To było niezwykłe znalezisko na Dolnym Śląsku. Największy skarb w historii Polski
Historyczne znalezisko na Dolnym Śląsku, okrzyknięte Skarbem Tysiąclecia, do dziś budzi podziw swoją wartością i niesmak okolicznościami, w jakich ujrzało światło dzienne. Szacuje się, że przypadkowo znalezione przedmioty na miejskim wysypisku mogą być warte nawet 300 mln złotych. Gorączka złota, która ogarnęła Dolny Śląsk pod koniec PRL-u, uwidoczniła słabość państwowych instytucji. Dlaczego część elementów tej cennej kolekcji bezpowrotnie zaginęła?
- Plac budowy i miejskie wysypisko pełne skarbów
- Hałdy złota pod nosem milicji i amatorskie wykopaliska
- Największy średniowieczny skarb w Polsce. Złoto warte fortunę
Plac budowy i miejskie wysypisko pełne skarbów
Odkrywanie tajemnic przeszłości na terenach miejskich niemal zawsze wiąże się z rygorystycznymi procedurami konserwatorskimi. Na każdym placu budowy, szczególnie w miastach o bogatej, średniowiecznej historii, obecność nadzoru archeologicznego jest dziś standardem wymuszonym przez prawo budowlane i ustawę o ochronie zabytków. Wszystko, co znajduje się w ziemi, stanowi własność Skarbu Państwa, a odkrycie jakiegokolwiek przedmiotu o charakterze zabytkowym powinno skutkować natychmiastowym wstrzymaniem prac.
Niestety, w połowie lat osiemdziesiątych rzeczywistość na Dolnym Śląsku wyglądała zupełnie inaczej. Gdy 6 czerwca 1985 roku robotnicy przy ul. Daszyńskiego 14 w Środzie Śląskiej, niecałe 40 km od Wrocławia, natrafili na gliniany dzban wypełniony srebrnymi monetami, nikt nie pomyślał o profesjonalnych badaniach. Tysiące bezcennych monet zostały zabezpieczone przez milicję i trafiło do Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu.
Jednocześnie teren, na którym szykowano wykop pod budynek centrali telefonicznej, potraktowano jak zwykły plac budowy, a roboty kontynuowano bez jakiejkolwiek refleksji nad wagą znaleziska. To pierwsze niedopatrzenie było zaledwie wstępem do serii katastrofalnych w skutkach decyzji, które doprowadziły do rozproszenia jednego z najcenniejszych depozytów w Europie. Prawdziwa eksplozja emocji nastąpiła trzy lata później, 24 maja 1988 roku, kiedy niemal w tym samym miejscu operator koparki ponownie natrafił na gliniane skorupy, w których krył się średniowieczne drogocenności. Tym razem z ziemi wydobyły się nie tylko monety, ale i złoto, co natychmiast wywołało w mieście prawdziwą gorączkę.
Hałdy złota pod nosem milicji i amatorskie wykopaliska
Zamiast zabezpieczyć teren i przesiać każdą grudkę ziemi, władze pozwoliły na wywożenie gruzu i ziemi z wykopu na teren Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. To właśnie tam, na hałdach śmieci i ziemi, zaczęły się dziać sceny przypominające czasy Dzikiego Zachodu. Bawiące się dzieci wykopały złotą zausznicę, a uczniowie znajdowali fragmenty złotej korony. Chaos pogłębiał fakt, że wysypisko było pilnowane jedynie w nocy przez wartownika, co rano stwarzało idealne warunki dla szabrowników z całej Polski.
Symbolem tamtych dni stał się złoty orzeł wysadzany kamieniami szlachetnymi, który został znaleziony przez małego chłopca, a następnie odkupiony przez jednego z mieszkańców i ostatecznie przekazany milicji. Dopiero takie sygnały oraz odnalezienie złotego kwiatonu, czyli elementu dekoracyjnego w kształcie kwiatu, przez uczciwego obywatela zmusiły aparat państwowy do podjęcia radykalnych działań.
Skala zaniedbań była tak ogromna, że do odzyskania artefaktów zaangażowano prokuraturę i milicję w ramach akcji o kryptonimie „Korona”. Funkcjonariusze, dysponując ponad pięćdziesięcioma nakazami rewizji, przeszukiwali średzkie mieszkania, znajdując u ludzi setki monet i elementy biżuterii, które nigdy nie powinny tam trafić.
Największy średniowieczny skarb w Polsce. Złoto warte fortunę
Największą perełką zbioru jest kobieca korona ślubna z początku XIV wieku, ozdobiona perłami, szafirami i granatami oraz zwieńczona miniaturowymi orłami. Prawdopodobnie należała do żony cesarza Karola IV Luksemburskiego, Blanki de Valois, i jest jedyną zachowaną do dziś średniowieczną koroną tego typu.

Ostatecznie udało się skompletować unikatowy zestaw: osiem segmentów złotej korony z orłami, potężną kolistą zaponę z kameą (ozdobną klamrę do spinania płaszczy), liczne zawieszki i pierścienie. Obecny, zinwentaryzowany skarb średzki liczy ponad 7,4 tysiąca srebrnych monet oraz około 40 złotych, głównie z XIV wieku. Wśród nich przeważają grosze praskie, choć w kolekcji znajdują się również floreny, dukaty, halerze i grosze miśnieńskie.
Jedną z największych tajemnic skarbu jest jego pochodzenie. Badacze ustalili, że skarb pełnił funkcję zastawu pod pożyczkę, którą w połowie XIV wieku król Karol IV Luksemburski zaciągnął u miejscowego bankiera żydowskiego pochodzenia. Środa Śląska, położona na ważnym szlaku handlowym, była wówczas zamożnym miastem, zamieszkanym przez bogate rodziny kupieckie, co sprawia, że to właśnie tutaj depozyt mógł zostać ukryty - i nigdy nie odebrany. Wartość znaleziska oszałamia – szacuje się ją na kwotę od 100 do nawet 300 milionów złotych.
Skarb Średzki można oglądać we wrocławskim Muzeum Narodowym przez ostatnie trzy miesiące każdego roku, natomiast w pozostałym czasie eksponowany jest w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej. Średniowieczny skarb na zawsze pozostanie przestrogą przed tym, jak łatwo przez brak procedur i ignorancję można zaprzepaścić dziedzictwo narodowe o światowym znaczeniu.