Oszczędności Polaków zagrożone. ING Bank Śląski wydał nagły komunikat
Pogoń za szybkim zyskiem w dobie wysokiej inflacji i niskiego oprocentowania tradycyjnych lokat staje się wodą na młyn dla cyberprzestępców. Choć edukacja finansowa w Polsce stoi na coraz wyższym poziomie, oszuści nie próżnują, wdrażając technologie, które jeszcze kilka lat temu wydawały się domeną filmów science-fiction. Tym razem pod lupą znalazły się profesjonalnie przygotowane kampanie reklamowe, które podstępem drenują portfele Polaków.
- Przestępcy coraz śmielej używają narzędzi sztucznej inteligencji
- Psychologia manipulacji i rzekomy doradca na linii
- Jak chronić swój kapitał przed złodziejami?
Przestępcy coraz śmielej używają narzędzi sztucznej inteligencji
Współczesny phishing (metoda oszustwa, w której przestępca podszywa się pod inną osobę lub instytucję w celu wyłudzenia poufnych informacji) przestał kojarzyć się z niechlujnymi wiadomościami e-mail pełnymi błędów językowych. Dzisiejsze zagrożenie płynie prosto z mediów społecznościowych i najpopularniejszych portali informacyjnych, gdzie wyświetlane są reklamy obiecujące spektakularne zwroty z inwestycji w kryptowaluty, złoto czy srebro.
Jak informuje ING Bank Śląski w komunikacie z 28 stycznia 2026 roku, oszuści wykorzystują wizerunki powszechnie znanych i szanowanych postaci – od popularnych aktorów i sportowców, po wpływowych celebrytów. Wykorzystanie rozpoznawalnych twarzy ma na celu natychmiastowe zbudowanie zaufania u potencjalnej ofiary, która widząc autorytet, chętniej klika w podstawiony link.

Najbardziej niepokojącym elementem tej układanki jest jednak wykorzystanie technologii deepfake (technika obróbki obrazu i dźwięku, polegająca na nakładaniu obrazów twarzy osób na inne, tworząca realistyczne, lecz fałszywe nagrania wideo). Dzięki zaawansowanym algorytmom sztucznej inteligencji przestępcy są w stanie wygenerować nagranie, na którym znany przedsiębiorca lub prezenter telewizyjny zachęca do udziału w „unikalnym projekcie inwestycyjnym”.
Obraz i dźwięk są dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, co sprawia, że odróżnienie prawdy od manipulacji staje się dla przeciętnego internauty niemal niemożliwe. To właśnie te profesjonalne przygotowane kampanie sprawiają, że liczba poszkodowanych rośnie w tempie wykładniczym, a utracone kwoty idą w miliony złotych w skali całego sektora bankowego.
Psychologia manipulacji i rzekomy doradca na linii
Mechanizm oszustwa jest precyzyjnie zaplanowany i dzieli się na kilka etapów, z których każdy ma na celu stopniowe osłabianie czujności ofiary. Po przejściu na stronę internetową z reklamy użytkownik widzi wiarygodnie wyglądający portal inwestycyjny, często opatrzony logotypami znanych marek finansowych lub państwowych koncernów. Jedynym wymaganiem, by „zacząć zarabiać”, jest pozostawienie numeru telefonu.
Od tego momentu do akcji wkracza socjotechnika (zespół metod służących do manipulowania ludźmi w celu uzyskania określonych informacji lub nakłonienia do konkretnych działań). Do ofiary dzwoni rzekomy doradca inwestycyjny, który posługuje się profesjonalnym językiem branżowym, wykazuje empatię i cierpliwie tłumaczy zasady działania rynku, budując silną więź z klientem.

Kluczowym momentem jest prośba o wpłatę „pakietu startowego”. Zazwyczaj jest to kwota nieprzekraczająca 1000 złotych, co dla wielu osób jest barierą akceptowalną w kontekście obiecanych zysków. Taka relatywnie niska suma ma na celu uśpienie czujności – ofiara myśli, że nawet w przypadku porażki, strata nie będzie dotkliwa. Gdy pieniądze trafią na konto oszustów, klient otrzymuje dostęp do fałszywego panelu inwestycyjnego.
Wyświetlane tam wykresy i statystyki pokazują dynamiczny wzrost kapitału, co ma zachęcić do wpłacania znacznie większych kwot. W rzeczywistości żadne inwestycje nie mają miejsca, a środki są natychmiast transferowane na konta za granicą lub zamieniane na kryptowaluty, co utrudnia ich późniejsze odzyskanie przez organy ścigania.
Zobacz też: Państwo dostanie dostęp do Twoich kont? Nowe prawo już na stole. Burza w sieci
Jak chronić swój kapitał przed złodziejami?
W obliczu tak wyrafinowanych metod jedyną skuteczną barierą pozostaje zasada ograniczonego zaufania. ING Bank Śląski podkreśla, że żadna legalnie działająca instytucja finansowa nie gwarantuje wysokich zysków bez ryzyka, a już na pewno nie prosi o instalację dodatkowego oprogramowania do „zdalnej pomocy” (np. AnyDesk lub TeamViewer), co jest częstym elementem procederu oszustów.
Jeśli rzekomy konsultant prosi o zainstalowanie aplikacji na telefonie lub komputerze, możemy być pewni, że mamy do czynienia z próbą kradzieży. Tego typu programy dają przestępcom pełny dostęp do naszego urządzenia, w tym do aplikacji bankowych i haseł, co pozwala im na samodzielne wykonywanie przelewów bez naszej wiedzy.
Ważnym krokiem w procesie weryfikacji jest sprawdzenie, czy firma, która oferuje nam inwestycje, znajduje się na liście ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego. Jest to organ sprawujący nadzór nad rynkiem finansowym w Polsce, który publikuje dane podmiotów prowadzących działalność bez wymaganych zezwoleń. Pamiętajmy, że emocje są najgorszym doradcą w świecie finansów.
Oszuści często stosują technikę „presji czasu”, twierdząc, że oferta jest limitowana lub że właśnie nadarza się jedyna w swoim rodzaju okazja na rynku. Jeśli poczujesz, że rozmówca naciska na szybką decyzję, najlepiej natychmiast przerwać połączenie i skontaktować się bezpośrednio z oficjalną infolinią swojego banku w celu zgłoszenia incydentu.