Kierowcy muszą mieć się na baczności. Regularnie popełniają ten błąd przy odśnieżaniu auta
Zimowa aura w Polsce potrafi zaskoczyć nie tylko drogowców, ale przede wszystkim kierowców, którzy każdego ranka toczą nierówną walkę z oblodzonymi szybami i grubą warstwą śniegu na dachu. W poszukiwaniu komfortu wielu z nas popełnia błąd, który może kosztować znacznie więcej niż tylko kilka litrów paliwa.
- Nawyk, który pustoszy kieszeń i niszczy mechanikę
- Mandat za takie odśnieżanie to nie żart
- Jak przygotować auto do drogi bez ryzyka i awarii?
Nawyk, który pustoszy kieszeń i niszczy mechanikę
Wielu właścicieli samochodów wciąż wierzy w mit, że nowoczesna jednostka napędowa potrzebuje kilku lub kilkunastu minut pracy na biegu jałowym (pracy silnika bez obciążenia, gdy pojazd stoi), aby olej dotarł do wszystkich zakamarków i zapewnił optymalne smarowanie. To przekonanie, rodem z epoki gaźnikowych silników, w dzisiejszych realiach nie tylko traci sens, ale staje się wręcz szkodliwe.
Mechanicy podkreślają, że współczesne silniki najszybciej i najzdrowiej rozgrzewają się podczas spokojnej jazdy, a nie na postoju. Kiedy auto stoi z włączonym zapłonem, proces nagrzewania trwa znacznie dłużej, co prowadzi do kondensacji paliwa na ściankach cylindrów i rozrzedzania oleju silnikowego. W efekcie, zamiast chronić silnik, fundujemy mu szybszą degradację kluczowych komponentów, takich jak pierścienie tłokowe czy turbosprężarka.

Dodatkowym aspektem, o którym rzadko pamiętamy w mroźny poranek, jest ekologia oraz kwestie czysto społeczne. Samochód pozostawiony pod oknami bloku z pracującym silnikiem emituje znacznie więcej szkodliwych substancji niż auto będące w ruchu. Nadmierna emisja spalin w gęstej zabudowie mieszkalnej to nie tylko problem smogu, ale także realna uciążliwość dla sąsiadów.
Nic więc dziwnego, że polskie prawo podchodzi do tej kwestii restrykcyjnie. Funkcjonariusze policji oraz straży miejskiej coraz częściej zwracają uwagę na „kopcące” pod oknami auta, a ich interwencja rzadko kończy się na pouczeniu. Warto mieć świadomość, że to, co dla nas jest walką z mrozem, dla postronnych osób jest po prostu zakłócaniem spokoju i niepotrzebnym zanieczyszczaniem powietrza, którym wszyscy oddychamy.
Mandat za takie odśnieżanie to nie żart
Jeśli argumenty techniczne i ekologiczne do kogoś nie trafiają, to te finansowe powinny zadziałać z dużą siłą. Polskie prawo drogowe zawiera konkretne przepisy zakazujące używania pojazdu w sposób powodujący uciążliwości związane z nadmierną emisją spalin lub hałasem w obszarze zabudowanym. Co więcej, zabronione jest pozostawianie pracującego silnika podczas postoju na obszarze zabudowanym przez czas dłuższy niż jedna minuta.
Oznacza to, że jeśli odpalisz samochód i dopiero wtedy zaczniesz niespiesznie machać szczotką, ryzykujesz otrzymanie mandatu w wysokości 100 złotych za sam postój z włączonym silnikiem. To jednak dopiero początek możliwych nieprzyjemności, ponieważ katalog kar jest znacznie szerszy i bardziej dotkliwy dla portfela.

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy policjant uzna, że praca silnika powoduje nadmierną emisję spalin lub hałas – w takim przypadku kara może wzrosnąć do 300 złotych. Najwyższy wymiar kary, sięgający nawet kilkuset złotych, grozi nam jednak w specyficznej sytuacji: gdy oddalimy się od pojazdu, pozostawiając kluczyki w stacyjce przy pracującym motorze.
Prawo traktuje to jako wykroczenie polegające na niezabezpieczeniu pojazdu przed użyciem przez osobę nieuprawnioną. Warto pamiętać, że chwila nieuwagi, gdy biegniemy do domu po zapomnianą rękawiczkę, zostawiając „grzejące się” auto, to idealna okazja nie tylko dla policji, ale i dla złodzieja. W przypadku kradzieży tak pozostawionego samochodu możemy mieć ogromne problemy z uzyskaniem odszkodowania z polisy AC, gdyż ubezpieczyciele uznają to za rażące niedbalstwo.
Zobacz też: Od 9 stycznia ceny paliw w dół. Znana sieć właśnie ogłosiła promocję, to przez mrozy
Jak przygotować auto do drogi bez ryzyka i awarii?
Skoro rozgrzewanie na postoju jest błędem, to jak właściwie postępować, gdy temperatura spada poniżej zera? Najlepszą metodą, rekomendowaną przez ekspertów motoryzacyjnych, jest przygotowanie samochodu do jazdy jeszcze przed przekręceniem kluczyka. Oznacza to, że najpierw powinniśmy dokładnie odśnieżyć cały pojazd – nie tylko szyby, ale również dach, maskę oraz lampy.
Zalegający na dachu śnieg podczas hamowania może zsunąć się na przednią szybę, całkowicie odbierając nam widoczność, co jest skrajnie niebezpieczne. Dopiero gdy auto jest czyste, wsiadamy do środka, uruchamiamy silnik i ruszamy niemal natychmiast, unikając jednak gwałtownych przyspieszeń przez pierwsze kilka kilometrów. Dzięki temu wszystkie płyny eksploatacyjne osiągną temperaturę roboczą w optymalnych warunkach pod obciążeniem.

Warto również zainwestować w odpowiednie akcesoria, które skrócą czas porannego postoju do minimum. Dobrej jakości odmrażacz w sprayu poradzi sobie z lodem na szybach znacznie szybciej i bezpieczniej niż skrobaczka, która przy częstym używaniu może rysować szkło.
Kolejnym sprzymierzeńcem kierowcy są maty antyszronowe, które założone wieczorem na przednią szybę, eliminują problem skrobania w 90 procentach przypadków. Jeśli dysponujemy garażem lub wiatą, sprawa jest oczywista, ale nawet na publicznym parkingu możemy ułatwić sobie życie, parkując auto przodem w stronę wschodu, co pozwoli porannym promieniom słońca naturalnie wspomóc proces odmrażania.