Budżet pod presją. Państwo potrzebuje pieniędzy, a jednocześnie ogranicza część dochodów
Polskie finanse publiczne znalazły się w trudnym momencie. Z jednej strony państwo potrzebuje coraz więcej pieniędzy, m.in. na obronność, transformację energetyczną czy system emerytalny. Z drugiej strony dochody budżetu zaczynają spadać, a nowe regulacje mogą ograniczać wpływy z ważnych sektorów gospodarki, w tym także z rolnictwa. Czy rząd sam sobie nie podcina gałęzi, forsując przepisy, które ograniczą dochody państwa?
Budżet pod ogromną presją
Szacunkowe wykonanie budżetu państwa za 2025 r. pokazuje, że sytuacja finansów publicznych staje się coraz trudniejsza. Dochody budżetu wyniosły 594,6 mld zł, czyli około 94 proc. tego, co zakładano w ustawie budżetowej. W tym samym czasie wydatki sięgnęły 870,2 mld zł, co oznacza 94,4 proc. planu. W efekcie deficyt zamknął się kwotą 275,6 mld zł, czyli prawie całym zaplanowanym poziomem zadłużenia na ten rok.
Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że dochody państwa spadły rok do roku. W 2025 r. budżet zebrał o 28,7 mld zł mniej niż w 2024 r., co oznacza spadek o 4,6 proc. W praktyce oznacza to, że państwo ma coraz mniejsze wpływy, a jednocześnie jego wydatki pozostają bardzo wysokie. Taka kombinacja zawsze prowadzi do jednego: rosnącego deficytu i jeszcze większej presji na szukanie nowych pieniędzy.
Największym obciążeniem dla budżetu jest dziś modernizacja polskiej armii. W związku z napiętą sytuacją bezpieczeństwa w Europie Polska zwiększyła wydatki na obronność do ponad 4 proc. PKB, co jest jednym z najwyższych poziomów w NATO. Zakup systemów obrony powietrznej, czołgów, artylerii czy nowoczesnych samolotów bojowych kosztuje dziesiątki miliardów złotych rocznie.
Ale wojsko to tylko część wydatków państwa. Budżet musi jednocześnie finansować rosnące koszty emerytur i różnych świadczeń społecznych, coraz droższy system ochrony zdrowia oraz kosztowną transformację energetyczną wynikającą z polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Do tego dochodzą duże inwestycje infrastrukturalne i transportowe oraz różne programy wsparcia dla gospodarki i rolnictwa.
Wszystko to kosztuje ogromne pieniądze. Nic więc dziwnego, że rząd coraz intensywniej szuka nowych źródeł dochodów. Tylko czy szuka ich tam, gdzie powinien?
Rząd szuka pieniędzy w podatkach
Jednym z kierunków są zmiany w systemie podatkowym. Obecnie trwają prace nad czterema projektami zmian w Ordynacji podatkowej, które – według zapowiedzi – mają wejść w życie jeszcze w 2026 r.
Zmiany dotyczą m.in. nowych zasad przedawniania zobowiązań podatkowych. Fiskus ma zyskać więcej możliwości wydłużania terminów przedawnienia oraz zawieszania ich biegu w określonych sytuacjach. Planowane są także zmiany w zasadach rozliczania nadpłat podatku oraz przepisach dotyczących odpowiedzialności członków zarządów za zaległości podatkowe spółek.
W praktyce oznacza to, że państwo chce mieć więcej narzędzi do kontrolowania i egzekwowania podatków. Problem polega jednak na tym, że w tym samym czasie pojawiają się regulacje, które mogą ograniczać legalną działalność gospodarczą i zmniejszać wpływy podatkowe.
Tytoń to bardzo ważna część rolnictwa
Dobrym przykładem jest sektor tytoniowy, który od lat stanowi jeden z kluczowych elementów polskiego rolnictwa. Uprawa tytoniu ma w Polsce długą tradycję i koncentruje się przede wszystkim w kilku regionach kraju: lubelsko-podkarpackim, świętokrzysko-małopolskim, kujawsko-pomorskim, mazurskim oraz dolnośląskim.
Plantacje zajmują około 9 tys. hektarów, a cały sektor daje pracę nawet 600 tysiącom osób. Chodzi nie tylko o samych rolników, ale także o pracowników zakładów suszenia tytoniu, firm przetwórczych i wielu innych przedsiębiorstw związanych z tą branżą.
Polska jest przy tym jednym z największych producentów tytoniu w Unii Europejskiej, obok Włoch i Hiszpanii. Duża część produkcji trafia na eksport. Dla wielu gospodarstw jest to działalność prowadzona od pokoleń i podstawowe źródło utrzymania.
Plantatorzy alarmują
Plantatorzy tytoniu coraz częściej zwracają uwagę, że sektor stoi w obliczu rosnącej presji zmian w prawie. Dotyczy to zarówno polityki unijnej, która zakłada ograniczanie produkcji tytoniu, jak i krajowych przepisów dotyczących wyrobów nikotynowych.
Jednym z najbardziej dyskutowanych projektów jest ustawa oznaczona numerem UD213, która przewiduje m.in. wyeliminowanie z rynku niektórych produktów nikotynowych. Ustawa ta została skierowana obecnie do Rady Ministrów, niedługo może trafić do Sejmu.
Według szacunków branży może to oznaczać utracone wpływy z akcyzy rzędu około 520 mln zł rocznie. W ciągu kilku lat straty dla budżetu mogą sięgać nawet kilku miliardów złotych.
Z punktu widzenia finansów państwa jest to dość paradoksalna sytuacja. W momencie, gdy budżet pilnie potrzebuje pieniędzy, część dochodów może zostać ograniczona. Dla rolników problem jest bardzo konkretny. Jeśli popyt na krajowy tytoń spadnie w wyniku nowych regulacji, produkcja będzie ograniczona, a w skrajnym przypadku nawet wygaszona.
Branża zwraca uwagę, że rynek wtedy nie zniknie. Może po prostu zostać zastąpiony przez importowany tytoń z krajów o niższych standardach produkcji. W takiej sytuacji stracą nie tylko plantatorzy. Stracą również zakłady przetwórcze, firmy współpracujące z branżą oraz lokalne społeczności, które od lat funkcjonują wokół tej produkcji.
Sektor tytoniowy jest jednym z ważniejszych źródeł dochodów podatkowych dla państwa. Akcyza od wyrobów tytoniowych przynosi budżetowi dziesiątki miliardów złotych rocznie.
Dlatego każda regulacja, która ogranicza legalny rynek, oznacza także mniejsze wpływy do budżetu państwa.
A tych pieniędzy, przy deficycie przekraczającym 275 miliardów złotych, Polska będzie w najbliższych latach potrzebowała coraz więcej.