To koniec ośrodka narciarskiego w Polsce. Działał przez 35 lat, Polacy go uwielbiali
Polska branża turystyczna wstrzymała oddech na wieść o tym, że jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów na narciarskiej mapie kraju trafia pod młotek. Beskidzka legenda, która wychowywała kolejne pokolenia amatorów białego szaleństwa, szuka nowego właściciela. Wiadomo, ile kosztuje inwestycja.
- Polacy pokochali narciarstwo
- Uwielbiany ośrodek narciarski na sprzedaż
- Tyle kosztuje inwestycja, podano cenę
Polacy pokochali narciarstwo
Zima w Polsce od lat generuje gigantyczne przychody dla regionów górskich, a narciarstwo cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem, będąc jedną z najpopularniejszych form zimowej aktywności. Szacuje się, że aktywnie na nartach lub snowboardzie jeździ w naszym kraju ponad cztery miliony osób. To potężna grupa konsumencka, która co roku zostawia w kurortach miliardy złotych, zasilając budżety gmin, hotelarzy i gestorów bazy wyciągowej.
Jednak obraz ten, na pierwszy rzut oka sielankowy i dochodowy, ma swoją drugą, znacznie mniej kolorową stronę, o której turyści kupujący karnety rzadko myślą. Prowadzenie ośrodka narciarskiego w dobie ocieplającego się klimatu i szalejących cen energii stało się biznesem obarczonym ogromnym ryzykiem inwestycyjnym. Kluczowym wyzwaniem dla branży nie jest już tylko kapryśna aura, ale przede wszystkim koszty stałe utrzymania infrastruktury. Nowoczesny ośrodek narciarski to skomplikowane przedsiębiorstwo przemysłowe. Naśnieżanie stoków, które stało się absolutną koniecznością przy coraz rzadszych naturalnych opadach, pochłania gigantyczne ilości wody i prądu. Do tego dochodzi obsługa ratraków, czyli maszyn kosztujących często tyle co luksusowe apartamenty, oraz skomplikowane procedury techniczne i certyfikacje Transportowego Dozoru Technicznego, niezbędne do dopuszczenia kolei linowych do ruchu.

W takim otoczeniu makroekonomicznym mniejsze, często rodzinne ośrodki, zaczynają tracić oddech w wyścigu z wielkimi korporacjami inwestującymi w całe doliny, jak ma to miejsce w pobliskim Szczyrku czy na Podhalu. Rynek narciarski w Polsce przechodzi obecnie fazę gwałtownej konsolidacji i profesjonalizacji. Klienci stali się bardziej wymagający, oczekują nie tylko przygotowanej trasy, ale szybkiej kolei kanapowej z osłonami, rozbudowanej gastronomii na stoku i nowoczesnego systemu biletowego. Sprostanie tym wymaganiom wiąże się z koniecznością ponoszenia wielomilionowych nakładów inwestycyjnych (CAPEX), które zwracają się latami. Właśnie w takim krajobrazie gospodarczym pojawia się informacja o sprzedaży obiektu, który dla wielu jest synonimem narciarstwa w Beskidzie Śląskim. Decyzja ta rzuca nowe światło na kondycję branży i może być zwiastunem szerszych zmian własnościowych w polskich górach.
Uwielbiany ośrodek narciarski na sprzedaż
Wspomniany ośrodek narciarski to kompleks położony na zboczach góry Stożek w Wiśle. To miejsce o statusie wręcz kultowym, szczególnie dla bardziej zaawansowanych narciarzy, którzy cenili sobie wymagające nachylenie tras i specyficzny mikroklimat tego miejsca. Obiekt przez lata był areną zmagań sportowych, posiadając homologację FIS, co w świecie narciarskim jest swoistym znakiem jakości i potwierdzeniem trudności trasy. Jednak sentymenty i historia sportowa to jedno, a twarde realia prowadzenia biznesu to drugie.
Wystawienie na sprzedaż tak dużego i rozpoznawalnego kompleksu jest wydarzeniem bez precedensu w regionie w ostatnich latach i naturalnie rodzi pytania o przyszłość tego terenu. Z perspektywy potencjalnego inwestora, oferta wydaje się na pierwszy rzut oka niezwykle atrakcyjna. Nie kupuje się tu bowiem "kota w worku”, ale działające przedsiębiorstwo z pełną infrastrukturą. W skład transakcji wchodzi nie tylko system wyciągów, w tym kluczowa kolej krzesełkowa, ale również grunty o powierzchni kilku hektarów oraz budynek hotelowo-gastronomiczny. To rzadkość na rynku nieruchomości komercyjnych, gdzie zazwyczaj nabywa się albo samą ziemię, albo obiekty wymagające kapitalnego remontu i zmiany przeznaczenia.

