NIK ujawnia niewygodne dla rządu dane
eastnews/Arkadiusz Ziolek
Autor Radosław Święcki - 29 Stycznia 2021

NIK ujawnił gorzką prawdę. Za pandemię już zapłaciliśmy pół biliona złotych

Łączny rachunek za działania antykryzysowe podejmowane w związku z pandemią to ok. 500 mld zł – wskazują ekonomiści odnosząc się do raportu Najwyższej Izby Kontroli. NIK ostrzega przed rosnącym zadłużeniem Polski i rekomenduje rządzącym opracowanie ścieżki jego obniżenia.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Pakiet antykryzysowy kosztował ok. 500 mld zł
  • NIK rekomenduje rządzącym obniżenie zadłużenie
  • Co zdaniem ekonomistów jest większym problemem dla finansów państwa od pakietu antykryzysowego

NIK ujawnia niewygodne dane

O niedawnym raporcie Najwyższej Izby Kontroli (NIK), który z pewnością nie przypadł go gustu rządzącym pisze Business Insider Polska. Instytucja wiele uwagi poświęca działaniom antykryzysowym podejmowanym przez rząd w związku z pandemią. NIK wskazuje, że był on finansowany przez Narodowy Bank Polski.

Izba zwraca uwagę na wzrost poziomu zadłużenia naszego kraju, będącego efektem wspomnianych działań antykryzysowych i rekomenduje rządzącym w najbliższych latach opracowanie ścieżki obniżenia zadłużenia w relacji do PKB i źródeł zapewnienia środków na spłatę zadłużenia lub jego refinansowanie.

Rząd powinien również przygotować ocenę stanu finansów publicznych, określającą wpływ finansowania działań antykryzysowych na poziom zadłużenia publicznego, koszty jego obsługi czy wiarygodność kredytową naszego kraju. Wskazując rolę Banku Centralnego, NIK zwraca uwagę, że jest to instytucja niezależna od rządu i nie można założyć, że będzie w każdej sytuacji skupować kolejnych emisji obligacji skarbowych.

Kadencja obecnego prezesa NBP kończy się w 2022 roku i prawdopodobnie Sejm zapewni mu reelekcję, w przeszłości jednak niejednokrotnie mieliśmy swego rodzaju kohabitację rządu z Bankiem Centralnym, co niejednokrotnie rodziło konflikty na linii rząd - NBP. Miały one miejsce zarówno za rządów SLD, jak i „pierwszego PiS-u”, gdy Bankiem Centralnym kierował prof. Leszek Balcerowicz. Nie najlepiej przebiegała również współpraca prezesa Sławomira Skrzypka z rządem koalicji PO-PSL).

Wracając do wzrostu zadłużenia będącego efektem podejmowanych działań antykryzysowych, to z wnioskami NIK w tej kwestii zgadzają się eksperci. Przywołują oni szacunki z których wynika, że łączny rachunek tych działań za lata 2020-2021 wynosi ok. 500 mld zł.

- Ważnym aspektem są też koszty obsługi tego zadłużenia. Paradoksem obecnej sytuacji jest to, że pomimo potężnego wzrostu zadłużenia koszty jego obsługi spadły, bo bardzo mocno spadły rentowności obligacji – mówi w rozmowie z Business Insider Polska ekonomista Marcin Mrowiec.

Według ekonomisty w średnim i dłuższym terminie można spodziewać się wzrostu inflacji i rentowności obligacji, co będzie wywierać presję na wzrost kosztów obsługi długu publicznego.

Problemem nie tylko pakiet antykryzysowy

Z kolei Aleksander Łaszek, ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju zwraca uwagę, że omawiając kwestię zadłużenia nie należy skupiać się jedynie na podejmowanych w ostatnim czasie działaniach antykryzysowych. Ten bowiem podkreśla, że choć działania te są olbrzymim kosztem, to jednak tylko jednorazowym.

- Uważam jednak, że sprowadzenie problemu do kosztów samego pakietu antykryzowego przysłania większy problem – uchwalonej przed wyborami piątki Morawieckiego, czy ustaw podnoszących wydatki na zdrowie i armię w relacji do PKB – tłumaczy w rozmowie z portalem Łaszek.

- Bo same programy antykryzysowe były kosztem jednorazowym, bardzo dużym, ale jednorazowym. W kolejnych latach będziemy płacili tylko koszty obsługi tego zadłużenia (bo z planu zarządzania długiem publicznym wprost wynika, że rząd nie zamierza długu spłacać, tylko chce go rolować), które jednak będą ograniczone – dodaje.

Ekonomista przewiduje, że jeśli po zakończeniu pandemii i wycofaniu w związku z jej skutkami wspomnianych jednorazowych wydatków deficyt ulegnie zmniejszeniu, wówczas nie należy spodziewać się zbyt wielkich obaw inwestorów. -Natomiast jeśli pandemia minie, a deficyt będzie rósł, to niepokój zacznie rosnąć– podkreśla Łaszek.

Ekspert powołuje się tu na agencje ratingowe, które w warunkach pandemii zawieszenie reguł fiskalnych traktują jako adekwatną odpowiedź, ale potem oczekują powrotu do ich stosowania. Jeśli będziemy mieli do czynienia z dalszym finansowaniem deficytu przez NBP, wówczas – jak twierdzi Łaszek – będzie pogłębiać się niepewność wobec perspektyw polskiej gospodarki.

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News