Owsiak trzyma firmy na smyczy i dyktuje warunki? Tak wyglądają przetargi WOŚP
Podczas gdy polskie szpitale publiczne zmagają się z biurokracją i ociężałym Prawem Zamówień Publicznych, Jerzy Owsiak stworzył własne, niemal militarne zasady gry. Tu nie ma miejsca na pomyłki, a światowi liderzy technologii medycznych, tacy jak Siemens czy Philips, muszą stawać na dywaniku osobiście. Ujawniamy, jak wyglądają „Konkursy Ofert” WOŚP – mechanizm, który omija państwowe systemy i budzi skrajne emocje wśród ekspertów od transparentności.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to dla wielu symbol dobra. Jednak z punktu widzenia biznesu, to potężny holding zakupowy, który dzięki swojej skali dyktuje warunki, o jakich Ministerstwo Zdrowia może tylko pomarzyć. Jak to możliwe, że prywatna fundacja kupuje sprzęt taniej niż państwo? I czy „wolna ręka” Owsiaka w wyborze dostawców to genialna strategia, czy system podatny na brak kontroli?
- WOŚP dyktuje warunki gigantom
- Przetargi polegają na ostrych negocjacjach i licytacjach
- Zdania ekspertów są podzielone - czy to realna pomoc czy może dodatkowe obciążenie dla szpitali w Polsce?
Czy Owsiak omija prawo?
Największą kontrowersją, która rozpala środowisko biznesowe, jest fakt, że WOŚP – mimo obracania setkami milionów złotych – nie podlega pod ustawę o zamówieniach publicznych. Oznacza to, że Jerzy Owsiak i jego zespół ekspertów sami ustalają zasady. Mogą wybrać dowolną firmę, negocjować ceny w zamkniętych pokojach i odrzucać oferty bez podawania skomplikowanych prawnych uzasadnień.
Dla dyrektorów szpitali, którzy muszą czekać miesiącami na rozstrzygnięcie państwowych przetargów, jest to sytuacja frustrująca. WOŚP działa jak agresywny fundusz inwestycyjny: ma gotówkę na stole i żąda najniższej ceny. Ta "wolność" pozwala na oszczędności rzędu 30-40% względem cen rynkowych, ale jednocześnie rodzi pytania: skoro nie ma sztywnych procedur państwowych, to kto ostatecznie decyduje o tym, która firma zgarnie kontrakt wart 100 milionów złotych? Czy przyznawanie kontraktów wartych 100 milionów złotych "z wolnej ręki" jest w 100% przejrzyste?
Fundacja twierdzi, że decyduje Komisja Ekspertów, ale dla obserwatora biznesowego to system „zamkniętych drzwi”, w którym gigantyczne przepływy finansowe zależą od subiektywnej oceny grupy ludzi, a nie od twardych, zaskarżalnych procedur.

WOŚP rzuca gigantów na kolana
Kulisy tzw. Konkursów Ofert przypominają wysokobudżetowy thriller. Zgodnie z regulaminem, który jest jednym z najbardziej rygorystycznych dokumentów w branży, przedstawiciele firm medycznych muszą stawić się w siedzibie fundacji osobiście. Spóźnienie o minutę? Błąd w jednym przecinku? To oznacza natychmiastową dyskwalifikację z walki o kontrakt życia.
Najbardziej emocjonującym i budzącym kontrowersje etapem jest tzw. dogrywka. To moment, w którym firmy, które przeszły weryfikację techniczną, zostają zaproszone do otwartych negocjacji cenowych. To prawdziwa licytacja w dół, gdzie pod okiem kamer i ekspertów, prezesi wielkich koncernów muszą decydować w kilka sekund: „obniżamy cenę o kolejne 5 milionów czy wypadamy z gry?”.
Firmy godzą się na te warunki z jednego powodu: efektu skali. Ponieważ WOŚP kupuje jednorazowo np. 200 rezonansów magnetycznych, producenci schodzą z marży do poziomu, który w normalnych warunkach uznaliby za samobójczy. To jednak uderza w mniejszych, lokalnych dostawców, którzy nie są w stanie konkurować z globalnymi molochami przy tak agresywnych negocjacjach.
