Czy państwo może zabrać pieniądze z PPK? Ekspertka stawia sprawę jasno. Większość Polaków o tym nie wie
– Jeżeli nie przystępujemy do PPK, to po prostu zarabiamy mniej. Rezygnacja z programu to rezygnacja z swoistej podwyżki o 1,5 procent, którą co miesiąc funduje nam pracodawca – mówi w rozmowie z BiznesInfo Marta Damm-Świerocka, ekspertka programów emerytalnych.
- Trauma po reformie OFE – To, co notujemy od samego początku, to brak zaufania do rozwiązań publicznych. Ja to nazywam już traumą po OFE – podkreśla Marta Damm-Świerocka.
- Prywatność gwarantowana ustawą – Gdyby ustawodawca nagle zmienił ustawę i zabrał te środki, równie dobrze mógłby zająć nasze prywatne pieniądze na koncie bankowym – zauważa ekspertka.
- Zysk już na starcie – Nawet zarabiający minimalną pensję zyskują na wejściu trzy razy więcej, niż wpłacają, dzięki obowiązkowej dopłacie od pracodawcy – dodaje rozmówczyni.
PPK a OFE
Polak z natury jest nieufny, zwłaszcza gdy państwo wyciąga rękę i mówi: „Chodź, pomogę ci oszczędzać”. W pamięci zbiorowej wciąż tkwi demontaż Otwartych Funduszy Emerytalnych, który dla wielu stał się symbolem niedotrzymanej obietnicy. Jednak liczby powoli zaczynają wygrywać z uprzedzeniami. Partycypacja w Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) przekroczyła właśnie 59 procent. To historyczny wynik, choć wciąż blisko połowa uprawnionych woli konsumować pensję na bieżąco, tracąc realne dopłaty.
– To, co notujemy od samego początku, to brak zaufania do rozwiązań publicznych. Nie chcę już kolejny raz o tym wspominać, ale to wciąż nam się przewija we wszystkich badaniach. Ja to nazywam już traumą po OFE – mówi w rozmowie z BiznesInfo Marta Damm-Świerocka.
Ekspertka zwraca uwagę, że choć PPK jest częścią tzw. trzeciego filaru, to jego konstrukcja fundamentalnie różni się od tego, co znaliśmy wcześniej. Kluczowym słowem jest tu „prywatność”. Środki w PPK pochodzą z wpłat pracownika, pracodawcy i państwa, ale od pierwszego dnia stanowią prywatną własność uczestnika – tak samo jak pieniądze na lokacie bankowej.
– Co więcej, są to pieniądze, które trafiają do PPK po opodatkowaniu, co dodatkowo podkreśla ich prywatny charakter. Jeżeli mówimy o tym, że przyjdzie ustawodawca i nagle zmieni nam ustawę, to równie dobrze i na takiej samej zasadzie mógłby zająć nasze środki na koncie bankowym – zauważa Damm-Świerocka.
Strach przed „skokiem na kasę”
Wielu pracowników wstrzymuje się z decyzją o oszczędzaniu, obawiając się, że pewnego dnia rząd „zamrozi” wypłaty. Scenariusz, w którym politycy zmieniają zasady gry w trakcie jej trwania, jest w polskiej debacie publicznej wiecznie żywy. Jednak mechanizm PPK ma wbudowany bezpiecznik: prawo do zwrotu gotówki w dowolnym momencie, bez podawania przyczyny.
– Jeżeli wiemy, że pieniądze z PPK można wycofać w każdej chwili, to podczas ewentualnej ścieżki legislacyjnej, która przecież trwa, podejrzewam, że 90 procent z państwa by to zrobiło. Nie sądzę więc, by znalazł się ustawodawca, który odważyłby się na jakiekolwiek takie ruchy – uspokaja Marta Damm-Świerocka.
Dodaje przy tym stanowczo:
– Żeby była jasność: nie ma żadnych projektów, by zakazać zwrotu. Zakazanie zwrotu z PPK byłoby ewenementem, bo w każdym z programów trzeciego filaru istnieje możliwość wcześniejszej wypłaty. To są prywatne środki uczestników i nikt na ten zwrot się nie poważa.
Matematyka silniejsza od emocji
Dla kogo właściwie jest PPK? Wśród sceptyków krąży mit, że to zabawa dla zamożnych, którzy mają z czego odkładać. Rzeczywistość jest inna – program został skrojony tak, by najbardziej premiować tych, którzy zarabiają najmniej. Osoby o niższych dochodach mogą obniżyć swoją wpłatę do zaledwie 0,5 procent, podczas gdy pracodawca i tak musi dołożyć im ustawowe 1,5 procent.
– Tutaj obalamy kolejny mit. Każdy, nawet zarabiający minimalną pensję, może należeć do PPK. Wpłacając pół procent swojego wynagrodzenia, z automatu dostaje 1,5 procent od pracodawcy. To jest zawsze minimum, którego pracodawca nie może obniżyć. Zyskuje się więc na wejściu trzy razy więcej, niż się wkłada – wylicza ekspertka.
To jednak nie wszystko. Do równania dochodzą zyski z inwestycji. Pieniądze w PPK pracują w tzw. funduszach zdefiniowanej daty. System jest niemal bezobsługowy – im młodszy jest uczestnik, tym odważniej fundusz inwestuje w akcje. Im bliżej do sześćdziesiątki, tym bezpieczniej lokuje kapitał w obligacjach, by chronić to, co już zostało wypracowane.
– Im bliżej 60. roku życia jesteśmy, tym więcej naszych środków jest inwestowanych w obligacje i dokumenty dłużne, czyli instrumenty mniej ryzykowne. Im dalej od tego wieku, tym udział akcji jest większy, bo mamy czas, żeby to ryzyko podjąć – wyjaśnia Damm-Świerocka w rozmowie z BiznesInfo.
Efekty? W funduszach o najbardziej agresywnym profilu zyski sięgają dziś nawet 211 procent.
Pułapka rezygnacji
Największym wrogiem długofalowego oszczędzania jest niecierpliwość. Mechanizm PPK opiera się na efekcie procentu składanego – pieniądze zarabiają na siebie nawzajem, tworząc z czasem potężną „kulę śnieżną” kapitału. Każda przerwa w oszczędzaniu to realna strata, której nie da się odrobić.
– My przekonujemy i tłumaczymy, że w PPK najważniejszy jest ten efekt procentu składanego. Oszczędności sukcesywnie rosną, a im są większe, tym większy dają dochód dodatkowy. Jeżeli przerwiemy to oszczędzanie, przerywamy budowanie tego procentu. To się po prostu, krótko mówiąc, nie opłaca – podsumowuje Marta Damm-Świerocka.
Dla tych, którzy cenią wolność wyboru, pozostaje kwestia autozapisu. Choć system automatycznie włącza nas do programu, nikt nie zmusza do pozostania w nim na siłę. Polacy nie lubią, gdy im się coś narzuca, ale w tym przypadku „przymus” jest czysto techniczny i ma ułatwić start tym mniej zdecydowanym.
– W PPK jest pełna dobrowolność uczestniczenia. Autozapis ma ułatwić przystąpienie do programu, ale jeśli ktoś nie chce, w każdej chwili może złożyć rezygnację – zauważa Damm-Świerocka.
Pytanie tylko, czy stać nas na to, by co miesiąc odmawiać darmowej podwyżki od pracodawcy i państwa, którą eksperci nazywają „swoistą podwyżką”.
Cała rozmowa dostępna na YouTube:
Źródło: BiznesInfo