Tutaj mamy do czynienia z "gotowcem inwestycyjnym”, który teoretycznie z dnia na dzień może generować przychody, pod warunkiem odpowiedniego zarządzania i, co nieuniknione, doinwestowania. Eksperci rynku nieruchomości zwracają uwagę, że wycena takich aktywów jest niezwykle trudna. Z jednej strony mamy wartość odtworzeniową sprzętu i cenę gruntów w atrakcyjnej turystycznie miejscowości, jaką jest Wisła. Z drugiej strony wspomniane ryzyka operacyjne i konieczność modernizacji. Ośrodek na Stożku, mimo swojej legendy, lata świetności infrastrukturalnej ma już za sobą. Nowy właściciel będzie musiał zmierzyć się z koniecznością wymiany części urządzeń na nowocześniejsze, by móc konkurować z sąsiednimi stacjami narciarskimi, które w ostatnich latach przeszły spektakularne metamorfozy. Bez wpompowania świeżego kapitału w unowocześnienie systemu naśnieżania czy poprawę standardu hotelowego, sam sentyment narciarzy może nie wystarczyć do utrzymania rentowności w długim terminie.
Zobacz też: Polskie firmy po uszy w długach. W tym regionie jest najgorzej, aż 5 miast w czołówce
Tyle kosztuje inwestycja, podano cenę
Ogłoszenie o sprzedaży Ośrodka Narciarskiego Stożek zelektryzowało lokalną społeczność i inwestorów. Kwota, jakiej oczekują obecni właściciele, wynosi 2,9 miliona złotych. Za tę cenę nabywca staje się właścicielem nie tylko samej stacji narciarskiej, ale całego kompleksu obejmującego hotel, restaurację, wyciągi orczykowe oraz kluczową dwuosobową kolej krzesełkową. Co istotne, w pakiecie znajduje się również nieco ponad hektar gruntu, co w warunkach górskich, gdzie podaż atrakcyjnych działek inwestycyjnych jest mocno ograniczona, stanowi ogromną wartość dodaną.
Według informacji pozyskanych przez bielsko-biala.wyborcza.pl, turyści po ostatnich opadach śniegu czekali na otwarcie wyciągów, to się jednak nie wydarzyło. Głos zabrał właściciel ośrodka.
Ośrodek nie będzie czynny zimą. Mam za sobą 35 lat zim bez dnia wolnego, czas odpocząć, przejść na emeryturę - przyznał w rozmowie z portalem Witold Pruski.
Ośrodek narciarski Stożek od dekad stanowi ważny element turystycznego krajobrazu Wisły. Jego początki sięgają jeszcze czasów przedwojennych, jednak prawdziwy przełom nastąpił po 1978 roku, gdy uruchomiono pierwszy wyciąg orczykowy. Kolejny etap rozwoju przypadł na 2004 rok, wówczas na stoku pojawił się pierwszy w Wiśle wyciąg krzesełkowy, sprowadzony z Alp. Inwestycja, której koszt wyniósł około 2 mln zł, znacząco wpłynęła na wzrost atrakcyjności obiektu.
Stożek zapisał się w pamięci turystów nie tylko jako miejsce zimowego wypoczynku, ale także jako przestrzeń nietypowych wydarzeń. To właśnie tutaj organizowano Mistrzostwa Polski Księży i Kleryków, zawody, które dzięki rywalizacji na stoku w sutannach zyskały ogólnopolską rozpoznawalność. Dodatkowym atutem ośrodka była możliwość noclegu, co sprawiało, że chętnie wybierano go na obozy sportowe oraz szkolenia.
W ostatnich latach sytuacja na lokalnym rynku turystycznym uległa zmianie. Inne ośrodki działające w Wiśle intensywnie inwestowały w nowoczesną infrastrukturę, oferując zaawansowane kolejki i udogodnienia dla narciarzy oraz snowboardzistów. Rosnąca konkurencja sprawiła, że Stożek musiał zmierzyć się z nowymi wyzwaniami. Mimo to zainteresowanie turystów utrzymywało się długo również poza sezonem zimowym. Jak zauważa Pruski, w ubiegłym roku ruch turystyczny trwał praktycznie do końca listopada. Właściciel ośrodka nie wyklucza więc, że jeśli nie dojdzie do sprzedaży, działalność zostanie podtrzymana przynajmniej w sezonie wiosennym.