ideowości?
Miliony w rękach, grosze w portfelu? Gdzie tkwi haczyk?
Nie da się ukryć, że ta informacja wywołała w sieci prawdziwe trzęsienie ziemi. Krytycy natychmiast zaczęli szukać „drugiego dna”. Czy to możliwe, by przy tak ogromnej odpowiedzialności zadowalać się kwotą, którą w warszawskiej korporacji otrzymuje początkujący manager średniego szczebla?
Warto przypomnieć, za co odpowiada „Dzidzia”:
- To ona osobiście nadzoruje programy zdrowotne, które ratują życie noworodków.
- To pod jej okiem powstają specyfikacje sprzętu, za który fundacja płaci miliony.
- To ona jest „bezpiecznikiem”, który ma dbać o to, by każda złotówka z puszki została wydana efektywnie.
W biznesie mówi się wprost: tak niska wycena pracy na tak kluczowym stanowisku to ryzyko. Jednak w świecie WOŚP zasady zdają się być inne. Wygląda na to, że Lidia Niedźwiedzka-Owsiak stała się żywym dowodem na to, że w fundacji obowiązuje specyficzna hierarchia – im wyżej jesteś i im bardziej znane masz nazwisko, tym bardziej musisz „zaciskać pasa”, by nikt nie zarzucił ci chciwości. Czy jednak taka polityka płacowa jest sprawiedliwa, czy może jest jedynie zasłoną dymną dla innych przepływów w powiązanych spółkach, takich jak „Złoty Melon”?
Jedno jest pewne: temat zarobków u Owsiaków nigdy nie przestanie budzić emocji. Dla jednych 9 tysięcy „na rękę” to wciąż za dużo jak na pracę w fundacji, dla innych – to śmieszna kwota przy tej skali projektów. A co Ty o tym sądzisz? Czy transparentność WOŚP Cię przekonuje, czy wręcz przeciwnie – rodzi jeszcze więcej pytań o to, jak naprawdę kręci się ta potężna maszyna?
Źródło: BiznesInfo