To tu Polacy uciekają przed mrozem w Polsce. W ferie wszędzie słychać język polski
Polskie góry w okresie ferii zimowych od lat kojarzą się z tłumami na Krupówkach, kolejkami do wyciągów i cenami, które potrafią przyprawić o zawrót głowy. Jednak tegoroczne trendy pokazują, że model zimowego wypoczynku przechodzi gruntowną transformację. Coraz większa grupa rodaków, zamiast pakować gogle i narty, wrzuca do walizek okulary przeciwsłoneczne i kremy z filtrem.
- Ciepłe kraje wygrywają z mroźnym stokiem
- Sycylia tańsza niż polskie Tatry?
- Gdzie na narty, jeśli nie w Alpy?
Ciepłe kraje wygrywają z mroźnym stokiem
Jeszcze dekadę temu zimowy wyjazd kojarzył się niemal wyłącznie z narciarstwem – czy to w kraju, czy w popularnych kurortach alpejskich. Dzisiaj statystyki rynkowe rysują zupełnie inny obraz. Według najnowszych danych przedstawionych przez ekspertów z branży turystycznej następuje wyraźny odwrót od klasycznego modelu ferii na śniegu na rzecz wyjazdów typu city break oraz klasycznego wypoczynku w słońcu.
Głównymi kierunkami, które zdominowały tegoroczne rezerwacje, są Hiszpania, Włochy oraz wyspiarska Malta. To właśnie ta ostatnia stała się prawdziwym czarnym koniem sezonu. Jak podkreśla Katarzyna Hauton z platformy eSky.pl, cytowana przez portal „dziennik.pl”, Malta odpowiada obecnie za blisko 22 proc. wszystkich rezerwacji dokonywanych przez klientów tego serwisu. Co przyciąga tam Polaków?

Zachęca przede wszystkim łagodny klimat, gdzie temperatury rzadko spadają poniżej 15 stopni, oraz brak przytłaczających tłumów, które są zmorą sezonu letniego. Podróżni doceniają możliwość spokojnego zwiedzania zabytków bez konieczności przeciskania się przez grupy wycieczkowe, co wpisuje się w rosnący trend turystyki doświadczeń.
Nie można pominąć faktu, że ferie w Polsce są rozłożone w czasie na kilka tur, co teoretycznie powinno rozładować ruch, jednak w praktyce najpopularniejsze polskie kurorty pękają w szwach. Dla wielu osób wizja spędzenia tygodnia w korkach na zakopiance staje się mniej atrakcyjna niż krótki lot na Cypr czy do Maroka. Polacy stają się też coraz bardziej świadomymi podróżnikami.
Zamiast czekać na oferty last minute, coraz częściej planujemy wyjazdy z dużym wyprzedzeniem. Obecnie średni czas między rezerwacją a wylotem wynosi około 90 dni. Takie podejście pozwala nie tylko na lepszą organizację czasu, ale przede wszystkim na zabezpieczenie atrakcyjnych stawek za przeloty i noclegi, które w szczycie sezonu zimowego dynamicznie rosną.
Sycylia tańsza niż polskie Tatry?
Najważniejszym czynnikiem napędzającym ucieczkę do ciepłych krajów pozostaje jednak ekonomia. Kiedy porównamy koszty tygodniowego pobytu w Zakopanem czy Szczyrku z wyjazdem na południe Europy, wnioski mogą być dla wielu zaskakujące. Okazuje się, że często w górach jest po prostu drożej niż nad morzem, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę ceny karnetów narciarskich, wynajmu sprzętu oraz wyżywienia w restauracjach przy stoku.
Branża turystyczna wskazuje na konkretne liczby, które działają na wyobraźnię. Czterodniowy pobyt na włoskiej Sycylii, obejmujący przelot oraz hotel ze śniadaniem, można zarezerwować już od 469 złotych za osobę. Nawet nieco droższa Malta, z cenami zaczynającymi się od 589 złotych, wciąż stanowi potężną alternatywę dla krajowych ofert, gdzie sama doba w przyzwoitym hotelu w górach często przekracza te kwoty.

Równie ciekawym kierunkiem pod kątem optymalizacji kosztów staje się Maroko. Za tygodniowy wypoczynek w formule all inclusive w Agadirze, wraz z przelotem, zapłacimy od 1379 złotych. Dla porównania, w popularnych polskich ośrodkach narciarskich za taką sumę trudno byłoby opłacić same noclegi i wyżywienie dla jednej osoby, nie wspominając o dodatkowych atrakcjach. Obok klasycznej Europy, coraz większe znaczenie zyskują Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Dubaj i Abu Zabi przestały być postrzegane jako kierunki wyłącznie dla milionerów. Dzięki rosnącej siatce połączeń lotniczych i szerokiej bazie hotelowej Emiraty stają się realną opcją na zimowy wypoczynek z gwarantowaną pogodą. Polacy doceniają tam najwyższy standard usług i nowoczesną infrastrukturę, co sprawia, że popularność tego regionu rośnie z roku na rok w tempie dwucyfrowym.
Zobacz też: Prognoza pogody na drugą połowę stycznia. Tego dnia uderzy śnieżyca, zasypie pół Polski
Gdzie na narty, jeśli nie w Alpy?
Mimo silnego trendu "ucieczki do słońca" narciarstwo wciąż ma w Polsce swoich wiernych fanów. Jednak i tutaj widać ciekawe przesunięcia na mapie preferencji. Tradycyjne kierunki, takie jak Austria, Włochy czy Francja, pozostają liderami w segmencie premium, ale osoby szukające oszczędności coraz częściej spoglądają na wschód i południe kontynentu.
Absolutnym hitem ostatnich sezonów w segmencie wyjazdów narciarskich stała się Bułgaria. Kurorty takie jak Bansko czy Borowiec oferują trasy o standardzie zbliżonym do europejskiego, ale przy znacznie niższych cenach usług okołoturystycznych, gastronomii i zakwaterowania. To właśnie ten kraj jest wskazywany przez operatorów jako najpopularniejsza alternatywa dla drogich ośrodków alpejskich.

Warto pamiętać, że zmiana nawyków Polaków jest również podyktowana nieprzewidywalną aurą w naszej części Europy. Problemy z naśnieżaniem tras przy dodatnich temperaturach sprawiają, że wyjazd na narty w kraju staje się swego rodzaju loterią. W tym samym czasie kraje takie jak Grecja czy Hiszpania oferują stabilne warunki do aktywnego zwiedzania i odpoczynku od smogu.