Pracował przez 67 lat. Tyle emerytury wypłaca mu ZUS, kwota powala
Polska rzeczywistość emerytalna kojarzy się większości z nas z dość skromnymi przelewami, które ledwie nadążają za rosnącymi kosztami życia. Statystyki pokazują jednak, że system emerytalny potrafi generować skrajności, które wymykają się powszechnym wyobrażeniom o jesieni życia. Podczas gdy tysiące osób otrzymują świadczenia niepozwalające na pokrycie podstawowych potrzeb, pewien mężczyzna stał się symbolem tego, jak ogromny kapitał można zgromadzić dzięki żelaznej konsekwencji i trwającej dziesięciolecia aktywności zawodowej.
- Groszowe świadczenia i systemowe pułapki polskiego modelu
- Podatki i formalności, czyli co emeryt powinien wiedzieć o PIT
- Rekordowe dziesiątki tysięcy złotych jako efekt 67 lat pracy
Groszowe świadczenia i systemowe pułapki polskiego modelu
Obecny system emerytalny w Polsce opiera się na prostej, ale bezlitosnej zasadzie zdefiniowanej składki – dostajemy tyle, ile w trakcie życia zawodowego zdołaliśmy odłożyć na naszym indywidualnym koncie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Ta matematyczna zależność prowadzi do powstania ogromnego rozwarstwienia, które z roku na rok staje się coraz bardziej widoczne.
Najbardziej jaskrawym przykładem są tzw. emerytury groszowe, których skala wzrostu jest wręcz alarmująca. Jeszcze w 2011 roku takich mikroświadczeń było około 23,9 tysiąca, co stanowiło zaledwie 4,2 proc. ogółu wypłat w nowym systemie. Tymczasem dane z 2024 roku są bezlitosne: liczba ta spuchła do ponad 433 tysięcy osób, co oznacza, że niemal co dziesiąta emerytura w Polsce nie osiąga nawet poziomu minimalnego.

Najniższe wypłaty odnotowane przez ZUS wynoszą obecnie zaledwie 2 grosze. Tak symboliczne kwoty otrzymują dwie osoby: kobieta, która w swojej historii ma udokumentowany zaledwie jeden dzień pracy, oraz mężczyzna, który odprowadzał składki tylko przez jeden miesiąc. Kontrastuje to drastycznie ze średnią emeryturą w kraju, która w ubiegłym roku przekroczyła poziom 4,2 tys. zł brutto.
Dla wielu seniorów realną ulgą ma być nadchodząca marcowa waloryzacja (mechanizm dostosowania wartości świadczeń do inflacji). Rząd prognozuje, że od 1 marca 2026 roku świadczenia wzrosną o co najmniej 4,9 proc. Przy takim scenariuszu najniższa emerytura podskoczyłaby o około 92 zł, osiągając poziom 1970,98 zł brutto, co jednak wciąż pozostaje kwotą daleką od standardów godnego życia w dużym mieście.
Podatki i formalności, czyli co emeryt powinien wiedzieć o PIT
Początek roku to dla milionów świadczeniobiorców nie tylko czas oczekiwania na waloryzację, ale również okres rozliczeń z fiskusem. Zakład Ubezpieczeń Społecznych przygotowuje się do masowej wysyłki formularzy PIT, które trafią do ponad 10,5 mln osób. Już 4 lutego dokumenty te pojawią się na platformie PUE/eZUS, a do końca miesiąca zostaną rozesłane tradycyjną pocztą.
Warto pamiętać, że osoby otrzymujące PIT-40A są w uprzywilejowanej sytuacji – nie muszą samodzielnie składać zeznania, chyba że chcą skorzystać z przysługujących im ulg. Jeśli z rozliczenia wyniknie niedopłata podatku, ZUS automatycznie potrąci ją ze świadczenia wypłacanego w kwietniu, co zdejmuje z seniorów konieczność wizyty w urzędzie skarbowym.

W debacie publicznej coraz głośniej wybrzmiewają jednak postulaty dotyczące głębszych zmian strukturalnych, które miałyby uzdrowić finanse publiczne i poprawić los przyszłych emerytów. Organizacje takie jak Forum Obywatelskiego Rozwoju czy Warsaw Enterprise Institute wskazują, że jedynym skutecznym lekiem na niskie świadczenia jest podniesienie i zrównanie wieku emerytalnego do 67 lat dla obu płci.
Obecnie kobiety mogą kończyć aktywność zawodową w wieku 60 lat, a mężczyźni 65 lat. Ekonomiści przekonują, że dłuższa praca to nie tylko wyższy kapitał początkowy, ale przede wszystkim krótszy statystyczny okres pobierania świadczenia, co w matematycznym modelu ZUS wprost przekłada się na znacznie wyższą kwotę co miesiąc.
Rekordowe dziesiątki tysięcy złotych jako efekt 67 lat pracy
Wszystkie te teoretyczne rozważania o korzyściach płynących z późniejszego przejścia na odpoczynek bledną przy przykładzie absolutnego rekordzisty, o którym poinformował ZUS. Mowa o mężczyźnie, który pobiera najwyższą emeryturę w Polsce w wysokości 51,4 tys. zł brutto. To kwota, która dla przeciętnego Polaka wydaje się abstrakcyjna, jednak stoi za nią równie abstrakcyjny z dzisiejszej perspektywy staż pracy.
Mężczyzna ten przepracował łącznie 67 lat, nie spiesząc się z zakończeniem aktywności zawodowej mimo osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego. Każdy dodatkowy rok pracy po 65. roku życia potrafi zwiększyć przyszłą emeryturę o 10–15 proc., co przy tak ekstremalnie długim stażu dało spektakularny efekt.
Aby uświadomić sobie skalę tego zjawiska, wystarczy spojrzeć na wydatki państwa na ten cel – tylko na tegoroczną waloryzację zaplanowano w budżecie aż 22 mld zł. Ostateczny wskaźnik wzrostu poznamy w lutym, po ogłoszeniu przez Główny Urząd Statystyczny realnych wartości inflacji oraz wzrostu wynagrodzeń.
Przykład 67-letniego stażu pracy i rekordowej emerytury jest najlepszym dowodem na to, że w obecnym systemie to my sami, poprzez czas trwania naszej aktywności, budujemy wysokość własnego bezpieczeństwa finansowego. Choć mało kto planuje pracować niemal siedem dekad, historia rekordzisty z pewnością skłania do refleksji nad tym, czy warto kończyć karierę dokładnie w dniu urodzin uprawniających do świadczenia.