Mandat za jazdę zimą na letnich oponach? Kierowcy wciąż nie mają pojęcia
Choć kalendarzowa zima w pełni, a temperatura regularnie spada poniżej zera, polscy kierowcy wciąż mierzą się z niejednoznacznymi przepisami dotyczącymi ogumienia. W przeciwieństwie do wielu krajów europejskich Polska nie zdecydowała się na wprowadzenie sztywnego obowiązku wymiany opon na zimowe w konkretnych terminach, jednak brak bezpośredniego nakazu wcale nie oznacza pełnej bezkarności, a konsekwencje jazdy na letnim bieżniku przy oblodzonej nawierzchni mogą wykraczać daleko poza zwykłe ryzyko stłuczki.
- W Polsce kwestia opon zimowych nie jest uregulowana prawnie
- Pułapki w taryfikatorze i ryzyko utraty dowodu rejestracyjnego
- Te błędy spowodują kłopoty u ubezpieczyciela
W Polsce kwestia opon zimowych nie jest uregulowana prawnie
Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów w tej części kontynentu, gdzie kwestia opon zimowych nie jest uregulowana ustawowo w sposób bezpośredni. Przykładowo w Niemczech obowiązuje zasada sytuacyjna – jeśli na drodze panuje gołoledź, śnieg lub błoto pośniegowe, auto musi posiadać opony z oznaczeniem zimowym, pod groźbą wysokich grzywien.
Tymczasem w Polsce jedynym twardym wymogiem technicznym dotyczącym opon, wynikającym z rozporządzenia o warunkach technicznych pojazdów, jest minimalna głębokość bieżnika wynosząca 1,6 mm oraz brak uszkodzeń konstrukcyjnych odsłaniających osnowę.
Dla porównania specjaliści z branży oponiarskiej alarmują, że opona zimowa traci swoje właściwości trakcyjne już przy bieżniku rzędu 4 mm. Warto też pamiętać, że guma letnia twardnieje już w temperaturze poniżej 7°C, co drastycznie wydłuża drogę hamowania, nawet na suchej nawierzchni.

Brak jasnej daty granicznej, od której jazda na oponach letnich staje się wykroczeniem, tworzy ułudę bezpieczeństwa prawnego. Policja podczas kontroli drogowej nie ukarze nas mandatem za sam fakt posiadania opon letnich w grudniu, o ile ich stan techniczny (głębokość nacięć, brak pęknięć) mieści się w ogólnych normach.
Jednakże funkcjonariusze coraz częściej korzystają z zapisów art. 66 ust. 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym, który nakłada na właściciela obowiązek utrzymania pojazdu w stanie zapewniającym bezpieczeństwo jadącym nim osobom oraz innym uczestnikom ruchu. Jeśli mundurowy uzna, że samochód na letnim ogumieniu w trakcie śnieżycy stanowi realne zagrożenie, ma prawo do podjęcia stanowczych kroków, które mogą unieruchomić pojazd na dłuższy czas.
Pułapki w taryfikatorze i ryzyko utraty dowodu rejestracyjnego
Kiedy dochodzi do pogorszenia warunków atmosferycznych, interpretacja przepisów przez policję staje się znacznie bardziej rygorystyczna. Najpoważniejszym uprawnieniem służb w takim przypadku jest zatrzymanie dowodu rejestracyjnego. Może się to zdarzyć, gdy podczas kontroli funkcjonariusz stwierdzi, że pojazd zagraża bezpieczeństwu ruchu ze względu na niedostosowanie opon do panującej na jezdni warstwy lodu czy śniegu.
W takiej sytuacji kierowca nie tylko traci dokument (obecnie w formie wirtualnej adnotacji w systemie CEPiK), ale może otrzymać zakaz dalszej jazdy. Oznacza to konieczność wezwania lawety, co generuje koszty rzędu kilkuset złotych, oraz obowiązek wykonania dodatkowego badania technicznego po wymianie opon na właściwe.

Finansowy wymiar „oszczędności” na oponach zimowych dopełnia taryfikator mandatów. Choć nie znajdziemy w nim pozycji „jazda na letnich oponach”, to za używanie pojazdu w sposób zagrażający bezpieczeństwu (art. 97 Kodeksu wykroczeń) grozi mandat w wysokości maksymalnie do 3000 złotych. Co więcej, jeśli opony są nadmiernie zużyte lub mają pęknięcia, policjant może nałożyć grzywnę do 500 złotych za zły stan techniczny.
W skrajnych przypadkach, gdy dojdzie do kolizji spowodowanej brakiem przyczepności na letnim ogumieniu, sprawca musi liczyć się z mandatem karnym nie niższym niż 1000 złotych, do którego doliczana jest kwota za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym. Sumarycznie, jedna chwila nieuwagi na śliskiej drodze może kosztować kierowcę równowartość kompletu nowych opon wysokiej jakości wraz z felgami.
Zobacz też: Od 9 stycznia ceny paliw w dół. Znana sieć właśnie ogłosiła promocję, to przez mrozy
Te błędy spowodują kłopoty u ubezpieczyciela
Prawdziwe kłopoty zaczynają się jednak nie podczas policyjnej kontroli, ale w momencie likwidacji szkody z ubezpieczenia AC (autocasco – dobrowolne ubezpieczenie pojazdu od zdarzeń losowych). Większość towarzystw ubezpieczeniowych w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU) zawiera zapisy dotyczące rażącego niedbalstwa lub obowiązku utrzymania pojazdu w należytym stanie technicznym.
Jeśli rzeczoznawca stwierdzi, że do kolizji doszło w warunkach zimowych, a samochód poruszał się na oponach letnich, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania lub znacząco je obniżyć (tzw. przyczynienie się do szkody).

W praktyce oznacza to, że koszt naprawy własnego auta, często idący w dziesiątki tysięcy złotych, kierowca będzie musiał pokryć z własnej kieszeni. W przypadku ubezpieczenia OC (odpowiedzialność cywilna) sprawa jest nieco bardziej złożona, gdyż chroni ono poszkodowanych, a nie sprawcę.
Tutaj ubezpieczyciel musi wypłacić pieniądze ofierze wypadku, jednak coraz częściej pojawiają się próby regresu ubezpieczeniowego (żądanie zwrotu wypłaconych środków) wobec sprawcy, jeśli udowodni się, że świadomie poruszał się autem niesprawnym technicznie w danych warunkach.
Nawet jeśli do regresu nie dojdzie, sprawca traci zniżki i musi liczyć się z drastycznym wzrostem składki w kolejnym roku. Statystyki są nieubłagane – przy temperaturze bliskiej zeru droga hamowania na letnich oponach jest o blisko 30 proc. dłuższa niż na zimowych.