covid
pexels/Anna Shvets
Autor Komunikaty prasowe - 22 Maja 2020

Naukowcy ostrzegają: koniec pandemii dopiero za 2 lata, COVID-19 jeszcze powróci. To kiepskie wieści dla biznesu

Koniec pandemii? Nie tak szybko! Amerykańskie Centrum Badań i Polityki Chorób Zakaźnych przestrzega organy państwowe przed zbytnim optymizmem. Eksperci twierdzą, że rządy muszą przestać sugerować, że koniec pandemii jest bliski. Zgodnie z ich opinią, powinno się uwzględniać scenariusz, zgodnie z którym w ciągu najbliższych 2 lat ludzie muszą być przygotowani na ewentualne okresowe nawroty choroby. Czy to oznacza, że najbliższe 24 miesiące spędzimy w zamknięciu przed ekranami komputerów? Jak nie stracić podczas lockdownu, prowadząc firmę?

Zabójcy nadziei

Koniec pandemii jest bliski, grzmią nagłówki gazet. To odpowiedź mediów na oczekiwania społeczeństwa, które jest już zmęczone narodowym lockdownem. Jak pokazuje analiza Google Trends, fraza “Kiedy koniec pandemii?” drastycznie zyskała na popularności, począwszy od początku marca do pierwszych tygodni kwietnia i wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.

Niestety, optymistyczne nastroje hamują naukowcy z amerykańskiego Centrum Badań i Polityki Chorób Zakaźnych (CIDRAP), którzy twierdzą, że jest jeszcze za wcześnie na otwieranie szampana, a odważne deklaracje władz, są zbyt pochopne. - Poprawa sytuacji to efekt rygorystycznych działań, jakie podjęliśmy. Globalny lockdown to obecnie najskuteczniejsza metoda ograniczenia rozprzestrzeniania wirusa. A w tym postanowieniu byliśmy bardzo sumienni. Nic więc dziwnego, że rozwój choroby udało się ograniczyć. Przeprowadzone przez analityków Cloud Technologies analizy, badające mobilność mieszkańców Starego Kontynentu pokazują, że zarówno ruch transgraniczny, jak i mobilność zmniejszyły się o 50%. - zauważa Grzegorz Kosiński, prezes Audience Network, należącej do Cloud Technologies agencji, specjalizującej się w badaniu zachowań e-konsumenta i big data marketingu.

Amerykańscy eksperci, mówią wprost: to jeszcze nie koniec. Skąd ten pesymizm? Po pierwsze COVID-19 ma dłuższy okres inkubacji niż normalna grypa. Po drugie, bezobjawowe rozprzestrzenianie się czyni tę chorobę trudno wykrywalną. Biorąc pod uwagę między innymi te powody, naukowcy twierdzą, że koronawirus prawdopodobnie nie zostanie zatrzymany, dopóki 60% do 70% populacji nie zostanie zarażone i nie stanie się odporne, co zgodnie z ich obliczeniami może potrwać kolejne dwa lata. Dyrektor Mike Osterholm powiedział w wywiadzie z CNN: - Pomysł, że wkrótce to nastąpi (koniec pandemii), przeczy mikrobiologii. To kiepskie wieści, nie tylko dla społeczeństwa, ale i gospodarki, która zatrzymana w blokach startowych, zaczyna coraz poważniej odczuwać negatywne skutki.

3 prognozy - żadna dobra

Jeżeli nie teraz to kiedy? Specjaliści przygotowali 3 najbardziej prawdopodobne scenariusze rozwoju pandemii. Pierwszy zakłada, że tuż po fali wiosennych zachorowań, nastąpi seria mniejszych fal, trwających od tego lata i ciągnących się do dwóch lat. W drugim podejściu, po wiośnie 2020, ma nastąpić jeszcze większa fala tej jesieni lub zimy, a następnie po niej „jedna lub więcej mniejszych kolejnych fal w 2021 roku”. Ostatni scenariusz to ten najbardziej enigmatyczny, który zakłada, że nie będziemy w stanie przewidzieć rozwoju choroby. Po fali wiosennej pandemia wejdzie w fazę „powolnego wypalania”, w której rozprzestrzenianie się i kolejne przypadki zachorowań powrócą, ale bez przewidywalnego wzoru.

Jak twierdzą autorzy raportu: - Z tych trzech scenariuszy to właśnie ten drugi byłby najbardziej druzgocący, ponieważ spowodowałby, że służba zdrowia zostałaby przytłoczona jesienią tego roku jeszcze większą liczbą przypadków niż dotychczas. Ten scenariusz znamy z 1918 roku, gdy rozprzestrzeniała się epidemia grypy hiszpanki. Bez względu na scenariusz, CIDRAP ostrzega: - Musimy być przygotowani na co najmniej kolejne 18 do 24 miesięcy znaczącej aktywności COVID-19, z gorącymi punktami pojawiającymi się okresowo w różnych obszarach geograficznych.

