biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Czy państwo może zabrać pieniądze z PPK? Ekspertka stawia sprawę jasno. Większość Polaków o tym nie wie
Darek Dziduch
Darek Dziduch 06.03.2026 16:51

Czy państwo może zabrać pieniądze z PPK? Ekspertka stawia sprawę jasno. Większość Polaków o tym nie wie

Czy państwo może zabrać pieniądze z PPK? Ekspertka stawia sprawę jasno. Większość Polaków o tym nie wie
Fot. East News

– Jeżeli nie przystępujemy do PPK, to po prostu zarabiamy mniej. Rezygnacja z programu to rezygnacja z swoistej podwyżki o 1,5 procent, którą co miesiąc funduje nam pracodawca – mówi w rozmowie z BiznesInfo Marta Damm-Świerocka, ekspertka programów emerytalnych. 

  • Trauma po reformie OFE – To, co notujemy od samego początku, to brak zaufania do rozwiązań publicznych. Ja to nazywam już traumą po OFE – podkreśla Marta Damm-Świerocka.
  • Prywatność gwarantowana ustawą – Gdyby ustawodawca nagle zmienił ustawę i zabrał te środki, równie dobrze mógłby zająć nasze prywatne pieniądze na koncie bankowym – zauważa ekspertka.
  • Zysk już na starcie – Nawet zarabiający minimalną pensję zyskują na wejściu trzy razy więcej, niż wpłacają, dzięki obowiązkowej dopłacie od pracodawcy – dodaje rozmówczyni.

PPK a OFE

Polak z natury jest nieufny, zwłaszcza gdy państwo wyciąga rękę i mówi: „Chodź, pomogę ci oszczędzać”. W pamięci zbiorowej wciąż tkwi demontaż Otwartych Funduszy Emerytalnych, który dla wielu stał się symbolem niedotrzymanej obietnicy. Jednak liczby powoli zaczynają wygrywać z uprzedzeniami. Partycypacja w Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) przekroczyła właśnie 59 procent. To historyczny wynik, choć wciąż blisko połowa uprawnionych woli konsumować pensję na bieżąco, tracąc realne dopłaty.

– To, co notujemy od samego początku, to brak zaufania do rozwiązań publicznych. Nie chcę już kolejny raz o tym wspominać, ale to wciąż nam się przewija we wszystkich badaniach. Ja to nazywam już traumą po OFE – mówi w rozmowie z BiznesInfo Marta Damm-Świerocka.

Ekspertka zwraca uwagę, że choć PPK jest częścią tzw. trzeciego filaru, to jego konstrukcja fundamentalnie różni się od tego, co znaliśmy wcześniej. Kluczowym słowem jest tu „prywatność”. Środki w PPK pochodzą z wpłat pracownika, pracodawcy i państwa, ale od pierwszego dnia stanowią prywatną własność uczestnika – tak samo jak pieniądze na lokacie bankowej.

– Co więcej, są to pieniądze, które trafiają do PPK po opodatkowaniu, co dodatkowo podkreśla ich prywatny charakter. Jeżeli mówimy o tym, że przyjdzie ustawodawca i nagle zmieni nam ustawę, to równie dobrze i na takiej samej zasadzie mógłby zająć nasze środki na koncie bankowym – zauważa Damm-Świerocka.

Strach przed „skokiem na kasę”

Wielu pracowników wstrzymuje się z decyzją o oszczędzaniu, obawiając się, że pewnego dnia rząd „zamrozi” wypłaty. Scenariusz, w którym politycy zmieniają zasady gry w trakcie jej trwania, jest w polskiej debacie publicznej wiecznie żywy. Jednak mechanizm PPK ma wbudowany bezpiecznik: prawo do zwrotu gotówki w dowolnym momencie, bez podawania przyczyny.

– Jeżeli wiemy, że pieniądze z PPK można wycofać w każdej chwili, to podczas ewentualnej ścieżki legislacyjnej, która przecież trwa, podejrzewam, że 90 procent z państwa by to zrobiło. Nie sądzę więc, by znalazł się ustawodawca, który odważyłby się na jakiekolwiek takie ruchy – uspokaja Marta Damm-Świerocka. 

Dodaje przy tym stanowczo: 

– Żeby była jasność: nie ma żadnych projektów, by zakazać zwrotu. Zakazanie zwrotu z PPK byłoby ewenementem, bo w każdym z programów trzeciego filaru istnieje możliwość wcześniejszej wypłaty. To są prywatne środki uczestników i nikt na ten zwrot się nie poważa.

