Parafie pokazały rachunki. Tyle płacą za ogrzewanie, kwoty przyprawiają o zawrót głowy
Sezon grzewczy w tym roku uderzył w obiekty sakralne wyjątkowo mocno. Proboszczowie polskich parafii muszą mierzyć się z rosnącymi kosztami ogrzewania, a historyczne budynki, zamiast chronić, generują duże wydatki. Wiadomo, ile wyniosły rachunki, to olbrzymie kwoty.
- Sytuacja finansowa w polskich kościołach
- Tyle kosztuje ogrzanie kościołów
- Parafie pokazały rachunki, tyle płacą za ogrzewanie
Sytuacja finansowa w polskich kościołach
Utrzymanie obiektów sakralnych w Polsce to temat, który rzadko trafia na czołówki gazet w kontekście czysto ekonomicznym, a szkoda, bo jest to wyzwanie zarządcze o ogromnej skali. Specyfika tych budynków sprawia, że są one jednymi z najtrudniejszych do ogrzania przestrzeni. Mamy tu do czynienia z ogromną kubaturą i wysokimi sklepieniami, które sprawiają, że ciepłe powietrze natychmiast ucieka do góry, z dala od wiernych siedzących w ławkach, oraz często zabytkową tkanką, która wyklucza standardowe metody termomodernizacji. Nie obłożymy przecież gotyckiej cegły styropianem ani nie wymienimy witraży na trzyszybowe okna PCV. W efekcie kościoły działają jak gigantyczne studnie termiczne, pochłaniające każdą ilość energii.

Sytuację komplikuje model finansowania polskich parafii. Wbrew powszechnym opiniom, pieniądze na bieżące rachunki, w tym na ogrzewanie i prąd, nie płyną szerokim strumieniem z budżetu państwa czy kurii, lecz pochodzą bezpośrednio z datków wiernych. Tymczasem demografia i statystyki są nieubłagane. Z danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że liczba osób regularnie uczestniczących w nabożeństwach (dominicantes) systematycznie spada, co przekłada się bezpośrednio na zawartość tacy. Mniej wiernych to mniejsze wpływy, a koszty stałe nie tylko nie maleją, ale w dobie inflacji drastycznie rosną. Proboszczowie stają więc przed dylematem menedżerskim: jak zbilansować budżet, gdy przychody są niepewne i uzależnione od "co łaska”, a strona kosztowa rośnie w tempie wykładniczym. Zjawisko to jest szczególnie dotkliwe w mniejszych miejscowościach, gdzie społeczność lokalna również odczuwa skutki drożyzny i mniej chętnie sięga do portfela.
Tyle kosztuje ogrzanie kościołów
Kluczowym elementem tej układanki jest rynek energii, który traktuje instytucje religijne inaczej niż indywidualnych odbiorców. Choć wprowadzano mechanizmy osłonowe dla podmiotów wrażliwych, dynamika zmian cen gazu i prądu w ostatnich kwartałach jest bezlitosna dla odbiorców instytucjonalnych. Wiele parafii, traktowanych przez dostawców energii podobnie jak małe i średnie przedsiębiorstwa, musi mierzyć się z cennikami, które reagują na giełdowe wahania znacznie gwałtowniej niż taryfy konsumenckie. Ogrzewanie gazowe, które przez lata było promowane jako ekologiczna i wygodna alternatywa dla węgla, stało się obecnie luksusem. Z kolei systemy oparte na prądzie, jak choćby popularne w nowszych kościołach ogrzewanie podłogowe czy punktowe promienniki ciepła, generują rachunki, które potrafią przyprawić o zawrót głowy.

Administratorzy świątyń próbują walczyć z prawami termodynamiki na różne sposoby. W starszych obiektach wciąż królują systemy nadmuchowe, które co prawda szybko podnoszą temperaturę, ale są głośne, nieekonomiczne i wzbijają kurz, co szkodzi zabytkowym polichromiom. Nowocześniejsze podejście to ogrzewanie strefowe, na przykład maty grzewcze w ławkach, które ogrzewają ludzi, a nie kubaturę powietrza. Jednak instalacja takich systemów wymaga ogromnych nakładów inwestycyjnych, na które mało kogo dzisiaj stać. W efekcie w wielu miejscach powraca się do strategii "zimnego chowu”, ograniczając ogrzewanie do minimum niezbędnego, by nie zamarzła woda w kropielnicach, a temperatura podczas nabożeństw oscylowała w granicach zaledwie kilku stopni powyżej zera. To jednak rodzi kolejne problemy, wilgoć niszczy organy i dzieła sztuki, co w dłuższej perspektywie wygeneruje koszty renowacji znacznie przewyższające oszczędności na gazie.
Parafie pokazały rachunki, tyle płacą za ogrzewanie
Na przełomie stycznia i lutego, gdy zapowiadane są silne mrozy w niemal całym kraju, coraz wyraźniej widać, jak dużym obciążeniem dla parafii stają się koszty ogrzewania. Choć wierni zazwyczaj są świadomi własnych rachunków za ciepło, parafialne budżety pozostają dla wielu zagadką. Tymczasem to właśnie ogrzewanie kościołów, często dużych i zabytkowych obiektów, pochłania dziś największą część wydatków. W standardowych warunkach pieniądze na ten cel pochodzą z regularnej tacy, jednak przy wyjątkowo niskich temperaturach i rosnących cenach energii parafie coraz częściej sięgają po dodatkowe formy wsparcia, organizują zbiórki, sprzedają symboliczne "cegiełki” lub proszą o wpłaty na konto.
Skala problemu widoczna jest w konkretnych liczbach. Jak wskazuje “Fakt”, Dominikanie z warszawskiego Służewia poinformowali, że ostatnia faktura za ogrzanie kościoła, budynku duszpasterskiego oraz klasztoru wyniosła aż 64 tys. zł. W grudniu, dzięki zbiórce oraz wpłatom do puszek i na konto bankowe, udało się zebrać 45,5 tys. zł, co i tak nie pokryło całości kosztów. Z kolei parafia Świętej Trójcy w Rypinie zapłaciła za ogrzewanie zabytkowej świątyni w grudniu 15 tys. 612 zł 39 gr, podczas gdy rok wcześniej rachunek wynosił niespełna 10 tys. zł. Wzrosty dotyczą nie tylko samego ogrzewania, rosną także inne opłaty, jak choćby koszty wywozu odpadów z cmentarzy. W efekcie parafie zmuszone są do szukania oszczędności: skracają kazania, stosują punktowe promienniki ciepła czy prowizoryczne maty grzewcze na ławkach, by ograniczyć zużycie energii i zapewnić wiernym choć minimalny komfort w zimowe miesiące.