Pożar w znanym kurorcie, są nowe informacje. Właściciele zniknęli
Zimowe kurorty kojarzą się ze spokojem, prestiżem i wypoczynkiem na najwyższym poziomie, jednak ten sielankowy obraz brutalnie zburzyły tragiczne wydarzenia z sylwestrowej nocy. W prestiżowym Crans-Montana ogień strawił bar Le Constellation. Na ten moment potwierdzono śmierć 40 osób, dochodzenie wciąż trwa. Tymczasem właściciele lokalu zniknęli.
- Wzmożone ryzyko pożarów zimą
- Pożar w luksusowym kurorcie
- Właściciele lokalu zniknęli
Wzmożone ryzyko pożarów zimą
Sezon grzewczy to dla branży ubezpieczeniowej i służb ratunkowych okres wzmożonej czujności, a statystyki pożarnicze w miesiącach zimowych regularnie szybują w górę. W rejonach górskich, gdzie często spotyka się tradycyjną, drewnianą zabudowę, a instalacje grzewcze pracują na najwyższych obrotach, ryzyko zaprószenia ognia jest statystycznie wyższe niż w wielu nizinnych aglomeracjach. Częstą przyczyną tragedii są nieszczelne przewody kominowe, przeciążone instalacje elektryczne dogrzewające wychłodzone wnętrza czy wręcz zaniedbania w konserwacji systemów wentylacyjnych. W przypadku obiektów komercyjnych, takich jak hotele czy kluby, dochodzi do tego czynnik ludzki oraz presja ekonomiczna, która czasem skłania do oszczędności na bezpieczeństwie przeciwpożarowym.

Szczególnym momentem w kalendarzu każdego strażaka jest noc sylwestrowa, która co roku przynosi falę interwencji. Huczne powitania Nowego Roku, choć malownicze, niosą ze sobą gigantyczne zagrożenie w postaci fajerwerków i petard, które w rękach nieodpowiedzialnych osób stają się niebezpiecznym narzędziem. Zbłąkana rakieta lądująca na dachu czy iskra wpadająca do wnętrza z łatwopalnymi materiałami potrafią w kilka chwil zamienić luksusową posiadłość w zgliszcza. Warto jednak pamiętać, że w świecie wielkiego biznesu i nieruchomości zamieszanie bywa niekiedy wykorzystywane jako tło dla zaniedbań. Hałas, ogólny chaos i powszechność fajerwerków mogą stanowić element odwracający uwagę od rzeczywistych przyczyn tragedii, takich jak brak odpowiednich zabezpieczeń czy użycie niebezpiecznych materiałów budowlanych.
Pożar w luksusowym kurorcie
Około godziny 1:30 w nocy sylwestrowa zabawa w barze Le Constellation w Szwajcarii zamieniła się w tragedię. Według relacji świadków oraz analizy dostępnych nagrań wideo, do pożaru mogło dojść w wyniku użycia fajerwerków zamontowanych w butelkach szampana. Iskra miała dosięgnąć łatwopalnej izolacji znajdującej się pod sufitem lokalu.

W chwili zdarzenia w barze przebywało około 200 osób, głównie młodych ludzi świętujących nadejście Nowego Roku. Obsługa wnosiła na salę butelki szampana ozdobione tzw. zimnymi ogniami. Na zdjęciach z imprezy widać kelnerów siedzących na ramionach innych pracowników, trzymających nad głowami gości około sześciu płonących butelek. Niedługo później zapalił się sufit, ogień objął panele akustyczne po jednej stronie baru i w bardzo krótkim czasie zaczął rozprzestrzeniać się nad głowami imprezowiczów. Płonące fragmenty materiałów spadały na podłogę, wywołując panikę. Pożar błyskawicznie przerodził się w tzw. rozgorzenie. Pod sufitem zgromadziła się mieszanina gorących gazów o temperaturze sięgającej około 600 stopni Celsjusza, która w ułamku sekundy zamieniła się w śmiercionośną burzę ogniową, niemal całkowicie pozbawiając powietrze tlenu. Tłum próbował wydostać się z lokalu, kierując się w stronę schodów; jeden z uczestników bezskutecznie usiłował ugasić ogień.
Na miejsce szybko dotarły służby ratunkowe, które rozpoczęły dramatyczną akcję ewakuacji i udzielania pomocy poszkodowanym. Obecnie trwa dochodzenie mające ustalić dokładne przyczyny pożaru. Media informują o możliwych zaniedbaniach po stronie właścicieli lokalu. Zwraca się uwagę m.in. na panele sufitowe wykonane z wysoce łatwopalnych tworzyw sztucznych, pianki sklasyfikowanej jako M4 według normy NF P 92-507, oraz na fakt, że w lokalu mogącym pomieścić nawet 400 osób znajdowały się tylko jedne drzwi ewakuacyjne. Rodziny ofiar wciąż czekają na możliwość ich identyfikacji.
Zobacz też: Donald Trump powiedział to o ropie z Wenezueli. Wiadomo, co z cenami paliw
Właściciele lokalu zniknęli
Zniknięcie właścicieli lokalu, w którym doszło do tragicznego pożaru w alpejskim kurorcie Crans-Montana, stało się jednym z kluczowych wątków toczącego się śledztwa. Jak poinformowała prokuratura szwajcarskiego kantonu Valais, postępowanie karne zostało wszczęte przeciwko dwojgu właścicielom baru, 49-letniemu mężczyźnie i 40-letniej kobiecie, obywatelom Francji. Według doniesień mediów, po tragedii oboje przestali być osiągalni, a ich obecne miejsce pobytu pozostaje nieznane.
Portal szwajcarskiego dziennika "Blick” zwrócił uwagę, że tuż po pożarze z sieci zniknęły zdjęcia lokalu wykonane po niedawnym remoncie. Na opublikowanych wcześniej fotografiach widoczne były zmiany w wystroju wnętrza, które, jak podkreślają media, mogły mieć znaczenie dla bezpieczeństwa, w tym zwężone schody oraz inne elementy potencjalnie utrudniające ewakuację. Usunięcie tych materiałów po tragedii dodatkowo wzbudziło zainteresowanie opinii publicznej i rodzi pytania o zakres oraz skutki przeprowadzonych prac modernizacyjnych. Zniknięcie właścicieli następuje w momencie, gdy skala tragedii staje się coraz bardziej widoczna. Bilans pożaru to 40 ofiar śmiertelnych oraz 121 rannych, wśród nich obywatel Polski. Proces identyfikacji ofiar wciąż trwa, a specjaliści nie wykluczają konieczności przeprowadzenia badań DNA ze względu na stan części ciał. Pięć osób ciężko rannych nadal pozostaje niezidentyfikowanych, a stan niektórych poszkodowanych lekarze określają jako krytyczny.
Władze gminy Crans-Montana ogłosiły, że zamierzają występować w charakterze strony cywilnej w postępowaniu karnym. Ma to umożliwić im pełny udział w ustalaniu okoliczności pożaru oraz ewentualnej odpowiedzialności osób zarządzających lokalem. W miarę postępu śledztwa zniknięcie właścicieli pozostaje jednym z najbardziej niepokojących elementów sprawy, który, jak podkreślają media, może mieć istotne znaczenie dla dalszego biegu postępowania.