Kontrolerzy NFZ sprawdzają przychodnie udając pacjentów
eastnews/Arkadiusz Ziolek
Autor Radosław Święcki - 18 Listopada 2020

Kontrolerzy NFZ dzwonią i podają się za kogoś innego. Wiele przypadków kończy się karą

Dzwoni NFZ do lekarza i... grozi karą. O telefonach, jakie do przychodni POZ wykonują podający się za pacjentów kontrolerzy Narodowego Funduszu Zdrowia w celu weryfikacji świadczeń informuje Federacja Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie. W wielu wypadkach kończy się karami. Lekarze nie kryją oburzenia i wysyłają urzędników Funduszu na staż do rejestracji w przychodni.

Kontrolerzy NFZ sprawdzają przychodnie

Federacja Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie informuje w komunikacie, że kontrolerzy Narodowego Funduszu Zdrowia dzwonią do placówek POZ w celu dokonania „telefonicznej weryfikacji dostępności do świadczeń”. Kontrolerzy oczywiście nie informują kim są, a podają się za pacjentów. Gdy okazuje się, że nie udało im się umówić na wizytę tego samego dnia, bądź w ogóle nie udaje im się dodzwonić, świadczeniodawcy otrzymują pisma z groźbą kar umownych „z tytułu niezapewnienia bieżącej rejestracji świadczeniobiorców”.

Tego typu telefony, jak podaje Federacja, od kilku tygodni zgłaszają podmioty POZ z rożnych regionów naszego kraju. Świadczeniodawcy Porozumienia Zielonogórskiego nie kryją oburzenia tą sytuacją.

- Oderwanym od rzeczywistości urzędnikom przydałby się choć tygodniowy staż w rejestracji przychodni POZ, mogliby nie tylko nam pomóc, ale i poznać realia pracy w czasie pandemii – podkreślają cytowani w komunikacie lekarze.

Terenowy departament kontroli NFZ w piśmie skierowanym do jednej z przychodni poinformował, że jeden z kontrolerów dodzwonił się do rejestracji dopiero za czwartym razem i nie mógł umówić się na wizytę w tym dniu, co według niego oznacza „utrudniony kontakt z placówką”. Następnie, jak ujawnia Federacja, pojawiła się groźba kary umownej oraz wniosek o zmianę organizacji pracy „w sposób umożliwiający telefoniczny kontakt z placówką i bieżącą informację”.

Szefowa przychodni nie kryje oburzenia tą sytuacją, podkreślając, że szczytem bezczelności jest kierowanie tego rodzaju pism w tak trudnym dla służby zdrowia czasie.

- Pacjent (czyli kontroler NFZ), telefonujący po południu, otrzymał informację, że może umówić się na teleporadę lub w razie potrzeby osobistą wizytę następnego dnia. Pracujemy w ekstremalnych warunkach, odbieramy i wykonujemy dziesiątki telefonów dziennie (nie wspominając o osobistych wizytach pacjentów), więc nic dziwnego, że nie zawsze się można dodzwonić przy pierwszej próbie – tłumaczy cytowana w komunikacie szefowa przychodni.

- Wyznacznikiem naszej pracy jest liczba udzielonych porad, a nie to, czy w danej chwili można się dodzwonić do przychodni. A liczba ta jest znacznie wyższa w porównaniu do ubiegłego roku – dodaje.

1. NFZ pokazał stawki. Łóżko na dobę to ponad 800 złotych
2. Wysokość emerytury arcybiskupa Głódzia może zadziwiać. To jedynie szczątkowa część jego gigantycznego majątku
3. Ściąganie należności nie ominie nikogo, będą nowe reguły. Zalegający z opłatami mają spore powody do obaw

Szefowa przychodni podkreśla, że zarówno Ministerstwo Zdrowia jak i NFZ nie poczyniły żadnych kroków, aby zaopatrzyć placówki w narzędzia i wytyczne dotyczące lepszego kontaktu telefonicznego. Ponadto jak wskazuje szefowa przychodni nie uwzględnia się np. przeciążeń sieci, czy awarii itp.

- Wielu z nas pracuje po kilkanaście godzin dziennie, zatrudnia dodatkowy personel, żeby pacjentom łatwiej było się dodzwonić, a NFZ traktuje nas w ten sposób? – pyta szefowa przychodni.

„Urzędnicy żyją w jakiejś bańce”

- To oczywiste, że skoro jest więcej teleporad, bywają sytuacje, w których trudniej się dodzwonić czy też czas oczekiwania na wizytę się wydłuża. Niemniej jednak, pacjentów z objawami infekcji staramy się przyjmować tego samego dnia, a najpóźniej dnia następnego. Także z powodu bezpieczeństwa epidemiologicznego, żeby jak najszybciej ustalić, czy jest to zakażenie koronawirusem – tłumaczy Andrzej Zapaśnik z Pomorskiego Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia „Porozumienie Zielonogórskie” , a zarazem szef jednej z dużych przychodni.

Zdaniem Zapaśnika tego typu kontrole jak i grożenie karami „świadczą o tym, że urzędnicy żyją w jakiejś bańce, równoległej rzeczywistości”. W jego ocenie urzędnicy NFZ „nie dostrzegają, że pracujemy w sytuacji katastrofy medycznej, którą pogłębia jeszcze wszechobecny w różnych instytucjach chaos”.

Zapaśnik podkreśla, że dzięki temu, że POZ „jeszcze działa” nie mamy do czynienia z totalną katastrofą. Według Zapaśnika najbardziej przykre są akcje „telefonicznej weryfikacji dostępności do świadczeń” przeprowadzane w małych praktykach POZ, w których w pandemii pracuje się ponad siły.

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News