Trwałe zmiany

Coraz więcej badań potwierdza, że eksperyment lockdown okazał się mieć długoterminowy wpływ na zachowanie ludzi. Eksperci z Accenture sugerują zmianę nawyków konsumenckich, która już wymusza modyfikację strategii biznesu. Powszechna jest opinia, że koronawirus zachęci sporą część konsumentów do porzucenia tradycyjnego modelu robienia zakupów na rzecz handlu online. Accenture ostrzega, że: - Ci, którzy postrzegali handel cyfrowy jako drugi kanał, muszą teraz zmienić priorytety swojej działalności, koncentrując się na handlu cyfrowym.

Co to oznacza dla przedsiębiorców? - Transformacja to coś więcej niż założenie strony internetowej czy profilu społecznościowego. To zmiana całego modelu komunikacji organizacji z otoczeniem. - zaznacza Marcin Filipowicz wiceprezes Audience Network i dodaje: - Chociaż początki bywają ciężkie, dla firmy to doskonała szansa na wypłynięcie na szerokie wody. Wybór między offline, a online to dziś zbędny kompromis. Działajmy dwukierunkowo, a oba kanały interakcji biznesu z odbiorcą, niech wspierają się wzajemnie, oferując klientowi kompletny wachlarz doświadczeń. - kwituje ekspert.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy mieliśmy do czynienia z upowszechnianiem zachowań opartych na technologii, które wcześniej uważane były za margines praktyk interakcji użytkownika z siecią. Na przykład zakupy artykułów spożywczych przez internet i ich dostarczenie do niedawna były postrzegane jako pewien luksus, dziś to powszechna i popularna forma uzupełniania zapasów. Amerykański Startup Instacart chwali się zatrudnieniem kolejnych 250 000 podwykonawców, zaś gigant handlu Amazon zatrudnia dodatkowe 175 000 osób do obsługi zamówień.

Rośnie również znaczenie pracy zdalnej, która zyskała podczas globalnego lockdownu. Aplikacja do telekonferencji Zoom gości codziennie 300 milionów uczestników, podczas gdy twórcy aplikacji Slack, służącej do organizacji pracy, chwalą się 10 mln podłączonych jednocześnie użytkowników. Ich konkurent, Microsoft Teams, ma obecnie ponad 75 milionów aktywnych użytkowników dziennie. Dzięki pandemii, narzędzia dedykowane firmom sektora rządowego lub hitec, nagle trafiły w dłonie Kowalskiego, a ten bardzo je polubił. Migracja z offline do online okazała się bardzo przyjemna.

Marcin Filipowicz z Audience Network twierdzi, że nie będzie łatwo przekonać ludzi do zmiany nawyków, nawet gdy zagrożenie zniknie - Wydawało się, że dotarliśmy do granic integracji człowieka z wirtualną siecią. A jednak na skutek pandemii, technologia stała się nam jeszcze bliższa. Ludzkość zaufała sieci, szukając tam rozwiązania problemów, jakich przysporzył nam koronawirus. - zauważa ekspert warszawskiej spółki i dodaje: - Według danych Forbes, od czasu wybuchu pandemii ruch w internecie wzrósł o około 50-70%. To wymusza na firmach zmianę całej strategii funkcjonowania, łącznie ze sposobem komunikacji. Poleganie wyłącznie na tradycyjnych formach interakcji z klientem to dziś poważne zaniedbanie. Jeżeli nie korzystasz dziś z narzędzi, jakie oferuje cyfrowy świat, jesteś niemy. Nikt nie decyduje się na otwarcie firmy bez szyldu czy wizytówki, czemu więc cyfrowe media traktujemy inaczej? - ostrzega Filipowicz.

Ryzyko, jakie niesie za sobą zakażenie COVID-19, wygrało z naszymi nawykami, być może trwale je zmieniając. Potrzeba bezpieczeństwa i ochrony zdrowia odcisnęły swoje piętno na konsumentach, tworząc trwałe odkształcenie, do którego będzie musiał dopasować się biznes. Przedsiębiorcy wreszcie mogą zaciągnąć powietrza, jednak nie na długo. Koronawirus jak Terminator Ridleya Scotta, zanim zniknie, rzuca ostatnią deklarację: - I will be back (z ang. Jeszcze tu wrócę) i pozwala nam się cieszyć pozornym zwycięstwem. Czy biznes będzie gotowy na powrót pandemii?

Powyższy materiał jest informacją prasową.

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News