Matematyka silniejsza od emocji

Dla kogo właściwie jest PPK? Wśród sceptyków krąży mit, że to zabawa dla zamożnych, którzy mają z czego odkładać. Rzeczywistość jest inna – program został skrojony tak, by najbardziej premiować tych, którzy zarabiają najmniej. Osoby o niższych dochodach mogą obniżyć swoją wpłatę do zaledwie 0,5 procent, podczas gdy pracodawca i tak musi dołożyć im ustawowe 1,5 procent.

– Tutaj obalamy kolejny mit. Każdy, nawet zarabiający minimalną pensję, może należeć do PPK. Wpłacając pół procent swojego wynagrodzenia, z automatu dostaje 1,5 procent od pracodawcy. To jest zawsze minimum, którego pracodawca nie może obniżyć. Zyskuje się więc na wejściu trzy razy więcej, niż się wkłada – wylicza ekspertka.

To jednak nie wszystko. Do równania dochodzą zyski z inwestycji. Pieniądze w PPK pracują w tzw. funduszach zdefiniowanej daty. System jest niemal bezobsługowy – im młodszy jest uczestnik, tym odważniej fundusz inwestuje w akcje. Im bliżej do sześćdziesiątki, tym bezpieczniej lokuje kapitał w obligacjach, by chronić to, co już zostało wypracowane.

– Im bliżej 60. roku życia jesteśmy, tym więcej naszych środków jest inwestowanych w obligacje i dokumenty dłużne, czyli instrumenty mniej ryzykowne. Im dalej od tego wieku, tym udział akcji jest większy, bo mamy czas, żeby to ryzyko podjąć – wyjaśnia Damm-Świerocka w rozmowie z BiznesInfo.

Efekty? W funduszach o najbardziej agresywnym profilu zyski sięgają dziś nawet 211 procent.

Pułapka rezygnacji

Największym wrogiem długofalowego oszczędzania jest niecierpliwość. Mechanizm PPK opiera się na efekcie procentu składanego – pieniądze zarabiają na siebie nawzajem, tworząc z czasem potężną „kulę śnieżną” kapitału. Każda przerwa w oszczędzaniu to realna strata, której nie da się odrobić.

– My przekonujemy i tłumaczymy, że w PPK najważniejszy jest ten efekt procentu składanego. Oszczędności sukcesywnie rosną, a im są większe, tym większy dają dochód dodatkowy. Jeżeli przerwiemy to oszczędzanie, przerywamy budowanie tego procentu. To się po prostu, krótko mówiąc, nie opłaca – podsumowuje Marta Damm-Świerocka.

Dla tych, którzy cenią wolność wyboru, pozostaje kwestia autozapisu. Choć system automatycznie włącza nas do programu, nikt nie zmusza do pozostania w nim na siłę. Polacy nie lubią, gdy im się coś narzuca, ale w tym przypadku „przymus” jest czysto techniczny i ma ułatwić start tym mniej zdecydowanym.

– W PPK jest pełna dobrowolność uczestniczenia. Autozapis ma ułatwić przystąpienie do programu, ale jeśli ktoś nie chce, w każdej chwili może złożyć rezygnację – zauważa Damm-Świerocka. 

Pytanie tylko, czy stać nas na to, by co miesiąc odmawiać darmowej podwyżki od pracodawcy i państwa, którą eksperci nazywają „swoistą podwyżką”.

Cała rozmowa dostępna na YouTube:

Źródło: BiznesInfo

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
emerytura
Upewnij się, że masz ten dokument w portfelu. Nie każdy wyrabia, a w razie wojny może uratować życie
Fundusz Wsparcia Kredytobiorców
Państwo dopłaca do kredytu nawet 3 tys. zł co miesiąc. Mało kto o tym wie, decyduje jedna rzecz
Świadczenia dla rodziców
208 tys. zł jednorazowo za urodzenie dziecka zamiast 800 plus. Ministra rodziny zabiera głos
Składka zdrowotna
Ta grupa płaci najniższe składki zdrowotne. Inni wydają znacznie więcej
Wysokość renty 2026
ZUS podnosi renty. Takie stawki obowiązują w 2026 roku
telefon z PRL
Arcytrudny quiz o PRL. To nie tylko długie kolejki i kartki na mięso. Sprawdź się
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: