Polecieli tam mimo komunikatów MSZ. Polacy utknęli na wyspie, wiadomo, co się z nimi dzieje
Grupa polskich turystów, która przebywała na uwielbianej wyspie w celach wypoczynkowych, znalazła się w trudnej sytuacji logistycznej. Uwarunkowania geopolityczne sprawiły, że Polacy utknęli i nie mogą wrócić do domów. Ministerstwo Spraw Zagranicznych już dawno ostrzegało przed takimi podróżami, wiadomo, co dzieje się dalej.
- MSZ ostrzegało przed podróżami do tego państwa
- Polacy utknęli na wyspie
- Tego ubezpieczenie może nie objąć
MSZ ostrzegało przed podróżami do tego państwa
Sokotra to ewenement na skalę światową. Archipelag ten, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, słynie z endemicznej flory i fauny, szacuje się, że jednej trzeciej występujących tam gatunków roślin nie znajdziemy nigdzie indziej na Ziemi. To właśnie te unikalne walory, na czele ze słynnymi dracenami smoczymi, przyciągają poszukiwaczy przygód zmęczonych typowymi kurortami w Egipcie czy Turcji. Problem polega na tym, że administracyjnie i politycznie ten rajski zakątek jest częścią Jemenu, państwa pogrążonego w jednej z najtragiczniejszych wojen domowych XXI wieku. Choć sama wyspa pozostaje pod kontrolą separatystów wspieranych przez Zjednoczone Emiraty Arabskie i jest relatywnie spokojna w porównaniu do lądu stałego, to wciąż znajduje się w strefie podwyższonego ryzyka militarnego.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie pozostawia w tej kwestii żadnych złudzeń. W serwisie “Polak za granicą” przy Jemenie widnieje najwyższy, czwarty stopień ostrzeżenia. Komunikat jest jasny i nie pozostawia pola do interpretacji: Odradzamy wszelkie podróże. Opuszczenie terytorium Jemenu może być utrudnione lub niemożliwe, a pomoc konsularna jest tam praktycznie nieosiągalna, ponieważ Polska nie utrzymuje placówki dyplomatycznej w Sanie. Mimo to chęć zobaczenia ”kosmicznych” krajobrazów często wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. Turyści ulegają złudzeniu bezpieczeństwa, argumentując, że na samej wyspie nie toczą się regularne walki, zapominając jednak, że w regionie tak niestabilnym logistyka jest pierwszą ofiarą konfliktu. Wystarczy jedna decyzja polityczna lub incydent zbrojny setki kilometrów dalej, by jedyne okno na świat, w tym przypadku połączenie lotnicze, zostało zatrzaśnięte.
Polacy utknęli na wyspie
Do takiej właśnie sytuacji doszło na początku stycznia 2026 roku. Jak informują dziennikarze “Angory”, grupa kilkudziesięciu polskich turystów, która zdecydowała się na wyprawę z jednym z krajowych biur podróży - Torre - została odcięta od możliwości powrotu do domu. Bezpośrednią przyczyną uziemienia podróżnych było zawieszenie lotów przez przewoźnika ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które regularnie obsługują połączenia z wyspą. Decyzja o wstrzymaniu rejsów nie była podyktowana kaprysem, lecz gwałtownym pogorszeniem sytuacji bezpieczeństwa w regionie i zamknięciem przestrzeni powietrznej w związku z nasileniem działań militarnych w pobliżu Półwyspu Arabskiego. To klasyczny efekt domina w strefie konfliktu: nawet jeśli na samej plaży jest bezpiecznie, droga do niej prowadzi przez niebo, na którym krzyżują się rakiety i drony.
Według relacji medialnych turyści utknęli w hotelach, oczekując na jakiekolwiek informacje o wznowieniu lotów. Choć są bezpieczni i mają zapewniony nocleg, co potwierdził rzecznik resortu, ich sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Znajdują się na terytorium państwa upadłego, z ograniczonym dostępem do gotówki, internetu i opieki medycznej, zdani na łaskę przewoźnika, który w pierwszej kolejności dba o bezpieczeństwo swoich maszyn, a nie komfort pasażerów.
Sytuacja jest stale monitorowana, ale w zderzeniu z siłą wyższą i decyzjami wojskowymi możliwości cywilnego touroperatora są drastycznie ograniczone. To moment, w którym egzotyczna przygoda przestaje być ekscytująca, a staje się źródłem stresu dla rodzin w kraju i samych uwięzionych. Warto podkreślić, że turyści ci pojechali tam dobrowolnie, mając teoretycznie świadomość, że MSZ od lat apeluje o omijanie tego regionu szerokim łukiem.
Tego ubezpieczenie może nie objąć
Incydent na Sokotrze rzuca światło na szerszy problem tak zwanego "dark tourism” lub turystyki do miejsc nieoczywistych. Biura podróży, szukając nisz i wysokich marż, coraz chętniej oferują wyjazdy do krajów takich jak Syria, Afganistan czy Irak. Sprzedają narrację o prawdziwym podróżowaniu, odczarowywaniu stereotypów i wspieraniu lokalnych społeczności. I choć intencje mogą być szlachetne, a ciekawość świata jest cechą chwalebną, to komercjalizacja wyjazdów w strefy objęte najwyższymi alertami bezpieczeństwa budzi poważne wątpliwości etyczne i prawne. Organizatorzy często zasłaniają się klauzulami o świadomym ryzyku, ale w sytuacji kryzysowej to państwo polskie, czyli podatnicy, jest zazwyczaj wzywane do tablicy, by ratować swoich obywateli z opresji.
Warto również pamiętać o aspekcie ubezpieczeniowym. Standardowe polisy turystyczne niemal zawsze zawierają wyłączenia odpowiedzialności w przypadku szkód powstałych w wyniku działań wojennych, terroryzmu czy zamieszek. Podróżowanie do kraju objętego wojną z automatu może unieważnić ochronę ubezpieczeniową. Jeśli któryś z uwięzionych turystów zachoruje lub ulegnie wypadkowi podczas przymusowego przedłużenia pobytu, koszty leczenia i ewentualnego transportu medycznego, o ile w ogóle będzie możliwy, spadną bezpośrednio na niego lub jego rodzinę. Obecna sytuacja na Sokotrze to sprawdzian dla całej branży turystyki ekstremalnej w Polsce. Pokazuje ona, że ignorowanie komunikatów MSZ to nie dowód odwagi, ale hazard, w którym stawką jest własne bezpieczeństwo i spokój bliskich. Czasem "niezapomniana przygoda” staje się niezapomniana z zupełnie niewłaściwych powodów, a powrót do domu zależy nie od biletu w kieszeni, ale od decyzji generałów w oddalonych o tysiące kilometrów sztabach wojskowych.