4-dniowy tydzień pracy stał się faktem. Ta grupa osób ma wydłużony weekend już teraz
Od 1 stycznia 2026 roku część pracowników w Polsce pracuje krócej – ale zarabia tyle samo. Rządowy pilotaż właśnie wszedł w decydującą fazę i obejmuje tysiące osób w całym kraju. To nie rewolucja dla wszystkich, ale sygnał, że rynek pracy zaczyna się realnie zmieniać. Kto dokładnie zyskał dodatkowy dzień wolny i co z resztą pracowników?
- Kto naprawdę ma dziś 3-dniowy weekend?
- Czy pensje faktycznie się nie zmieniają?
- Co to oznacza dla firm i całej gospodarki?
36 godzin teraz, 32 od lipca. Tak działa pilotaż 4-dniowego tygodnia pracy
Program wystartował 1 stycznia 2026 r. i obejmuje ponad 5 tys. pracowników z 90 firm z sektora prywatnego i publicznego. W pierwszym półroczu czas pracy został skrócony o 10 proc. – do ok. 36 godzin tygodniowo. Od lipca 2026 r. planowane jest zejście do 32 godzin, czyli realnego 4-dniowego tygodnia pracy.
Firmy mają swobodę w wyborze modelu. Część wprowadziła wolne piątki, inne skróciły każdy dzień pracy do 6–7 godzin. Warunek jest jeden: zasada 100/100/80 – 100 proc. wynagrodzenia, 100 proc. efektywności przy 80 proc. czasu pracy. Program koordynuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a jego celem jest sprawdzenie, czy krótsza praca zwiększy produktywność i ograniczy absencję.

Kto skorzystał, a kto nadal pracuje 40 godzin?
Pilotaż nie jest obowiązkowy i nie obejmuje całej gospodarki. Standardowy wymiar czasu pracy w 2026 r. dla większości pracowników nadal wynosi 40 godzin tygodniowo. Rocznie to 2008 godzin pracy.
Do programu zakwalifikowano 90 pracodawców. To firmy, które przeszły selekcję i zobowiązały się utrzymać zatrudnienie na poziomie co najmniej 90 proc. stanu wyjściowego. Oznacza to, że skrócenie czasu pracy nie może odbywać się kosztem masowych redukcji etatów.
Najłatwiej wdrożyć zmiany w branżach opartych na wiedzy – IT, marketingu, usługach doradczych. W produkcji czy logistyce skrócenie czasu pracy wymaga reorganizacji zmian albo inwestycji w automatyzację.
50 mln zł wsparcia. Bez technologii krótszy tydzień się nie spina
Rząd przeznaczył na pilotaż 50 mln zł z Funduszu Pracy. Jedna firma mogła otrzymać nawet 1 mln zł dofinansowania. Pieniądze nie trafiają na pensje, lecz na modernizację procesów.
Najczęstsze wydatki to:
- automatyzacja powtarzalnych zadań,
- wdrażanie narzędzi AI,
- audyty efektywności,
- reorganizacja procesów i cyfryzacja dokumentów.
Cel jest prosty: jeśli pracownik ma pracować krócej, firma musi pracować mądrzej. W wielu przypadkach skrócenie czasu pracy wymusiło ograniczenie zbędnych spotkań, uproszczenie obiegu dokumentów i skrócenie ścieżek decyzyjnych. To element, który może zostać z firmami nawet po zakończeniu pilotażu.
Co dalej? Decyzja dla całej gospodarki dopiero przed nami
Rok 2026 ma być czasem zbierania danych. Rząd analizuje wpływ zmian na produktywność, absencję chorobową, rotację pracowników i wyniki finansowe firm. Dopiero na tej podstawie zapadną decyzje, czy skrócony tydzień pracy stanie się powszechny.
W latach 2027–2028 możliwe są kolejne kroki legislacyjne, ale na dziś nie ma obowiązku wprowadzania 4-dniowego tygodnia pracy w całym kraju. Dla większości pracowników nic się nie zmienia.
Eksperyment jednak trwa. Jeśli wyniki okażą się pozytywne, Polska może stać się jednym z pierwszych dużych krajów UE, który realnie skróci standardowy tydzień pracy. Jeśli nie – 3-dniowy weekend pozostanie przywilejem wybranych.
Źródła: Biznes Info, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, gov.pl, Kodeks pracy (ISAP)