Zapadła decyzja ws. waloryzacji 800 plus. Wiceminister zabrał głos
Portfele polskich rodzin znowu znalazły się w centrum dyskusji o realnej wartości wsparcia socjalnego. Rosnące koszty utrzymania sprawiają, że pytania o przyszłość flagowego programu wychowawczego powracają z podwojoną siłą.
Program wychowawczy przebył długą drogę od momentu swojego debiutu w kwietniu 2016 roku. Początkowe świadczenie wychowawcze wynosiło 500 złotych i przysługiwało na drugie i każde kolejne dziecko, a w przypadku mniej zamożnych rodzin - również na pierwsze. Z czasem zasady złagodzono, a samą kwotę zwaloryzowano do 800 złotych ze skutkiem od stycznia 2024 roku.
800 plus a inflacja w Polsce
Z perspektywy domowych budżetów była to zastrzyk gotówki bez wątpienia odczuwalny. Przypomnijmy, że według danych Głównego Urzędu Statystycznego średnioroczna inflacja w 2023 roku wyniosła aż 11,4 proc., co mocno nadwerężyło siłę nabywczą Polaków.
Wyższa kwota miała zatem nie tylko podbić wskaźniki demograficzne, ale przede wszystkim zrekompensować rodzicom znaczący wzrost cen w sklepach.

Świadczenie przysługuje bez względu na dochód na każde dziecko do ukończenia przez nie 18. roku życia. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że co miesiąc przelewy trafiają do ponad 6,5 miliona dzieci w całym kraju.
Koszt tego programu w skali roku to dziesiątki miliardów złotych, co czyni go największym świadczeniem socjalnym w historii III Rzeczypospolitej.
Nic więc dziwnego, że przy stale rosnących cenach energii, żywności czy usług opiekuńczych, beneficjenci z nadzieją spoglądają na kolejne wskaźniki gospodarcze, szukając w nich zapowiedzi kolejnej waloryzacji. Czy presja cenowa zmusi rządzących do ponownego sięgnięcia do państwowej kasy?
Co z waloryzacją 800 plus?
Oczekiwania społeczne zderzają się z rzeczywistością prawną i systemową. W przeciwieństwie do emerytur czy rent, gdzie ustawodawca zaszył mechanizm corocznego, automatycznego dostosowywania wypłat do wskaźnika inflacji oraz wzrostu płac, program wsparcia rodzin jest tego udogodnienia pozbawiony.
W ustawie o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci po prostu nie istnieje żaden automatyczny mechanizm waloryzacji. Oznacza to, że każda zmiana kwoty wymaga pełnej ścieżki legislacyjnej, zgody MF oraz decyzji politycznej na najwyższym szczeblu.
Z punktu widzenia stabilności budżetowej to znaczące zabezpieczenie, ale z perspektywy świadczeniobiorców - źródło niepewności.

Narodowy Bank Polski w swoich projekcjach wskazuje, że choć inflacja zeszła z rekordowych poziomów, to stabilizacja cen na celu inflacyjnym, ustalonym przez NBP na poziomie 2,5 proc. z odchyleniem do 1 pkt proc., pozostaje wyzwaniem. Spadek siły nabywczej pieniądza jest faktem, a każda roczna zwłoka w waloryzacji oznacza realne skurczenie się wartości przekazywanych środków.
Aby utrzymać taką samą siłę nabywczą, jaką miało 800 złotych na początku 2024 roku, wypłata musiałaby systematycznie rosnąć wraz z CPI, czyli wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych.
Na to się jednak nie zanosi, bo państwowa kasa ma obecnie zupełnie inne priorytety, w tym m.in. rosnące wydatki na obronność czy obsługę długu publicznego. Ostateczne wątpliwości rozwiał wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Sebastian Gajewski.
Zobacz też: 1000 zł alimentów z państwowego funduszu. Trzeba złożyć wniosek do 31 sierpnia
Waloryzacja 800 plus. Rząd stawia sprawę jasno
Sebastian Gajewski przyznał na antenie Radia Zet, że w rządowych planach nie ma obecnie żadnych prac nad podniesieniem kwoty świadczenia. Waloryzacja 800 plus nie nastąpi ani w tym, ani w 2027 roku. Zdaniem wiceministra obecna stawka jest adekwatna do możliwości budżetowych oraz celów programu.
Gajewski przyznał co prawda, że siła nabywcza pieniądza spada i w przyszłości nieunikniona będzie dyskusja nad korektą stawki - tak jak miało to miejsce przed decyzją z 2024 roku - jednak ten moment jeszcze nie nadszedł. Co równie istotne, resort zdecydowanie odrzuca pomysły wprowadzenia prądu dochodowego.
W ocenie wiceministra, w kraju zmagającym się z głębokim kryzysem demograficznym, państwo powinno wspierać każdego rodzica podejmującego trud wychowania dzieci, niezależnie od statusu majątkowego. Za utrzymaniem powszechnego charakteru wypłat przemawia też przeliczenie kosztów administracyjnych.
Zdajemy sobie sprawę z tego, że siła nabywcza pieniądza spada i pewnie przyjdzie taki moment, tak jak przyszedł w 2024 r., gdzie taką decyzję podjęliśmy, żeby zastanowić się, od kiedy i o ile podwyższyć świadczenie - przekazał Gajewski na antenie Radia Zet.
Obecnie obsługą całego systemu w ZUS zajmuje się zaledwie kilkadziesiąt osób, ponieważ proces jest w pełni zautomatyzowany. Wprowadzenie kryterium dochodowego wymagałoby wywiadów środowiskowych, weryfikacji oświadczeń i zatrudnienia tysięcy urzędników, co podniosłoby koszty obsługi.