Weto Nawrockiego uderza w nieoczywisty sektor. Tutaj złodziejstwa nie będzie można powstrzymać
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy o usługach cyfrowych wywołała szeroką dyskusję nad bezpieczeństwem polskiego internetu oraz ochroną praw nadawców. Projekt, mający wdrożyć unijne standardy i ograniczyć cyfrowe zagrożenia, spotkał się z poważnymi wątpliwościami konstytucyjnymi. Polska pozostaje więc bez kluczowych narzędzi do zwalczania nielegalnych treści, co dotyka szczególnie obszaru bliskiego sercu prezydenta.
- Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o usługach cyfrowych
- Konsekwencje wetowania ustawy dla walki z piractwem sportowym w Polsce
- Jak prawnicy nadawców argumentują potrzebę ustawy i jakie są porównania z innymi krajami UE?
Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o usługach cyfrowych
Ustawa miała wprowadzić w Polsce unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) i stworzyć mechanizmy walki z naruszeniami w sieci. Przewidywała blokowanie treści zawierających groźby karalne, nawoływanie do samobójstwa, materiały pedofilskie, totalitarne, znieważające innych, dostęp nieletnich do pornografii oraz naruszające prawa autorskie. Eliminacja takich treści miała odbywać się poprzez wydanie nakazu blokady przez dostawcę usług pośrednich, na przykład dostawcę internetu, przy czym kompetencje w tym zakresie miały należeć do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Prezydent Karol Nawrocki zdecydował się zawetować ustawę o usługach cyfrowych oraz przepisy regulujące świadczenie usług drogą elektroniczną. Jego zdaniem w obecnej formie projekt może łamać konstytucję, a szczególnie kontrowersyjne było przekazanie urzędnikom rządowym władzy nad kontrolą treści w internecie zamiast powierzenia tego niezależnym sądom.
Chcę, aby to mocno wybrzmiało: sytuacja, w której o tym, co wolno w Internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki Orwella Rok 1984 - skomentował swoją decyzję prezydent Nawrocki.

Co kluczowe, decyzja prezydenta utrudnia przeciwdziałanie procederowi wpływającemu na legalną transmisję wydarzeń sportowych - obszaru szczególnie ważnego dla Karola Nawrockiego, co udowadnia chociażby jego obecność pod skocznią w Zakopanem czy na trybunach podczas meczu reprezentacji Polski w piłkę nożną.
Konsekwencje wetowania ustawy dla walki z piractwem sportowym w Polsce
Jak wskazuje serwis sport.pl, jednocześnie blokada ustawy o usługach cyfrowych rykoszetem uderzyła w walkę z piractwem sportowym. Problemy z nielegalnymi transmisjami stają się bowiem coraz większe. W 2025 roku w Europie ponownie wzrosła liczba zgłoszeń dotyczących kradzieży treści. Nadawcy w Polsce również potwierdzają nasilenie tego problemu. Cyfrowy Polsat notuje setki takich zdarzeń rocznie, a czterej czołowi nadawcy łącznie ponad osiem tysięcy. Istotą skutecznej walki jest szybkość blokowania transmisji. Nadawcy tracą zyski, gdy nielegalne źródła nie są wyłączane w trakcie trwania wydarzeń.
Ustawa miała umożliwić blokowanie nielegalnych transmisji sportowych przez dostawców internetu. Mechanizm ten byłby zbliżony do blokowania nielicencjonowanych bukmacherów. Rozwiązania te miały eliminować kradzież treści w sieci.
Decyzja prezydenta sprawia, że piractwo będzie kontynuowane na dużą skalę, a polscy nadawcy pozostają zdani sami na siebie w walce z tym zjawiskiem. Nadawcy preferują blokowanie przez pośrednika niż nieefektywną walkę sądową.
Jak prawnicy nadawców argumentują potrzebę ustawy i jakie są porównania z innymi krajami UE?
Telewizyjni nadawcy czekali na te regulacje od lat, licząc na skuteczną walkę z naruszeniami praw autorskich. Unijny akt DSA daje konkretne narzędzia do ochrony treści sportowych. Dla firm z tej branży wskazanie nielegalnej transmisji jest kwestią jednoznaczną.
Prawnicy nadawców zapewniali, że ustawa nie wprowadza cenzury. W cytowanym fragmencie przez sport.pl Ewa Wzięch z Canal+ tłumaczyła, że nakazy dotyczą wyłącznie zamkniętego katalogu czynów zabronionych. Pirackie strony miały trafiać do rejestru domen blokowanych, co ułatwiałoby szybką reakcję dostawców internetu. Systemy szybkiego reagowania z powodzeniem działają we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii oraz Grecji. W krajach tych można sprawnie uzyskać nakaz blokujący. We Włoszech procedura ta trwa niekiedy zaledwie 30 minut. Taki czas reakcji jest uznawany za pożądany standard w walce z kradzieżą treści.
Polska jest jednym z ostatnich państw UE, które nie przyjęły regulacji DSA, choć termin minął w lutym 2024 roku. Z tego powodu Unia Europejska wszczęła już formalne postępowanie. Prezydent Nawrocki zadeklarował chęć poprawienia projektu i przygotowania „uczciwej” ustawy w ciągu miesiąca. Według niego nowy dokument może powstać w dwa miesiące. Podkreślił przy tym konieczność ochrony dzieci i respektowania Konstytucji. Biorąc pod uwagę dotychczasowe spory wokół prezydenckich wet, te optymistyczne założenia czasowe budzą pewne wątpliwości.