Najwyższa jakość czy brak obiektywizmu?
Kolejnym aspektem, który budzi skrajne emocje, jest rola Komisji Ekspertów. WOŚP powołuje do niej najwybitniejszych profesorów medycyny, którzy podczas konkursu potrafią być bezlitośni. To nie jest zwykłe porównywanie tabelek w Excelu. Eksperci wymagają, aby sprzęt był fizycznie obecny na sali, rozbierają go na części i testują w warunkach ekstremalnych.
Dla producentów to „sąd ostateczny”. Jeśli profesor uzna, że przycisk w inkubatorze jest niewygodny dla pielęgniarki, oferta za miliony złotych ląduje w koszu. To mechanizm, który gwarantuje najwyższą jakość, ale jednocześnie wywołuje oskarżenia o brak obiektywizmu. W systemie państwowym odrzucenie oferty musi być podparte twardym paragrafem. W WOŚP wystarczy opinia eksperta, że „ten sprzęt nam nie odpowiada”. Dla biznesu to ogromne ryzyko operacyjne – inwestujesz miliony w przygotowanie oferty, a o Twoim być albo nie być decyduje indywidualna preferencja członka komisji.
Złota smycz Owsiaka
Najbardziej skrywanym, a zarazem najbardziej kontrowersyjnym faktem w biznesowej machinie Orkiestry jest konstrukcja umów darowizny. Wielu sądzi, że szpitale dostają sprzęt „w prezencie” i mogą z nim robić, co chcą. Nic bardziej mylnego. WOŚP stosuje tzw. polecenie darczyńcy, oparte na art. 893 Kodeksu Cywilnego. To biznesowy majstersztyk, który sprawia, że szpitale stają się wieczystymi dłużnikami idei Owsiaka.
Główny punkt zapalny to bezwzględny zakaz komercyjnego wykorzystania sprzętu. Jeśli dyrektor zadłużonego szpitala chciałby po godzinach wykonać badanie tomografem od WOŚP pacjentowi, który zapłaci za nie z własnej kieszeni, fundacja ma prawo wypowiedzieć umowę i fizycznie odebrać urządzenie. Co więcej, fundacja wymaga, aby sprzęt był serwisowany wyłącznie przez autoryzowane serwisy producenta, co często generuje ogromne koszty dla szpitali w przyszłości.
To biznesowy majstersztyk: WOŚP kupuje tanio dzięki skali, ale koszty utrzymania sprzętu (serwis, części, eksploatacja) przerzuca na budżet państwa. Jednocześnie blokuje szpitalom możliwość zarabiania na tym sprzęcie. Ekonomiści punktują: to „złota smycz”, która z jednej strony doposaża szpitale, a z drugiej – trzyma je w ideologicznym szachu, zakazując jakiejkolwiek komercjalizacji usług medycznych.
Poza tym WOŚP negocjuje kontrakty tak, by producenci zapewniali długoletni serwis w cenie zakupu. To genialny ruch negocjacyjny, ale budzi opór dostawców, którzy są zmuszani do mrożenia ogromnych rezerw finansowych na przyszłe naprawy.
Krytycy pytają: czy te koszty serwisu nie są ukryte w wyższej cenie bazowej, którą fundacja płaci z naszych datków? I co się stanie, gdy za 5 lat firma, która wygrała przetarg, zniknie z rynku? Fundacja nie ponosi wtedy żadnej odpowiedzialności finansowej – problem (i gigantyczny koszt) zostaje po stronie dyrektora szpitala i podatnika.
Źródło:
- Oficjalna podstrona WOŚP Regulamin Konkursu Ofert.
- Portal „Na co idą moje pieniądze” o WOŚP.
- Sprawozdania Finansowe (KRS/NIW) - kwoty dotyczące „kosztów realizacji zadań statutowych”.