Zmiana zasad ogrzewania w blokach. Polacy będą kręcić nosem, zapłacą nawet za zakręcone grzejniki
Nadchodzący sezon grzewczy to dla mieszkańców bloków dopiero początek sporych zmian w domowych budżetach. Czy wyznaczone przez ustawodawcę wymogi na zawsze ukrócą sprytne sposoby Polaków na obniżanie rachunków?
Ciepłe kaloryfery w mieszkaniach i widok nadchodzących rachunków to coroczny rytuał milionów Polaków. Tym razem jednak podkręcanie zaworów oznacza coś więcej niż zwykły powrót do jesienno-zimowej rutyny.
W blokach rozpoczyna się sezon grzewczy
Większość mieszkańców przywykła do widoku panów spisujących liczniki lub konieczności zostawiania kartki na drzwiach z własnymi pomiarami. W skali całego kraju ten przestarzały schemat staje się powoli rezerwatem przeszłości, bo rynek zarządczy stoi w obliczu obowiązkowych modernizacji urządzeń pomiarowych. Rewolucja technologiczna obejmuje nie tylko same podzielniki kosztów ogrzewania, ale też ciepłomierze oraz wodomierze przeznaczone do pomiaru ciepłej wody.
Wspólnoty oraz spółdzielnie mieszkaniowe realizują modernizacje od miesięcy, jednak skala wyzwania w skali kraju pozostaje ogromna. Chodzi o całkowite wyeliminowanie konieczności fizycznego wchodzenia do lokali przez osoby upoważnione. Prawdziwy przełom polega na powszechnym wdrożeniu rozwiązań z funkcją radiową, co pozwala na zdalne zbieranie danych o zużyciu energii i ciepłej wody z całego pionu budowlanego w kilka sekund.

Nowe zasady ogrzewania w blokach
Oczywiście zmiana ma objaśnioną w prawie logiczną przyczynę: wdrożenie systemów bezprzewodowych minimalizuje pomyłki ludzkie i oszustwa, ale generuje też bezpośrednie wydatki dla gospodarstw domowych. Wydatek związany z instalacją nowoczesnych mierników waha się zazwyczaj od kilkuset złotych wzwyż na jedno mieszkanie – kwota zależy od liczby punktów pomiarowych oraz architektury samej instalacji.
Oprócz samej technologii zmienią się też zasady rozliczeń finansowych za zużyte ciepło. Wiele osób zakręcało dotychczas kaloryfery do zera, licząc na darmowe ogrzewanie kosztem sąsiadów przylegających przez ściany – zjawisko to w branży nazywane jest „pasożytnictwem cieplnym”. Polega ono na dogrzewaniu własnego lokalu kosztem ciepła przenikającego przez przegrody budowlane od sąsiednich, ogrzewanych mieszkań.
Nowe regulacje wprowadzają minimalne opłaty zmienne (sięgające co najmniej 15 proc. minimalnego kosztu zmiennego), co oznacza, że nawet całkowite zakręcenie zaworów i wykazanie zera na podzielniku nie chroni przed zapłatą rachunku.
Czas tylko do 1 stycznia 2027 roku
Większość lokatorów pyta wprost: kto za to wszystko zapłaci i czy można uniknąć wymiany? Zgodnie z Prawem energetycznym ciężar dostosowania budynków spoczywa na zarządcach nieruchomości, lecz koszty finalnie przeliczane są na fundusze remontowe lub zaliczki eksploatacyjne wnoszone przez właścicieli mieszkań.
Istnieją jednak nieliczne wyjątki od powszechnego obowiązku. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Klimatu i Środowiska, wymiana nie jest konieczna wyłącznie wtedy, gdy wykonana przed zarządcę analiza techniczno-ekonomiczna wykaże, że montaż urządzeń ze zdalnym odczytem jest nieopłacalny lub fizycznie niewykonalny. Zarządca musi jednak posiadać w dokumentacji oficjalny ekspertyzowy dowód.
Kluczowe dane i ostateczne terminy wyglądają następująco:
- 1 stycznia 2027 roku – to nieprzekraczalny termin, do którego wszystkie starsze ciepłomierze, wodomierze ciepłej wody i podzielniki kosztów zamontowane przed 21 maja 2021 r. muszą posiadać funkcję zdalnego odczytu.
- 300–600 zł – przewidywany średni koszt wymiany kompletów urządzeń pomiarowo-wskaźnikowych przypadający na pojedyncze gospodarstwo domowe.
- do 10 000 zł grzywny – sankcja finansowa (a w skrajnych przypadkach karach ograniczenia wolności), jaka grozi zarządcom i właścicielom budynków za niedopełnienie ustawowego obowiązku wymiany w terminie.