Znane w Polsce biuro podróży z zakazem wykonywania działalności. Długi mają sięgać milionów
Sytuacja jednego z najbardziej rozpoznawalnych graczy na polskim rynku turystycznym stała się jasna w najgorszy możliwy sposób. Biuro podróży, które w samym 2024 roku wysłało na urlop ponad 31 tysięcy Polaków, otrzymało oficjalny i natychmiastowy zakaz wykonywania działalności.
- Milionowe długi znanego biura podróży
- Czy klienci odzyskają pieniądze i co z funduszem TFG?
- Zakaz wykonywania działalności przez lata
Milionowe długi znanego biura podróży
Wpis w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Przedsiębiorców Ułatwiających Nabywanie Powiązanych Usług Turystycznych nie pozostawia złudzeń – biuro, które przez trzy dekady budowało swoją pozycję jako lider kierunków bałkańskich, z dnia na dzień utraciło prawo do sprzedaży pakietów wakacyjnych. Decyzja Marszałka Województwa Śląskiego ma rygor natychmiastowej wykonalności, co oznacza, że w lutym 2026 roku firma znalazła się w głębokim defensywnym dryfie.
Przyczyną tego drastycznego kroku jest brak wymaganej prawem gwarancji ubezpieczeniowej oraz narastające problemy finansowe, które rzucają cień na przyszłość tysięcy planowanych wyjazdów. Choć marka nie znika całkowicie z rejestrów, jej pole manewru zostało ograniczone do minimum, pozostawiając klientów w stanie ogromnej niepewności co do losu ich wpłaconych zaliczek.

Problemy Rego-Bis to nie jest nagły wypadek przy pracy, lecz efekt kuli śnieżnej, która narastała od wielu miesięcy. Kluczowym momentem okazało się wygaśnięcie gwarancji ubezpieczeniowej w towarzystwie UNIQA, która opiewała na kwotę 15 milionów złotych. Zgodnie z ustawą o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych, każdy organizator musi posiadać zabezpieczenie finansowe na wypadek niewypłacalności.
Gdy ubezpieczyciel odmówił przedłużenia polisy, organ nadzorczy nie miał innego wyjścia, jak wykreślić firmę z rejestru organizatorów. Jak donosi "Rzeczpospolita", brak gwarancji to tylko wierzchołek góry lodowej, pod którym kryją się potężne zobowiązania finansowe wobec kontrahentów.

Jeden z przewoźników lotniczych domaga się od katowickiej spółki ponad miliona złotych z tytułu kar za odwołane loty czarterowe w poprzednim sezonie. To jednak nie wszystko – sieć agentów turystycznych, będących "krwiobiegiem" sprzedaży, od dłuższego czasu nie otrzymuje należnych prowizji, które w skrajnych przypadkach sięgają dziesiątek tysięcy złotych na jeden podmiot.
Do tego dochodzą skargi animatorów i rezydentów, którzy mimo zakończenia pracy w ubiegłym roku, wciąż czekają na zaległe wypłaty. Alarmujące są również dane z Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, do którego biuro od czterech miesięcy nie odprowadzało składek od sprzedanych wycieczek. W obliczu takich danych, przejście w "tryb awaryjny" wydaje się jedyną drogą dla zarządu, choć dla wielu obserwatorów rynku wygląda to na powolne zwijanie żagli. Firma wciąż może legalnie sprzedawać pojedyncze usługi, takie jak same noclegi w hotelach (bez transportu), ale ich główny model biznesowy legł w gruzach.
Czy klienci odzyskają pieniądze i co z funduszem TFG?
Dla osób, które zarezerwowały wakacje w Rego-Bis na sezon 2026, kluczowe jest pytanie o bezpieczeństwo środków. W polskim systemie prawnym funkcjonuje tzw. II filar zabezpieczeń, czyli Turystyczny Fundusz Gwarancyjny (instytucja zapewniająca zwrot wpłat w przypadku niewypłacalności biura). Problem polega jednak na tym, że zakaz wydany przez Marszałka to nie to samo, co oficjalne ogłoszenie niewypłacalności.
Dopóki biuro podróży samo nie złoży oświadczenia o braku środków na zwroty lub kontynuację działalności, mechanizm funduszu nie uruchamia się automatycznie. Klienci mogą więc utknąć w próżni prawnej – z jednej strony mają wykupioną wycieczkę, której biuro nie może zorganizować, a z drugiej nie mogą od razu zgłosić się po środki do funduszu.

Sytuacja jest dynamiczna i wymaga od niedoszłych turystów dużej czujności. Eksperci wskazują, że jeśli biuro nie posiada ważnej gwarancji ubezpieczeniowej (I filar), to technicznie nie powinno przyjmować nowych wpłat na imprezy turystyczne. Jeśli jednak umowa została zawarta w czasie, gdy gwarancja była jeszcze ważna, środki powinny być chronione. Warto zaznaczyć, że Rego-Bis próbuje ratować się zmianą modelu sprzedaży na tzw. agenta lub pośrednika, oferując same hotele.
Dla przeciętnego klienta, który kupił pakiet "all inclusive" z przelotem, taka zmiana jest nieakceptowalna i stanowi rażące naruszenie warunków umowy. W takim przypadku podróżnym przysługuje prawo do odstąpienia od umowy i żądania pełnego zwrotu wpłaconych kwot bezpośrednio od biura, co w obecnej kondycji finansowej spółki może być procesem długim i trudnym.
Zobacz też: MSZ apeluje do Polaków, nie lećcie do tego kraju. Nawet miejscowa policja nie pomoże
Zakaz wykonywania działalności przez lata
Wydanie zakazu wykonywania działalności to jedna z najsurowszych kar przewidzianych w polskim prawie turystycznym. Nie jest to jedynie czasowe zawieszenie, ale blokada powrotu na rynek w charakterze organizatora przez najbliższe 36 miesięcy.
Oznacza to, że Rego-Bis, firma z 30-letnim stażem, nie będzie mogła przygotowywać własnych ofert wycieczek co najmniej do 2029 roku. To potężny cios w wiarygodność marki, która przez lata kojarzyła się z budżetowymi wyjazdami do Albanii, Bułgarii czy Czarnogóry. Według ekspertów rynku turystycznego, tak długa banicja zazwyczaj kończy się trwałą likwidacją podmiotu lub jego przejęciem przez inny kapitał, o ile długi nie okażą się zbyt obciążające.
Dla klientów najważniejszą kwestią pozostaje weryfikacja biur w centralnym rejestrze przed wpłatą pierwszej zaliczki. Można tam sprawdzić nie tylko status firmy, ale przede wszystkim datę ważności i wysokość gwarancji ubezpieczeniowej, aby w przyszłości uniknąć podobnych problemów.